Już w najbliższy poniedziałek oczy kolarskiego świata zwrócą się ku Włochom, gdzie rozpocznie się 61. edycja prestiżowego wyścigu Tirreno-Adriatico. Tegoroczny „Wyścig Dwóch Mórz” zapowiada się wyjątkowo fascynująco, nie tylko ze względu na malowniczą trasę łączącą wybrzeża Tirreńskie i Adriatyckie, ale również przez silną obsadę. Do UAE Team Emirates-XRG i Alpecin-PremierTech, które wcześniej ogłosiły swoje składy, dołączyły kolejne zespoły, które postarają się walczyć w zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.
Najwięcej emocji budzi powrót do rywalizacji Primoža Rogliča. Słoweniec, reprezentujący barwy Red Bull-BORA-hansgrohe, wraca na trasę, którą podbijał już dwukrotnie w swojej karierze. Niemiecka formacja nie zamierza jednak stawiać wszystkiego na jedną kartę, gdyż obok utytułowanego Słoweńca o końcowy triumf powalczą Jai Hindley oraz młody i utalentowany Giulio Pellizzari. Choć tegoroczna trasa pozbawiona jest ekstremalnie trudnych podjazdów w wysokich górach, wsparcie takich zawodników jak Jan Tratnik, Giovanni Aleotti, Gianni Moscon oraz szybki Danny van Poppel czyni z Red Bulla najmocniejszą siłę w stawce, gotową na każdy scenariusz.
Równie groźnie prezentuje się holenderska stajnia Visma | Lease a Bike. Ich strategią na tegoroczne Tirreno jest wszechstronność i duet, który budzi respekt u każdego rywala. Matteo Jorgenson i Wout Van Aert to kolarze potrafiący odnaleźć się w każdym terenie. Amerykanin, dwukrotny triumfator Paryż-Nicea, wraca do Włoch po siedmiu latach przerwy, by tym razem powalczyć o najwyższe cele w „generalce”. Z kolei Van Aert, tradycyjnie głodny zwycięstw etapowych, będzie jednym z faworytów niemal każdego dnia. Obaj liderzy przyjeżdżają prosto ze Strade Bianche, gdzie pokazali się z dobrej strony, a w realizacji celów pomagać im będzie niezwykle doświadczony Steven Kruijswijk oraz solidna grupa wsparcia, w której znaleźli się Owain Doull, Filippo Fiorelli, Timo Kielich oraz młody Tim Rex.
Lokalni kibice z pewnością najmocniej będą ściskać kciuki za ekipę Lidl-Trek, która wystawia bardzo silną, włoską reprezentację. Jonathan Milan, będący obecnie jednym z najszybszych kolarzy globu, będzie niekwestionowanym liderem na płaskich finiszach. Ważnym punktem programu będzie także powrót Giulio Ciccone, który po chorobie zadebiutuje w tym sezonie właśnie przed własną publicznością. Choć może mu brakować rytmu wyścigowego, jego waleczność oraz wsparcie dynamicznego Andrei Bagioliego mogą przynieść niespodziankę na trudniejszych etapach. Całość zestawienia uzupełniają znakomici pomocnicy i specjaliści od rozprowadzania: Simone Consonni, Edward Theuns, Max Walscheid oraz Erytrejczyk Amanuel Ghebreigzabhier.
Nieco inaczej sytuacja wygląda w obozie Ineos Grenadiers. Brytyjska drużyna musi radzić sobie bez swojej największej gwiazdy, Egana Bernala, którego nieobecność jest sporą zagadką dla ekspertów. W tej sytuacji pełna odpowiedzialność za wynik w klasyfikacji generalnej spadnie na Thymena Arensmana. Holender, który w ostatniej chwili został wycofany ze startu w Strade Bianche, ma być teraz w pełni gotowy do walki o podium. Największą nadzieją zespołu na szybki sukces pozostaje jednak Filippo Ganna, celujący w zwycięstwo na otwierającym etapie. Skład Ineos na tegoroczny wyścig dopełniają Jack Haig, Brandon Rivera, Magnus Sheffield, Connor Swift oraz sprinter Sam Welsford, co pokazuje, że ekipa chce zaznaczyć swoją obecność w każdym aspekcie rywalizacji.
Przy tak wyrównanych składach i różnorodnych strategiach, Tirreno-Adriatico 2026 zapowiada się jako jedna z najciekawszych edycji ostatnich lat, będąca idealnym sprawdzianem formy przed zbliżającymi się wielkimi klasykami.










No ciekawe czy Roglic coś jeszcze wielkiego osiągnie, na pewno sytuację w drużynie ma nie za ciekawą, choć już chyba jakiś czas temu pogodził się z faktem, że wygranie w TdF nie było mu pisane i Remco czy nie, i tak nic by z tego nie wyszło. Na pewno wiem, komu będę kibicował na Vuelcie (i oczywiście na Tirreno też ;)).