Istny jackpot w postaci trzech siódmych miejsc wywalczyli polscy zawodnicy podczas jazdy indywidualnej na czas w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Trzecią siódemkę do biało-czerwonego dorobku dołożył Jan Jackowiak, który tuż za metą nie ukrywał swojego ogromnego zmęczenia.
Aż 85 juniorów przystąpiło do jazdy indywidualnej na czas podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Wśród nich znalazło się dwóch Polaków – Jan Jackowiak zajął 7. miejsce, Ksawery Gancarz uplasował się 30 lokat niżej. Z liderem biało-czerwonej kadry juniorów miałem okazję porozmawiać niedługo po zakończeniu rywalizacji.
Na pewno na mecie nie miałem już ani odrobinę energii – dałem z siebie wszystko i mój wynik jest odzwierciedleniem tego. Tak długo, jak daje z siebie 100%, jestem zadowolony i spełniony. Dzisiaj to było 7. miejsce – do szóstego zabrakło sekundy, a wiadomo, że ta szóstka brzmi lepiej niż siódemka, z drugiej strony 3 siódme miejsca w kadrze pokazują, że przyjechaliśmy tu dobrze przygotowani. Śmieszny zbieg okoliczności z tymi trzema siódemkami, ale oby to był dobry znak na starty wspólne
— zażartował na start Jan Jackowiak.
Młody Polak na początku naszej rozmowy nie krył, że gdzieś nie wszystko było zgodne z oczekiwaniami, aczkolwiek stan ten zmieniał się wraz z każdą wspólnie spędzoną minutą. Wysokość nad poziomem morza czy wilgotność w Kigali bowiem sprawiają, że trzeba spojrzeć na osiągane liczby z pewną rezerwą.
Pewnie to już będzie trochę nudne, bo tak jak czytałem wywiady czy ich słuchałem, to wszyscy mówią, że pojechali sporo poniżej oczekiwań jeśli chodzi o liczby, waty – u mnie nie było inaczej. Niby powinienem się tego spodziewać po tym, co mówili koledzy i koleżanki z kadry, a mimo wszystko trochę mnie to zaskoczyło
— kontynuował Jan Jackowiak.
4. miejsce na pierwszym pomiarze czasu i pewne straty poniesione w drugiej części dystansu – czy nasz junior ruszył za mocno, czy też po prostu rozkład trudności na trasie sprawił, że tak się to złożyło? Jak swój przejazd ocenia sam zawodnik?
Pojechałem dokładnie tak, jak założyłem. Dobranie obrotu było przed startem dla wszystkich w kadrze sporą zagwozdką, parę razy go zmienialiśmy, próbowaliśmy różnych opcji i koniec końców to co wybrałem było optymalne, bo to był najcięższy obrót, jaki byłem w stanie przepchać pod tą brukowaną górę. Nie wydaje mi się, żebym przesadził w pierwszej części – pojechałem ją na tyle, ile chciałem. Taki był plan, żeby na podjeździe nadrabiać nad najważniejszymi rywalami. Trochę się spodziewałem po wynikach z innych kategorii, że powalczą więksi zawodnicy – czy to u orlików, czy u orliczek wygrywali dość rośli zawodnicy. Ciężko tu coś więcej powiedzieć…
— rozwinął Jan Jackowiak, po czym dodał:
Podjazdy pojechałem tak jak chciałem. Cieszę się, że nie zaciągnęło mi ręcznego na bruku, bo to byłoby kiepskie. Miałem jeden blat, wszystko zostało dobrane na styki. Myślę, że to co mogliśmy zrobić – przygotowanie sprzętu, analiza trasy, rozkład sił, to wszystko zostało zrobione. Czuję, że w przygotowaniach poświęciłem wystarczająco czasu i byłem w fajnym miejscu z formą. Czy liczyłem na coś więcej? Nie wiem – po zeszłorocznym 21. miejscu jestem na podobnym poziomie względem reszty stawki co wtedy. Poprawiłem się o tyle, ile poprawiają się mniej więcej pierwszoroczni juniorzy stając się drugorocznymi. Wiem, że mam pewną rezerwę, bo jestem z końca grudnia, więc w tych młodych kategoriach jest to jakaś różnica, tak że cieszę się z tego wyniku.
Przy okazji dzisiejszego startu Jana Jackowiaka, a także Marii Okrucińskiej i Ksawerego Gancarza, miałem okazję spędzić nieco czasu w strefie wyłączonej dla publiki, a przy tym spotkać wielu pracowników naszego sztabu. O ile już w hotelu kadry widziałem, że kolarze i kolarki są otoczeni naprawdę dobrą opieką, o tyle dzisiaj jeszcze bardziej zaskoczyłem się skalą tego, jak wiele osób działa na rzecz tego, by ci mogli robić swoje. Masażyści, mechanicy, lekarz, selekcjonerzy – wszyscy oni dbają o to, by biało-czerwoni ścigali się na jak najwyższym poziomie.
Jestem naprawdę wdzięczny kadrze, dzisiaj wszystko było na swoim miejscu. W ogóle wszystko na tym wyjeździe poszło bardzo dobrze, sprawnie i wszystko, co mogli ze mnie zdjąć jeśli chodzi o obowiązki, presję, stres, to miałem zapewnione aż do minuty do startu. To było bardzo fajne i mam nadzieję, że nie zawiodłem nikogo i wszyscy będą zadowoleni na tyle, na ile ja jestem
— dziękował 7. junior Mistrzostw Świata – Kigali 2025.
Kolarze do lat 19, podobnie jak orliczki, mają najkrótszą z przerw pomiędzy jazdą indywidualną na czas i startem wspólnym. Jana Jackowiaka zobaczymy ponownie już w piątek, w dodatku bardzo wcześnie rano, bo początek zmagań zaplanowano nieco po godzinie ósmej.
Teraz mamy 2 dni do wyścigu ze startu wspólnego, na pewno objedziemy jeszcze pełną trasę, częściowo w wyścigowym tempie, żeby być przygotowanym na niego od samego startu, szczególnie, że ten będzie wcześnie rano. Musimy być na pewno dobrze rozbudzeni, rozgrzani… i walczymy dalej
— powiedział Jan Jackowiak.
Za zakończenie poprosiłem mistrza Polski juniorów o ocenę bruku, jego obecności na czasówce, a także roli, jaką może odegrać podczas wyścigu ze startu wspólnego. Czy wychowanek UKS Copernicus CCC Toruń zgada się z opinią większości, że jednak ten bruk jest nieco zbędnym elementem trasy podczas samotnej walki z czasem?
Czy to jest potrzebne na czasówce? Myślę, że nie mi oceniać, nie mam jeszcze aż takiego doświadczenia. Jest w tym coś widowiskowego na swój sposób, trochę to prowokuje kumulację emocji na koniec czasówki. Na pewno paru osobom coś przez to nie wyszło, z drugiej strony ktoś, kto dobrze rozplanował siły, jak np. Jay Vine, który pojechał ten fragment szybciej niż Remco, mógł zyskać. To specyficzny element… Czy na czasówkę? Nie jestem pewien, ale na wspólnym będzie na pewno bardzo widowiskowy oraz kluczowy wraz z hopką na metę. Bez niego byłoby wręcz nieco nudno na tej trasie. Bruk daje też szansę nieco większym, eksplozywnym zawodnikom, którzy mają przewagę na nim, a z drugiej strony jest to podjazd, gdzie jednak waga się liczy, więc będzie ciekawie. Gdybym miał opisać tą trasę to trochę jest taka przełajowa, trochę jak Ronde van Vlaanderen i mi się to podoba. Jestem przygotowany, na bruku też się bardzo dobrze czuje, a to tam rozegra się wyścig i na nim będziemy oglądać zaplanowane, drużynowe akcje – czy to naszą, czy Belgów, czy Amerykanów. Myślę, że to najcięższy moment rundy, ale jest wokół wiele wzniesień i ostatnie 600-700 metrów też jest bardzo ciężkie i ważne, choć niepozorne. Ta sekwencja na ostatnich 3 kilometrach i dzisiaj, i ze wspólnego odegrała i odegra najważniejszą rolę, a ja mam nadzieję, że uda mi się spełnić wszystkich oczekiwania
— zakończył Jan Jackowiak.
Trzy siódemki już za reprezentacją Polski, teraz pora, by w ramach tego „jackpota” biało-czerwonej kadry podczas wyścigów ze startu wspólnego została wypłacona nagroda w postaci medali. To oczywiście tylko żarty, ale trzeba przyznać, że nasi przedstawiciele w Rwandzie robią tu co mogą i zdecydowanie zasługują na to, by mocno trzymać za nich kciuki. Jan Jackowiak, Ksawery Gancarz, Jan Mróz oraz Bartosz Łyżwa – to oni w piątek staną do walki w kategorii juniorów!
Niedługo po zakończeniu zmagań, w Kigali rozmawiał Jakub Jarosz.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Ogólna zapowiedź zawodów
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity kobiet
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas orlików
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas orliczek
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorek
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorów
- Skład reprezentacji Polski
- Wszystkie artykuły










Brawo👍🧨
Oby tak dalej🙂