Niedziela spod znaku szutru to nie tylko zmagania elity mężczyzn o tytuł mistrza świata w kolarstwie gravelowym, ale także równie wiekowy jak sobotnia Il Lombardia – Paryż–Tours, który po radykalnym liftingu z 2018 roku nie jest już przewidywalnym klasykiem jednoznacznie dedykowanym sprinterom. Nowa trasa, której kluczowa część meandruje nieutwardzonymi drogami wśród winnic, nagradza kolarzy skłonnych zaciskać zęby i atakować do ostatniego dnia sezonu, a rozgrywana dziś 119. edycja wyścigu – po wczorajszym, symbolicznym – będzie faktycznym epilogiem w kontekście rozstrzygnięć w ważnych wyścigach jednodniowych sezonu 2025.
Historia Paryż–Tours, która sięga 1896 roku, pełna była turbulencji i zwrotów akcji, jednak najdłużej w jednym miejscu osiadł on jako rozgrywana na przełomie września i października sprinterska potyczka z wielkim finałem na szerokim bulwarze stolicy Turenii. Trudno się temu dziwić, zważywszy, że płaskie drogi tej części Francji zdecydowanie faworyzują kolarzy tej specjalności. Niestety z czasem sprawiło to również, że przewidywalny charakter wyścigu zniechęcił do niego widownię, tym samym doprowadzając imprezę na skraj upadku.
Wszystko zmieniło się w roku 2018, kiedy organizatorzy podjęli odważną decyzję o zmodyfikowaniu trasy wyścigu, w finałowej części dodając odcinki szutrowe. Tym samym stał się on ostatnim celem sezonu dla tych specjalistów od wyścigów jednodniowych, których nie pociągają uroki jesiennej Lombardii.
Trasa
211,6 kilometra i 1250 metrów przewyższenia z Chartres do Tours – przez winnice, szutry i krótkie, sztywne podjazdy, które od siedmiu lat stanowią znak rozpoznawczy ostatniego z dużych jesiennych klasyków.
Start w Chartres, mieście o pejzażu zdominowanym przez gotycką katedrę, przypomina, że nazwa wyścigu już dawno przestała oddawać rzeczywistość w jej aktualnym kształcie. Na pierwszych 140 kilometrach peleton przetnie środkową Francję – krainę łagodnych wzgórz, rzepakowych pól i niewielkich miasteczek, które wydają się trwać w tym samym rytmie od dziesięcioleci. To ta „nudna” część trasy, która zupełnie nie zapowiada nagłego zrywu w dalszej części rywalizacji, choć prognozowane na tę niedzielę silne podmuchy wiatru mogą znacząco podnieść ciśnienie w głównej grupie i przełożyć się na wysoką średnią prędkość.
Miejscowość Amboise wyznacza punkt, w którym zmienia się zarówno krajobraz, jak i charakter wyścigu. Wąskie drogi wśród winnic Vouvray i Montlouis-sur-Loire w ostatnich latach decydowały o składzie ścisłego finału w Tours – tak za sprawą szutrowych sektorów, jak i serii typowych dla tego rodzaju terenu wzniesień.
Tych pierwszych będzie dziewięć, o łącznej długości 9,5 kilometra: Limeray (0,9 km), Pocé-sur-Cisse (1,1 km), Grosse Pierre (1,5 km), de Chançay à Reugny (0,9 km), Noizay (0,6 km), Épinettes (1,2 km), Vernou (0,9 km), Peu Morier (1,6 km), Rochecorbon (0,8 km).
Na decydujących 70 kilometrach uczestnicy wyścigu zmierzą się z ośmioma wspinaczkami. Zwiastunem finału jest Côte de Gogueme (700 m, 7,7%), po której rozpoczyna się kluczowa sekwencja – gravelowy podjazd pod Côte du Bois de Chançay (900 m, 4,2%), następnie Côte de la Vallée du Vau (1,1 km, 6,4%) i brutalna Côte de la Rochère (400 m, 11%). Ostatni z podjazdów, Côte de Rochecorbon (600 m, 5,2%), kończy się 8,7 km przed metą.
Od tego sezonu meta znajduje się nie na Avenue de Grammont, lecz na Boulevard Béranger – o 2 km bliżej od ostatniego wzniesienia. Skrócony dojazd do kreski oznacza mniej czasu na reorganizację grup, jeszcze mocniej premiując kolarzy skłonnych zaryzykować w ścisłym finale.

Pogoda
W ubiegłym roku Christophe Laporte i Mathias Vacek wpadli na ostatnią prostą w Tours tak oblepieni błotem, że aż trudni do zidentyfikowania. Ta niedziela ukaże inne oblicze jesiennego klasyku, co nie oznacza, że stanie się on przez to jednoznacznie łatwiejszy.
Prognozy przewidują temperaturę powietrza do 18–20°C w najcieplejszym momencie dnia, pięknie przeświecające przez chmury słońce i zerowe szanse wystąpienia opadów deszczu. Głównym czynnikiem ryzyka może natomiast okazać się wiatr z kierunków ENE/NE (idealnie rantowy względem trasy), którego podmuchy na najmocniej wyeksponowanych odcinkach mają osiągnąć prędkość w zakresie 20–35 km/h. To więcej niż wystarczająco, by przyczynić się do poszatkowania peletonu.
Faworyci
Kolarstwo szosowe bynajmniej nie należy do sportów, w których wartość zawodnika definiuje jego ostatni występ. Swój powrót do światowej czołówki w ostatnim prestiżowym klasyku sezonu z pewnością będzie chciał jednak podkreślić Arnaud De Lie (Lotto). Nie będzie to łatwe, bo Belg wyniósł z dotychczasowych występów w Paryż–Tours głównie przykre doświadczenia, a na trasie nie zabraknie rewelacyjnie spisujących się w tego typu terenie rywali.
Zwycięstwo wyszarpane przez Arnauda De Lie (Lotto) w klasyfikacji generalnej sierpniowego Renewi Tour uznać trzeba za przełom w karierze Belga, który bardzo długo nie był w stanie wrócić do formy po przebytych chorobach. Od tego czasu 23-latek triumfował w czterech wyścigach jednodniowych, a w ostatnim swoim występie uległ wyłącznie Jasperowi Philipsenowi. Dyspozycji kolarza ekipy Lotto kwestionować zatem nie sposób, podobnie jak zdolności rywalizowania w tak zróżnicowanym pod względem nachylenia i nawierzchni terenie – w końcu poradził sobie z wszystkimi rywalami w ubiegłorocznej edycji Tro Bro Léon. W Paryż–Tours nigdy nie było tak dobrze, ponieważ De Lie dwukrotnie imprezy nie ukończył, a najlepszym dotychczasowym wynikiem jest 7. miejsce wywalczone w ostatniej edycji. Przypadek? Być może. A może jest w tej trasie coś takiego, co młodemu Belgowi nie leży. Problemem, wobec potencjalnie bardzo ofensywnej postawy rywali, może okazać się relatywnie słaby skład drużyny Lotto, zmuszający De Lie do samodzielnego odpowiadania na ataki.
Ubiegłoroczny zwycięzca, Christophe Laporte (Visma | Lease a Bike), już drugi raz spróbuje uratować dobrym występem w Paryż–Tours swój sezon, ale w składzie z Matthew Brennanem, Victorem Campenaertsem i Olavem Kooijem będzie tylko jedną z równoważnych opcji Vismy. Jasne jest, że ostatni z wymienionych będzie czekał na scenariusz, w którym o zwycięstwie w wyścigu rozstrzyga finisz z dużej grupy. Cała reszta powinna atakować – i nie wydaje mi się, aby z góry zdecydowali się grać na jednego z nich. Który odjedzie we właściwej grupie, na tego bęc.
To samo dotyczy drużyny Lidl–Trek z drugim w ubiegłym roku Mathiasem Vackiem, który wówczas – poza świetną dyspozycją dnia – skorzystał na tym, że w spektakularnym stylu wszystkie swoje zapałki przepalił Mads Pedersen. Pod nieobecność Duńczyka drugą opcją tej ekipy będzie Jasper Stuyven, ale zaskoczyć może również zwycięzca Paryż–Roubaix w kategorii orlików, Albert Withen Philipsen.
Za Dorianem Godonem (Decathlon AG2R La Mondiale) trudno trafić, bo nigdy nie wygrywa wtedy, kiedy się tego od niego oczekuje. Wyników Francuza z ostatnich tygodni zignorować jednak nie można.
Pozostałe typy: Dries De Bondt, Paul Lapeira (Decathlon AG2R La Mondiale), Stefan Küng (Groupama–FDJ), Axel Laurance, Ben Turner (INEOS Grenadiers), Mike Teunissen (XDS Astana), Jonas Abrahamsen (Uno–X Mobility), Matteo Trentin (Tudor Pro Cycling) i Lukáš Kubiš (Unibet Tietema Rockets).
119. edycja Paryż–Tours będzie ostatnim wyścigiem w karierze Arnauda Démare’a (Arkéa–B&B Hotels).
Harmonogram
📍 Start honorowy: 11:55 (Chartres)
🚩 Start ostry: ok. 12:10 (Chartres)
🏁 Finisz: Tours, między 16:45 a 17:15
📺 Transmisja: HBO Max od 15:00 i Eurosport 2 od 16:15












Ale że del Toro nie jedzie…
Niedawno pisałem, że bywa tu Pani tylko od największych dzwonów, a tu taka niespodzianka i kolejny świetny tekst, ciekawa analiza. Znowu od deski do deski przeczytane – mniam mniam 😋.