fot. Milano-Sanremo

Zaledwie osiem tygodni przed startem pierwszego monumentu sezonu, natura rzuciła wyzwanie organizatorom Mediolan-San Remo. W niedzielę wieczorem, 25 stycznia, potężne osuwisko w Arenzano zablokowało kluczowy odcinek drogi Aurelia, którym tradycyjnie mknie peleton „Primavery”. Podczas gdy geolodzy oceniają stabilność skał, w biurach RCS Sport trwają gorączkowe analizy: czy 21 marca kolarze pojadą sprawdzoną trasą, czy czeka nas powrót do awaryjnych objazdów?

Do zdarzenia doszło na odcinku Pizzo di Arenzano, w miejscu, gdzie droga krajowa Aurelia wije się między stromym zboczem góry a brzegiem morza. Na jezdnię runęły bloki skalne o wadze dziesiątek ton, całkowicie blokując przejazd w obu kierunkach. Choć straż pożarna potwierdziła, że nikt nie ucierpiał, straty w infrastrukturze są ogromne. Sytuację pogarsza fakt, że do osunięcia doszło mimo istniejących zabezpieczeń. Burmistrz Arenzano, Francesco Silvestrini, nie kryje pesymizmu co do szybkiego otwarcia trasy.

Ściana jest bardzo stroma, a siatki zabezpieczające mają już 40 lat. Widać na nich wyraźne pęknięcia, a wyżej na zboczu znajdują się kolejne luźne bloki skalne. Zanim w ogóle zaczniemy usuwać materiał z drogi, geolodzy muszą mieć pewność, że góra przestała pracować. To może potrwać wiele dni, a naprawa całe tygodnie.

Dla kibiców kolarstwa odcinek Aurelii w okolicach Arenzano to stały punkt programu. To tutaj peleton zaczyna nabierać prędkości przed finałowymi podjazdami pod Cipressę i Poggio. Proboblemy w tym miejscu mogą wpłynąć na konieczność wyznaczenia nowej trasy zarówno w wyścigu panów, jak i pań.

W wyścgiu mężczyzn tradycyjna trasa prowadzi właśnie przez Arenzano. Zamknięcie Aurelii wymusi szukanie alternatyw, które mogą drastycznie zmienić charakter finału. Sytuacja jest jeszczebardziej skomplikowana dla pań. Ich wyścig ma startować z Genui, oddalonej o zaledwie 25 kilometrów od miejsca osuwiska. Odcięcie głównej arterii w stronę San Remo stawia pod znakiem zapytania pierwotnie zaplanowany profil trasy.

Organizatorzy z RCS Sport nie są w tej sytuacji nowicjuszami. Historia wyścigu zna już przypadki, gdy natura wymuszała zmiany „za pięć dwunasta”. W 2016 roku peleton musiał wjechać na kilka kilometrów na autostradę, by ominąć zablokowaną Aurelię. Jest to rozwiązanie najmniej lubiane przez fanów, ale najbezpieczniejsze logistycznie. W 2008 roku organizatorzy wprowadzili podjazd pod Le Mànie ,który został wprowadzony z podobnych z podobnych przyczyn). Taki rozwiązanie sprawiłoby, że wyścig stałby się znacznie trudniejszy.

Nie wszystko jednak stracone. Jeśli prace pójdą sprawnie, możliwe jest warunkowe otwarcie jednego pasa tylko na czas przejazdu kolumny wyścigu pod ścisłym nadzorem służb.

W ciągu kilku najbliższych dni spodziewany jest pierwszy komunikat techniczny od RCS Sport. Tegoroczna edycja Mediolan – San Remo odbędzie się 21 marca. Przed rokiem po zwycięstwo sięgnął Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech).

Poprzedni artykułSprinterski pokaz siły w Walencji. Groenewegen, Kittel i Magnier podsumowują otwarcie sezonu
Następny artykułMikkel Bjerg z poważnymi złamaniami po zderzeniu z kangurem w Tour Down Under 2026 [wideo]
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze