Foto: Strade Bianche

Właśnie mijają 3 lata od ostatniej okazji do oglądania Mathieu van der Poela na trasie Strade Bianche. Dlaczego triumfator tego wyścigu z 2021 roku tak sukcesywnie omija białe drogi Toskanii? Przyczyny bardzo bezpośrednio wyjaśnił Christoph Roodhooft, szef ekipy Alpecin-Premier Tech.

Zapewne każdy co bardziej śledzący kolarstwo kibic pamięta doskonale niejedną dyskusję o tym, że Strade Bianche zasługuje na miano 6. monumentu. Jako argumenty przeciwko takiej nobilitacji dla tej imprezy przywoływano jednak jej krótką historię czy krótki dystans. Ten przez lata nie przekraczał bowiem 200 kilometrów – pierwszy raz z dłuższą trasą kolarzom przyszło się mierzyć w 2024 roku. Jednocześnie to nie przypadek, że od tamtej pory na starcie Strade Bianche nie oglądamy Mathieu van der Poela. Jak wyjaśnia Christoph Roodhooft, szef ekipy Alpecin-Premier Tech, organizatorzy dołożyli bowiem nie tylko dystansu, ale i przewyższeń, które eliminują z walki nawet tak wybitnych kolarzy jak 31-letni Holender.

Niegdyś był to wyścig, który pozwalał powalczyć dynamicznym klasykowcom, ale w ostatnich latach dołożono trudności, które przekraczają limity ich możliwości. Teraz jest o wiele trudniej – i nie mówię tu o kilometrach trasy, ale przede wszystkim o przewyższeniu. Porównując to z sytuacją sprzed 5 lat, liczba metrów przewyższenia wzrosła o 20 do 25%

— mówił Christoph Roodhooft w rozmowie dla Het Nieuwsblad.

Liczby potwierdzają słowa szefa Alpecin-Premier Tech. Gdy w 2021 roku Mathieu van der Poel wygrywał Strade Bianche, przewyższenie nieznacznie przekraczało 3 tysiące metrów. Rok temu to wynosiło już 3712 metrów, a warto przypomnieć, że sporo z nich pokonywane jest nie po asfalcie, a dużo bardziej wymagających szutrowych drogach. Do tego trudności są skumulowane na stosunkowo krótkim dystansie, albowiem dla porównania w Ronde van Vlaanderen w 2025 roku było 2009 metrów przewyższenia rozłożonych na prawie 270 kilometrach, podczas gdy Amstel Gold Race – wyścigu, który zdaniem Christopha Roodhoofta również jest gdzieś na granicy możliwości Mathieu van der Poela, w zeszłym roku kolarze mieli do pokonania 3149 metrów przewyższenia na 256 kilometrach. To mówi samo za siebie.

Oczywiście wiele zależy od rywal. W 2021 roku Mathieu musiał pokonać Egana Bernala. To nie było łatwe, ale dziś można trafić na Toma Pidcocka lub Tadeja Pogačara, którzy będąc w optymalnej formie są praktycznie nie do pokonania dla Mathieu na tak trudnej trasie. Może i to brutalne, ale w takim wypadku lepiej skupić się na innych wyścigach. Jestem pewien, że nawet sam Mathieu żałuje, że omija go tak piękny klasyk. Co by nie mówić to wciąż atrakcyjny wyścig, ale jest jak jest. Z obecną trasą wyścigu Mathieu nie ma na niej czego szukać

— kontynuował Christoph Roodhooft.

Kibice czekający na kolejny wyścig Mathieu van der Poela nie będą musieli jednak długo czekać – Holender i tak wybrał się bowiem do Włoch, gdzie już 2 dni po Strade Bianche rozpoczyna się Tirreno-Adriatico (9-15.03). Następnie 31-latek przystąpi do obrony tytułu w Mediolan-San Remo (21.03).

Jeśli zaś chodzi o walkę na białych drogach Toskanii, to Alpecin-Premier Tech posyła do boju dość młodą siódemkę kolarzy – liderem będzie 22-letni Tibor Del Grosso, a u jego boku zaprezentują się Francesco Busatto, Aaron Dockx, Gal Glivar, Michael Gogl, Edward Planckaert i Emiel Verstrynge.

Poprzedni artykułPlan transmisji kolarskich w Eurosporcie na marzec 2026
Następny artykułStrade Bianche 2026: Nietypowy skład INEOS Grenadiers. Bernal i Arensman zostali w domach
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jacek
Jacek

Argumenty niby rozsądne. Ale gdyby Tadej tak samo co podchodził do tematu, to nie startował by w Milano – San Remo, czy w Roubaix. Jednak wiedząc, że ma małe szanse wygranej jeździ tam i robi fantastyczne widowiska dla kibiców. I dlatego jest uwielbiany. Potencjał MvdP jest ogromny, mógłby takie same emocje dać kibicom walcząc na Białych Drogach. Nie podoba mi się to jego wyrachowanie, choć bardzo go szanuję jako kolarza i sportowca w ogóle.

Albert
Albert

Strategia jak najbardziej uzasadniona. Nie ma co się kopać z koniem.

Jacek
Jacek

@Jakub Jarosz
Niewątpliwie argumenty rozsądku mówią to, co Pan napisał, i to, co napisał szef MvdP. Ale rozsądek mówi tylko, że coś jest mniej prawdopodobne, ale nie sprawia, że coś jest niemożliwe. I tą linią idzie Tadej, i to mi się podoba. Czy kiedykolwiek wygra MSR? Może nigdy. W zeszłym roku wypluł płuca, a i tak dwaj koledzy z ucieczki ograli go na kresce, jak dziecko. Ale mimo tego proszę sobie przypomnieć, jakie dał kibicom widowisko, przede wszystkim on. Bez niego to byłby kolejny wyścig, jakich dziesiątki już były. A ten będzie pamiętany latami.

Gdyby sport polegał tylko na wyrachowaniu, to by go po prostu nie było. Gdyby MvdP wystartował jutro z taką determinacją, jak TP w zeszłym roku w MSR, to na pewno byłoby ciekawiej, a wynik wcale nie byłby przesądzony. Tak uważam.

piter
piter

@Jacek
Porównujesz mvdp do pogiego ale to są zupełnie inni kolarze. Pogi to fenomen który potrafi wygrać praktycznie każdy wyścig, jest super wszechstronny. Mvdp to maszyna do klasycznych wyścigów ale nie na dłuższe podjazdy.