Foto: Sprint Cycling / Vuelta a Espana

2. tydzień tegorocznej Vuelta a España bez wątpienia stał pod znakiem emocji, których źródłem były ekipy z Bliskiego Wschodu. Z jednej strony aż 4 z 5 etapów, podczas których udało się wyłonić zwycięzcę, padło łupem UAE Team Emirates – XRG, z drugiej zaś na ustach całego świata znalazł się Israel – Premier Tech. W dniu przerwy nadeszła pora na podsumowanie tego, co za nami.

80. edycja Vuelta a España po zagranicznych wojażach na dobre zawitała do Hiszpanii, gdzie byliśmy świadkami kolejnych 6 etapów. Niestety sportowe emocje nie zawsze okazywały się być tymi najważniejszymi, a kolarskie widowisko przeplatało się z politycznymi protestami, w efekcie czego nie zawsze ściganie kończyło się szczęśliwym zakończeniem. Nim jednak dokładniej przyjrzymy się 2. tygodniowi Vuelta a España warto wspomnieć liderów poszczególnych klasyfikacji po 15. etapie:

  • klasyfikacja generalna: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
  • kl. punktowa: Mads Pedersen (Lidl-Trek)
  • kl. górska: Jay Vine (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. młodzieżowa: Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe)
  • kl. drużynowa: UAE Team Emirates – XRG
Po co nam Tadej Pogačar?

Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy zapominają, że UAE Team Emirates – XRG to nie tylko Tadej Pogačar deprecjonując sukcesy pozostałych kolarzy czy wręcz wysuwając jakże niecelne tezy, że bez Słoweńca byłby to zespół gdzieś ze środka stawki. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna – w tym roku wygraną UCI ma w swoim dorobku większość kolarzy z tej bliskowschodniej formacji, a podczas 2. tygodnia Vuelta a España swój dorobek o kolejne zwycięstwo poszerzyło aż 4 różnych zawodników. Żeby oddać skalę tego, jak rzadko widujemy takie obrazki wystarczy wspomnieć, że ostatni raz czegoś takiego, tj. wygrania na przestrzeni całej La Vuelty etapu 4 różnymi kolarzami, dokonało Kelme w 2004 roku, a gdybyśmy chcieli poszukać ekipy z 7 zwycięstwami to trzeba by się cofnąć aż do La Vuelty z 1994 roku. Przed kolarzami UAE Team Emirates – XRG tymczasem jeszcze tydzień ścigania, więc kto wie – może zaatakują najlepszy w XXI wieku wynik, jakim jest 9 etapów Giro d’Italia wygrane przez Fassa Bortolo w 2004 roku?

Wróćmy jednak ze sfery statystyk do omawiania tego, kto odnosił te sukcesy. Wszystko otworzył Jay Vine, dla którego to była 2. wygrana w ramach tegorocznej La Vuelty i który to dzielnie dzierży trykot najlepszego górala z dość dużą przewagą nad rywalami. 2 dni później swoje 2. zwycięstwo odniósł Juan Ayuso, który mimo wielkich kontrowersji wokół swojej osoby otrzymał w kluczowym momencie pomoc od Marca Solera, a następnie pięknie wykończył pracę rodaka. Ten zresztą także będzie miał swoją chwilę chwały, choć nim to nastąpi to raz do głosu dojdą faworyci klasyfikacji generalnej, a spośród nich na legendarne L’Angliru jako pierwszy wespnie się João Almeida. Portugalczyk po 2. tygodniu pozostaje wiceliderem klasyfikacji generalnej ze stratą 48 sekund do Jonasa Vingegaarda, a zatem UAE Team Emirates – XRG pozostaje cały czas w walce o pełną pulę, a przy okazji zgarnia jeszcze całą masę celów pobocznych. Istne szaleństwo.

Wyścig pod ostrzałem

Od samego początku 80. edycji Vuelta a España mogliśmy mówić o niespotykanej wcześniej na taką skalę fali protestów propalestyńskich, a może bardziej antyizraelskich. W 1. tygodniu miały one jednak charakter stosunkowo pokojowy, a największe emocje budziło zatrzymanie kolarzy Israel-Premier Tech podczas drużynowej jazdy na czas. Ostatnie dni, a zatem 2. tydzień Vuelta a España pokazał jednak, że to było dopiero preludium do eskalacji wydarzeń, nad którymi mniej lub bardziej skutecznie zapanować próbują obecnie bardzo liczne służby, organizatorzy, a nawet wymiar sprawiedliwości.

Najczarniejszym momentem, ze sportowego punktu widzenia, było nie wyłonienie zwycięzcy 11. etapu ze względu na zamieszki w okolicach linii mety w Bilbao. Osobiście stanąłem wówczas w obronie decyzji organizatorów, choć jednocześnie podkreślam, że nijak nie mam tu na celu wybielania tych, którzy do tego doprowadzili i żywię wielką nadzieję, że sprawcy przekroczenia granicy pokojowego protestu kolejny raz nazwę „Vuelta a España” usłyszą nie z ust spikera zawodów, a przed obliczem sądu.

fot. Kadr z transmisji w Eurosporcie

Niestety cierpieli też indywidualni sportowcy. Na jezdni znaleźli się na skutek działań protestujących m.in. Simone Petilli i Javier Romo, a antyizraelskie hasła można było usłyszeć w radiu wyścigu, na którego falach udało się nadawać osobom spoza wyścigu. Emocje cały czas eskalowały i zdarzyło się nawet, że dyrektor techniczny wyścigu, Kiko García, niebezpośrednio nawoływał do wycofania się z wyścigu przez kolarzy Israel-Premier Tech, a ci ścigają się już dziś bez napisu „Israel” na koszulkach. Decyzję o tym podjęto jednak w dniu, w którym wsparcie dla ekipy wyraził osobiście sam premier Izraela, Benjamin Netanjahu, a to zapewne nie przejdzie bez reakcji protestujących. Oby udało się przeprowadzić ostatni tydzień wyścigu bez większych i zagrażających bezpieczeństwu incydentów…

Tom Pidcock coraz bliżej podium

Przyznam się szczerze, że przed wyścigiem mocno zastanawiałem się czy Tom Pidcock jest w stanie ukończyć 80. edycję Vuelta a España w czołowej „10”, czy też będzie to lokata bliżej tej, jaką zajmował w trzech ostatnich wielkich tourach, które kończył – mowa tu o 16. miejscu w Tour de France 2022, 13. pozycji w Wielkiej Pętli z 2023 roku i 16. lokacie z tegorocznego Giro d’Italia. 26-letni Brytyjczyk niby od lat odgrażał się, że stać go na dużo więcej, ale jednak jego przeszłość nie stała za tym by uwierzyć w nagły progres, a zatem osobiście mogę mówić o pewnej niespodziance widząc Toma Pidcocka na 3. miejscu klasyfikacji generalnej po 2. tygodniach.

Wciąż jest jednak pewne „ale”, a brzmi ono krótko – ale trzeba to jeszcze dowieźć do Madrytu. Jeśli Brytyjczykowi się to nie uda, a naciskają na niego mocno m.in. Jai Hindley i Felix Gall, to będzie można mówić o wielkim pechu kolarza Q36.5 Pro Cycling Team – ten bowiem skończy zmagania z pustymi rękoma, choć wszyscy mają świadomość, że najprawdopodobniej to on wygrałby 11. etap z metą w Bilbao. Sportowa niesprawiedliwość tamtego dnia sprawia, że jakoś tak obecnie łatwiej trzyma się kciuki za Brytyjczyka.

Mads Pedersen jest absolutnym szefem

Mads Pedersen rozpoczął ściganie w ramach tegorocznej Vuelta a España w dyspozycji, która była daleka od jego szczytowej. Był dopiero 14. w Novarze na inaugurację zmagań, w Ceres pokonał go na finiszu David Gaudu, co z perspektywy czasu wydaje się być naprawdę szokujące. W Voiron kolarz Lidl-Trek był „dopiero” 6., w Saragossie ukończył zmagania jeszcze 3 pozycje niżej. Nie było dobrze, ale to nie złamało 29-latka, który w niesamowitym stylu wcielił w życie „plan B” na zdobycie zielonej koszulki – zaczął uciekać jak szalony, zameldował się w aż czterech odjazdach podczas 2. tygodnia zmagań, zgarniał kolejne lotne premie, a w niedzielę wygrał upragniony etap i praktycznie zapewnił sobie triumf w klasyfikacji punktowej – oczywiście pod warunkiem, że teraz bezpiecznie dojedzie do Madrytu. Determinacja Madsa Pedersena to coś, co bez wątpienia zapadnie na długo w pamięć.

„Grupo Kwiatkowski”

Podczas 2. tygodnia Vuelta a España niejednokrotnie realizator miał okazję do nazywania uciekających grup od nazwiska jednego z dwóch polskich uczestników wyścigu, a wszystko za sprawą tego, że niesiony nagrodą dla najaktywniejszego kolarza 9. etapu Michał Kwiatkowski poszedł za ciosem i praktycznie każdego dnia walczył o obecność w pierwszej grupie, co 3-krotnie mu się udawało. Okej, malkontenci powiedzą, że najwyżej starania te zakończyły się, póki co, 16. miejscem, ale właśnie takiego mistrza świata z Ponferrady chcemy oglądać – jeżdżącego aktywnie, z przodu, szukającego swoich szans.

Co przed nami?

Do końca 80. edycji Vuelta a España pozostało 6 etapów. Już jutro kolarze zafiniszują na kolejnym podjeździe, a dokładnie na Mos. Castro de Herville (8,3 km; 5,2%). Następnego dnia na zawodników czeka morderczy finał na Alto de El Morredero (8,8 km; 9,5%), po którym trzeba będzie odnaleźć świeżość w nogach – czwartek do indywidualna jazda na czas o długości aż 27,2 kilometra, która może sporo zmienić w klasyfikacji generalnej. W niedzielę do głosu dojdą zapewne uciekinierzy bądź nawet sprinterzy, a faworyci będą czekać na sobotę – to na Bola del Mundo (12,4 km; 8,6%) poznamy zwycięzcę tegorocznej La Vuelty, który dzień później będzie mógł celebrować swój sukces podczas „etapu przyjaźni” z metą w Madrycie.


Wszystko o 80. edycji Vuelta a España:

Poprzedni artykułLorena Wiebes: „Chcę spróbować pobić mój rekord liczby zwycięstw z 2022 roku”
Następny artykułRemco Evenepoel: „Obie trasy w Kigali mi odpowiadają”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Mówiło się o wielkiej 6, ja uważam że od tego sezonu dokooptował do nich Mads Pedersen.

Mistrz z Ponferady i to tam będzie start jednego z etapów w 3 tygodniu 😉

A uae, cóż, jak mówi Spejson „szamboba”. No mają parafrazują i odwracając same ostre kredki w piórniku i mogą żonglować, tylko czasami od przybytku boli jednak głowa 🙂 a w zasadzie jest nią gorąca krew Del Toro lub zwłaszcza Ayuso (bo to trochę ten drugi utrudnił i życie Del Toro na Giro)

A pidcock na duży plus, patrząc na skład top15 to ta dyszka nie byłaby żadnym zaskoczeniem, top5 to przy tym składzie będzie spory sukces, a tutaj jest szansa na P3. Myślę, że jak już to Hindley powalczy, niż Gall (który jeździ po cichu a robi mega wyniki)