Fot.: La Vuelta / Luis Angel Gomez / Sprint Cycling

Zakończyła się 80. edycja Vuelta a España. Wyścig był to bez wątpienia bardzo osobliwy – przeszło 1/3 ścigania miała miejsce poza krajem macierzystym hiszpańskiej imprezy, a gdy już wreszcie kolarze dotarli na Półwysep Iberyjski okazało się, że głośniejszym tematem niż kolarstwo stał się konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie, którego przeciwnicy co rusz doprowadzali do niebezpiecznych incydentów, w tym 2-krotnie zmusili organizatorów do przerwania rywalizacji. Przyjrzyjmy się zatem temu co warto zapamiętać z tegorocznej edycji Vuelta a España.

Zaiste smutnym jest fakt, że siadając do pisania podsumowania 80. edycji Vuelta a España pierwszym co zrobiłem w swojej głowie było zastanowienie się jak ugryźć temat propalestyńskich protestów, nie zaś dywagacje na temat sportowego widowiska, które oglądaliśmy przez przeszło 3 tygodnie. Niestety mimo wysiłków zawodników, którzy momentami tworzyli naprawdę ciekawy spektakl kolarski, polityka wdarła się do świata sportu, a następnie rozpanoszyła w nim tak, że ten zszedł dla niektórych na drugi, jeśli nie trzeci plan. Hiszpańscy politycy i ich wyborcy zaczęli toczyć publiczny spór, którego efektem było skrzywdzenie sportowców – nie mogę bowiem nazwać inaczej sytuacji, w której 2 etapy nie mają zwycięzcy, kolarze trafiają do szpitali na skutek różnych incydentów, zmienia się trasy kluczowych etapów, a ceremonia wręczenia nagród musi być improwizowana przez ekipy i ma miejsce na hotelowym parkingu. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, na początek warto wymienić wszystkich tych, którzy sięgnęli po zwycięstwa w poszczególnych zestawieniach 80. edycji Vuelta a España:

  • klasyfikacja generalna: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
  • kl. punktowa: Mads Pedersen (Lidl-Trek)
  • kl. górska: Jay Vine (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. młodzieżowa: Matthew Riccitello (Israel – Premier Tech)
  • kl. drużynowa: UAE Team Emirates – XRG
Po swoje

Jonas Vingegaard jest obecnie drugim najlepszym grandtourowcem na świecie i chyba nie wymaga to wielkiej dyskusji. Choć Tadej Pogačar znalazł sposób na Duńczyka i zdołał go prześcignąć, przynajmniej na ten moment, to jednak reszta kolarskiego świata wciąż nie potrafi osiągnąć tego poziomu co zawodnik Team Visma | Lease a Bike. Przypomnę – począwszy od Tour de France z 2021 roku w 7 kolejnych wielkich tourach, w których brał udział Jonas Vingegaard, pokonać potrafili go tylko Tadej Pogačar oraz klubowy kolega Sepp Kuss.

Nie chcę tu toczyć dyskusji o stylu – jedni kochają ofensywnych zawodników, inni cieszą się wyłącznie wtedy gdy wygrywa outsider, a jeszcze inni są fanami równości, konsekwencji i uporu, a Jonasowi Vingegaardowi oddać trzeba jedno – gdy już staje na starcie to jest do niego świetnie przygotowany, ma jasne cele i genialnie je realizuje. 28-letni Duńczyk jest czasem niemal jak maszyna i choć nie potrafi przeskoczyć własnych ograniczeń, to jednak jednocześnie trzyma pewien poziom, który ponownie okazał się być nieosiągalny dla całej reszty kolarskiego świata. 3 wygrane etapy, triumf w klasyfikacji generalnej, 2. miejsca w zestawieniach punktowym i górskim – Jonas Vingegaard jechał tu we własnej lidze i choć różnice na mecie nie są wielkie, nie wydaje się, żeby w którymkolwiek momencie wydarzenia na trasie jakkolwiek wyraźnie wymykały się spod kontroli lidera Team Visma | Lease a Bike.

João „pechowiec” Almeida

Progres, jaki w ostatnich latach zaliczył João Almeida jest niesamowity. Portugalczyk stał się bardzo kompletnym kolarzem, a wygranie przez niego w tym roku aż trzech tygodniówek z cyklu UCI World Tour jest na to najlepszym dowodem. Jednocześnie 27-latek ma jakiegoś gigantycznego pecha do wyścigów trzytygodniowych, w którym każdorazowo musi mierzyć się z jakimiś przeciwnościami losu. Covid-19 podczas Giro d’Italia 22′ i La Vuelty 24′, inne choroby podczas La Vuelty 23′, Tour de France 24′ czy wreszcie ostatniego tygodnia tegorocznej La Vuelty, poważna kraksa podczas tegorocznej Wielkiej Pętli – długo można by wyliczać nieszczęśliwe zdarzenia z udziałem Portugalczyka.

João Almeida nie pojechał idealnego wielkiego touru, a w kluczowych momentach kolejny raz dawał o sobie znać jego brak eksplozywności. Dodatkowo skrócenie czasówki w jakiś sposób musiało wpłynąć nie tylko na wyniki wyścigu, ale i morale kolarza UAE Team Emirates – XRG, który wydaje mi się, że ostatecznie wycisnął z tegorocznej La Vuelty wszystko co mógł – zgarnął piękny triumf i zakończył całe zmagania na 2. miejscu. Nie zdziwię się, jeśli to będzie najlepszy wynik w klasyfikacji generalnej w całej karierze Portugalczyka, podobnie zresztą jak u…

Tom Pidcock na podium!

Gdy trener Toma Pidcocka jesienią 2023 roku mówił, że jego podopiecznego stać na miejsce w czołowej „5” Tour de France nieco pukałem się w czoło. Gdy przed startem 80. edycji Vuelta a España sam Brytyjczyk mówił, że celuje w czołową „10” klasyfikacji generalnej uznawałem, że może i to realny cel, ale nigdzie wyżej nie widzę 26-latka z Q36.5 Pro Cycling Team. Ba, nawet gdy już ten jechał w naprawdę dobrym stylu przez kolejne dni La Vuelty to cały czas z tyłu głowy miałem, że na pewno zaraz przyjdzie kryzys, a jego miejsce na podium przejmie Jai Hindley czy Felix Gall. Cóż, po zakończeniu hiszpańskiej trzytygodniówki mogę tylko powiedzieć, że bardzo się myliłem, a Tom Pidcock nieco zamknął usta niedowiarkom. Oczywiście można dyskutować o obsadzie tegorocznej La Vuelty, o tym jak wyglądała sama rywalizacja, ale to wszystko nie zmieni jednego – Brytyjczyk już zawsze będzie mógł mówić, że ma w swoim dorobku podium wielkiego touru. Czy uda mu się to powtórzyć? To temat na inną dyskusję, w której cały czas pozostanę sceptyczny, ale dziś można mu pogratulować tego, że przerodził swoją determinację w niewątpliwy sukces, jakim jest ta 3. lokata.

Królestwo UAE Team Emirates – XRG

Aż 7 z 19 etapów podczas 80. edycji Vuelta a España wygrali kolarze UAE Team Emirates – XRG. Do tego mają oni swojego zawodnika na podium końcowej klasyfikacji generalnej, a także zgarnęli jeden z trykotów – Jay Vine ponownie był najlepszym góralem hiszpańskiej trzytygodniówki. Ponownie spróbuję nie wchodzić w dyskusję na temat tego czy taka dominacja jednej ekipy w światowym peletonie jest dobra dla widowiska, czy też je zabija, ale trzeba oddać jedno – kolarze UAE Team Emirates – XRG byli podczas tej La Vuelty naprawdę skuteczni i swoje cele zrealizowali w niemal 100%. Dźwiganie presji faworytów i ogrywanie rywali, którzy przecież doskonale wiedzą, że walczą z potęgą i muszą pod to modyfikować swoją taktykę, jest na swój sposób niezwykle imponujące.

To nie jest wyścig dla sprinterów

Vuelta a España i sprinterzy to od lat nie jest coś, co idzie w parze, a mimo to rokrocznie kilku szybkich kolarzy decyduje się na udział w hiszpańskiej trzytygodniówce. W tym roku uważam, że tym, którzy wybrali się na ten wyścig udało się wycisnąć z niego 110%. Jasper Philipsen – zdecydowanie największa gwiazda sprintu spośród obecnych w stawce, zgarnął 3 etapy, w tym 19. odcinek, który na papierze nie wyglądał na stuprocentową szansę dla peletonu i najszybszych w tymże. Do tego jeden z finiszy wygrał świetnie rozwijający się Ben Turner, a swój ogromny wkład w ten sukces miał Michał Kwiatkowski. Wreszcie i Mads Pedersen dopiął swego – choć nie szło mu w walce z dużej grupy, to Duńczyk potrafił zgarnąć triumf z odjazdu, a dzięki swojej szalenie aktywnej jeździe zgarnął on także zielony trykot za klasyfikację punktową. Vuelta a España ponownie nie przedstawiła się jako wyścig przyjazny sprinterom, a jednocześnie pokazała, że jeśli już jako takowy wybierzesz się na nią i zniesiesz jej trudy to można podczas rywalizacji zgarnąć coś dla siebie.

Bohaterowie z drugiego planu

Przed wyścigiem mocno odmieniano przez przypadki kilka nazwisk, ale jak to podczas trzytygodniówek bywa, swoje 5 minut mieli także zawodnicy, o których nie mówiło się za wiele przed startem. Takim objawieniem La Vuelty był bez wątpienia Torstein Træen (Bahrain – Victorious), który w czerwonej koszulce przejechał 4 etapy, a całe zmagania zakończył na 9. miejscu w klasyfikacji generalnej. Norweg, który w 2022 roku pokonał raka, niewątpliwie był bohaterem tego wyścigu.

Na tytuł autora pewnej cichej niespodzianki zasługuje z kolei Matthew Riccitello. Zawodnik Israel – Premier Tech przez całe 3 tygodnie nie wychylił się ani razu – wystarczy powiedzieć, że na pojedynczym etapie zajął najwyżej 6. miejsce. Mimo to 23-letni Amerykanin cały czas powoli robił swoje, wykorzystywał kryzysy kolejnych rywali, a po 20. etapie efektem był awans na 5. miejsce w klasyfikacji generalnej i triumf w zestawieniu młodzieżowym. Czas pokaże czy to początek większej kariery.

Bliski podobnego wyczynu co wyżej opisani Norweg i Amerykanin był Junior Lecerf. 22-latek z Soudal Quick-Step z jednej strony potrafił być aktywny niczym Torstein Træen, z drugiej jednak czasem chował się i po cichu walczył o swoje cele jak Matthew Riccitello, a tym od pewnego momentu wyścigu stało się miejsce w czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Finalnie Belgowi zabrakło jednej lokaty, ale to nadal może być dla młodego kolarza bardzo cenne doświadczenie.

Juan Ayuso kontra UAE Team Emirates – XRG

Ze względu na antyizraelskie protesty podczas hiszpańskiej części 80. edycji Vuelta a España nieco zapomniany został konflikt, którym żyli niemal wszyscy podczas pierwszych dni wyścigu – Juan Ayuso i jego obrażenie się na własny zespół, z którym finalnie ogłoszono, że Hiszpan rozstanie się wraz z końcem tego roku. Podsumowując całą hiszpańską trzytygodniówkę trzeba jednak wrócić do tego jak dziwne było to wszystko i przyznam, że cieszę się, że udało się to ugasić, a obie strony rozchodzą się i będą pisały swoją historię osobno. Pudelkowe wypowiedzi, wygrywanie etapów, by następnego dnia być w ciężkim kryzysie formy, deklaracje bez pokrycia – to wszystko na szczęście już za nami i wierzmy, że nie wróci więcej.

Fatalny precedens

Nawiązując do początku tekstu – koniec końców stwierdziłem, że od polityki uciec się nie da, ale najpierw będę chciał opisać cały sportowy aspekt rywalizacji, bowiem dla mnie, pracownika kolarskiego portalu, to właśnie kolarstwo było podczas 80. edycji Vuelta a España najważniejsze. Niestety jednocześnie nie da się uciec od tego, co zobaczyliśmy, a co stworzyło bardzo niebezpieczny, wręcz fatalny precedens – protestujący udowodnili, że są w stanie storpedować tak wielkie wydarzenie sportowe, jakim jest wielki tour, doprowadzić do przerywania etapów i w ten sposób wraz ze swoimi hasłami znaleźć się na ustach całego świata.

Nie będę tu wchodził w jakiekolwiek stanowiska co do tego czy popieranie Palestyny jest słuszne, czy też nie – zwłaszcza, że i w kolarskim peletonie nie mamy do czynienia z jakimkolwiek symetryzmem i nigdy nie dowiemy się czy analogiczna fala protestów pojawiłaby się, gdyby częścią kolarskiego świata była nie tylko ekipa sygnowana przez Izrael, ale i druga z Palestyną w nazwie. Niewątpliwie obecność na starcie ekipy Israel-Premier Tech była tą zapałką, która rozpaliła pożar, ale jednocześnie nie mamy pewności czy w pewnym momencie ten nie płonął już niezależnie od wszystkiego, po prostu dla czystego konfliktu politycznego. Oliwy do ognia dolewały polityczne wypowiedzi – Benjamin Netanjahu wspierał publicznie „swój” zespół, mocno przeciwko niemu potrafił się za to wypowiedzieć m.in. dyrektor techniczny wyścigu. Efekt końcowy jest taki, że teraz organizatorzy kolejnych wyścigów z całego świata mają ciężki orzech do zgryzienia – jak przygotować się na ewentualne dalsze protesty? Czy warto szykować się na aż takie wydarzenia, czy też był to jednorazowy incydent związany z nastrojami w Hiszpanii? Czy zmian wymagają przepisy kolarskie, czy też jednak powinna być to kwestia wyłącznie polityki państw, w których odbywają się imprezy? Pytań jest multum, a jednocześnie nie wiadomo kiedy kolejny wyścig stanie się ofiarą politycznego sporu. Oby nigdy…


Wszystko o 80. edycji Vuelta a España:

Poprzedni artykułMontréal 2026: Poznaliśmy pełny zarys tras przyszłorocznych Mistrzostw Świata
Następny artykułMichał Kwiatkowski: „Nie można udawać, że nic się nie dzieje”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Moje podsumowanie, kilka aspektów które uważam warto poruszyć, ale tylko w aspekcie sportu :

Warto po prostu docenić, że Jonas też jest kozakiem i tam gdzie ma słabość to jest sufit innych poza Pogim. I że był w stanie pokonać Pogiego w równej walce w 2022. Na tourze się starał, tutaj też zrobił co do niego należało. Brawo.

Pidcock szacun. Żeby być w top 10 obsada była słaba, top5 też by się to twierdzenie jeszcze broniło, ale top3 to jest ogromny sukces, zwłaszcza że z faworytów nikt w zasadzie nie wypadł (oconor, reszta miała kryzysy)

Szkoda Gulio, ale Bora ma naprawdę mocną pakę na przyszłość.

– wszystkie wt miały dublet uae visma, 2-1 dla vismy.
– gdyby nie Pidcock to by Red bull miał 2 podia
– fakt hindley lepszy w dużych górach i pewnie gdyby przy tej dyspozycji ścigali się na trasie giro to wynik byłby inny, tu jednak wyszła specyfika giro i właśnie porównanie etapów do klasyków gdzie tom się lepiej odnajduje, duży jego sukces

– 3x zielona koszulka w tym roku dla Lidla

– kuss ponownie wrócił do topu i znów wraz z Majką są najlepszymi pomocnikami, w zeszłym roku był ciut pod formą

– dla galla te 2 tury to jednak też było za wiele, za to torsten na duży plus, wiadomo że od p6 te różnice robiły się spore ale dowiózł p9, chociaż realnie o top 10 walczyło 10 kolarzy po tym jak inni typu cicone czy bernal potracili.
– caja rual solidnie
– podobnie dobre punkty dla astany która chyba zaklepała już sobie world Tour, zwłaszcza jak się porówna do wyników na vuelcie jej konkurencji

No i co czekamy na giro bo paradoksalnie mogą w nim walczyć podobne nazwiska (plus pewnie primoz, może ktoś tam jeszcze

Nie wiem czy będą jeszcze podsumowania ekip pewnie tak, ale już teraz warto zauważyć, jak anonimowo przejechało ten wyścig bardzo wiele ekip: arkea, intermarche, education, bez błysku też burgos, Lotto, picnic.
Swoje zrobiły po cichu astana i caja rual, decathlon, groupama na 0 w sumie, Bahrajn o tyle o ile Torsten dowiózł.
Trochę poniżej oczekiwań quick step. Ineos zaczyna się odbijać od dołka w 2025
Cofidis to zasługuje na osobne potępienie chyba. Totalny absurd.

Kamil
Kamil

Mam taką dywagację….
Jeżeli Jonas będzie chciał jechać Giro, to czy Pogi nie zdecyduje się na szaleństwo i nie pojedzie wszystkich trzech WT ?

Led_2008
Led_2008

I fajnie jeszcze, że Bernal wygrał etap. Jak zwykle zwiódł Landa. Myślałem, że powalczy o podium. Szkoda, że Kwiato nie miał formy na ten tour, bo można było wiele ugrać.
W sumie zobaczyć Angiru to fajna sprawa, zwłaszcza jak się przypomni ostatnie zwycięstwo Alberto. Do przedostatniego etapu tour trzymał w napięciu, tak więc, nie było to złe widowisko.