fot. Bahrain-Victorious

Odbywające się w ten weekend Mistrzostwa Świata w kolarstwie gravelowym – Południowa Limburgia 2025, będą ostatnią okazją do uratowania tego sezonu dla Mateja Mohoriča. Słoweniec nie ukrywa, że bardzo mu zależy na tej rywalizacji, a ponowne zdobycie tęczowej koszulki pozwoliłoby mu zapomnieć o niepowodzeniach z szosy.

Ten sezon zdecydowanie nie należał do Mateja Mohoriča. Niemal 31-letni kolarz Bahrain – Victorious co prawa dobrze rozpoczął rok, albowiem był 2. w klasyfikacji generalnej rozgrywanego w lutym Tour de la Provence, ale później prześladowały go choroby, w efekcie czego wartymi wspomnieniami wynikami są jeszcze tylko 21. lokata w Ronde van Vlaanderen, 3. miejsce na Polach Elizejskich podczas Tour de France oraz 5. lokata w Grand Prix Cycliste de Québec. To zdecydowanie za mało jak na kolarza kalibru Słoweńca, ten zatem nie ukrywa swojego rozgoryczenia tegorocznymi wynikami.

To był prawdopodobnie mój najgorszy sezon w karierze pod względem wyników. Dobrze wystartowałem w Tour de la Provence i w pierwszych wyścigach, ale potem dwa razy zachorowałem. Prawdopodobnie za bardzo się forsowałem zimą, żeby zrobić dodatkowy krok w przygotowaniach do klasyków. To się nie opłaciło, a to, co nastąpiło później, było moim najgorszym sezonem w klasykach jak dotąd. Później starałem się odbudować, odpocząć i zacząć od nowa. Właściwie, w tym roku udało mi się nawet osiągnąć najlepszą formę w życiu, ale zawsze coś szło nie tak. Np. w Paryżu byłem trzeci, ale gdyby nie problemy z rowerem mógłbym osiągnąć jeszcze więcej, więc byłem bardzo rozczarowany. To oczywiście nadal był jeden z najlepszych moich momentów w roku, a wzdłuż trasy było mnóstwo kibiców, więc to było coś wyjątkowego, co będę nosił w sobie do końca kariery i jeszcze dłużej

— opowiadał Matej Mohorič.

Sezonu szosowego nie da się już uratować, ale istnieje jeszcze jedna szansa, by na twarzy Słoweńca pojawił się szeroki uśmiech. 30-latek był już bowiem w 2023 roku mistrzem świata w kolarstwie gravelowym i teraz powraca na start czempionatu by powalczyć o swoją druga tęczową koszulkę w karierze. Ta bez wątpienia byłaby osłodą dla zawodnika Bahrain-Victorious.

To dla mnie ważny cel. Prawdopodobnie jestem jednym z faworytów. Może nie głównym, ​​ale myślę, że mogę powalczyć o dobry wynik. Muszę jednak zwrócić uwagę, że ścigam się nieprzerwanie od 25 stycznia. Zachowanie świeżości to wyzwanie, ale zobaczymy co będzie. Chciałbym mieć czasem więcej czasu na odpoczynek i trening, żeby skupić się na kilku konkretnych celach, ale niestety w tym sezonie tak nie było. Zresztą nawet do Limburgii lecę bez rekonesansu, prosto z Gran Piemonte. Będę musiał podejść do wyścigu bardziej intuicyjnie, ale nie martwię się tym, bo często tak robię

— powiedział Matej Mohorič w rozmowie dla WielerFlits.

Poprzedni artykułIl Lombardia 2025: Rafał Majka u boku Tadeja Pogačara
Następny artykułThomas De Gendt zakłada własną drużynę i szuka wsparcia
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze