Dzisiejszy etap hiszpańskiego wielkiego touru w klasyczny sposób buduje napięcie, przez kantabryjskie wybrzeże prowadząc do nieuchronnego finału na mitycznym Alto de L’Angliru. Można mieć poczucie, że najważniejsze karty w tym wyścigu zostały rozdane jeszcze przed jego rozpoczęciem, ale perspektywa piątkowego sprawdzianu w Picos de Europa wywoła niepokój nawet w tych, którzy dotąd czuli się najmocniejsi. Jest jasne, że odcinek ten zadecyduje o losach tegorocznej Vuelty.
W ramach 13. etapu uczestnicy 80. edycji wyścigu Vuelta a España pokonają 202,7 kilometra i blisko 4000 metrów przewyższenia, przemieszczając się z debiutującego jako miasto startowe Cabezón de la Sal aż na szczyt bestii dobrze znanej, choć nieoswojonej – L’Angliru.
Pierwsze 72 kilometry dzisiejszego odcinka prowadzą łagodnie falującymi szosami wzdłuż wybrzeża Kantabrii, gdzie w wykręceniu solidnej średniej pomoże kolarzom wiejący w plecy wiatr. W głąb lądu peleton odbije już w Asturii, na wysokości miejscowości Ribadesella, która znana jest z jaskiń ozdobionych prastarymi malowidłami i corocznego spływu rzeką Sella.
Środkowa część trasy to zawieszony pomiędzy oceanem a wysokimi górami interior Asturii, w tej części podporządkowany głównie produkcji lokalnego cydru. Konkrety zaczną się po blisko 150 kilometrach rywalizacji, bo w liczącej nieco ponad 50 kilometrów końcówce organizatorzy hiszpańskiego wielkiego touru zdołali upakować wszystkie trzy premie górskie, większość metrów w pionie, lotny finisz i rzecz jasna metę.
Sekwencję rozpocznie wspinaczka na Alto de la Mozqueta, która ze średnim nachyleniem o wartości 8,1% na 6,6 kilometra jest najłatwiejszym z pokonywanych w piątek kategoryzowanych podjazdów – specyfika Picos de Europa. W trakcie przejazdu przez zazwyczaj odwiedzaną w tych stronach miejscowość La Vega (175,5 km) rozegrany zostanie zwykły lotny finisz, podczas gdy na szczycie kolejnego wzniesienia, Alto del Cordal (5,6 km, śr. 8,8%), na pierwszą trójkę czekać będą bonifikaty czasowe.
Finał piątkowej rywalizacji, w znaczącym stopniu decydujący o losach klasyfikacji generalnej i młodzieżowej tej edycji wyścigu, rozegrany zostanie na Alto de L’Angliru (12,3 km, śr. 10,1%), który jeśli nawet nie jest najbardziej ikonicznym podjazdem hiszpańskiego wielkiego touru (ten tytuł chyba przyznałabym Lagos de Covadonga), wiele mu nie brakuje, a w samych kolarzach wzbudza największe obawy. W przypadku tego podjazdu prawdziwa wspinaczka rozpoczyna się po względnie łagodnych 6 kilometrach, a zdecydowanie najcięższy odcinek (Cueña les Cabres, ok. 23,5%) przypada na ok. 2,5 kilometra od mety.
Oto, co na temat 13. etapu Vuelta a España 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 13, 5 września: Cabezón de la Sal > L’Angliru (202,7 km)
Drugi najdłuższy odcinek 80. edycji Vuelty bardziej sprawiedliwie godzi dwa żywioły Kantabrii i Asturii, w pierwszej części prowadząc wzdłuż wybrzeża, by na wysokości Ribadeselli odbić w kierunku niepomijalnego podczas wizyt wyścigu w tych stronach pasma Picos de Europa. Konieczne do pokonania 4000 metrów przewyższenia wrażenie robi zawsze, ale zwala z nóg dopiero wówczas, gdy za taką wartością stoją trzy podjazdy zlokalizowane na finałowych 60 kilometrach trasy: Alto la Mozqueta (6,6 km, śr. 8,1%), Alto del Cordal (5,6 km, śr. 8,8%) i L’Angliru (12,3 km, śr. 10,1%). Tyle razy przepisywałam już te liczby, a ciągle trudno mi w nie uwierzyć.

Pogoda
Piątek na Północy Półwyspu Iberyjskiego będzie słoneczny, suchy, z temperaturami powietrza w zakresie 19-21 stopni Celsjusza. Wiatr słaby, ale jego kierunek (NE) sprzyjać będzie pogłębianiu selekcji na podjazdach.
Faworyci
Przed kolarzami długi, ale relatywnie łatwy do kontrolowania etap, w końcówce którego o pełną pulę powinni walczyć czołowi kolarze klasyfikacji generalnej tegorocznej odsłony Vuelty.
Ekipa Visma | Lease a Bike ma wszystkie atuty, a nieco zaskakujące zwycięstwo Jonasa Vingegaarda w stacji narciarskiej Valdezcaray i wygenerowane tam – na relatywnie łatwym podjeździe – różnice nie pozostawiają złudzeń, że reszta stawki nie ma żadnych kontrargumentów w górach. Jeśli dziś 28-letni Duńczyk nie zwycięży na L’Angliru, to dlatego, że mimo wszystko ziści się scenariusz z ucieczką dnia, lub postanowi podarować coś któremuś ze swoich wiernych pomocników (wątpliwe). Rozstrzygnięcie, w którym Vingegaard zostaje tam pokonany w równej walce, trudno w tej chwili sobie wyobrazić.
Rozważając pojedynki w grupie liderów, na poprzednich etapach koncentrowaliśmy się głównie na João Almeidzie (UAE Team Emirates-XRG), Giulio Ciccone (Lidl-Trek) i gościnnych występach Toma Pidcocka (Q36.5), jednak dziś każdy z nich będzie musiał zmierzyć się z wyzwaniem, które brutalnie zdemaskuje dotąd skutecznie ukrywane niedociągnięcia.
Pomimo braku wsparcia ze strony cyrku na kółkach, w jaki pod nieobecność Tadeja Pogacara każdorazowo zmienia się ekipa UAE Team Emirates-XRG, Almeida pozostaje najlepszą wersją samego siebie. Mimo wszystko trudno jest mi sobie wyobrazić, że podjazd w typie Angliru przypadnie Portugalczykowi do gustu, a skuteczna minimalizacja strat na stromej drugiej części wzniesienia będzie zadaniem trudniejszym, niż zazwyczaj. Zakładając, że Ayuso i Soler będą zmęczeni po wczorajszych harcach, a Jay Vine może ponownie ruszyć w górę szosy dzisiaj, Almeida będzie w tej walce osamotniony, choć podkreślić wypada, że kiedy sprowadza się ona do watów na kilogram, pomocnicy i tak nie zdają się na wiele. Dziś lider ekipy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich powinien zapomnieć o Vingegaardzie i skoncentrować się wyłącznie na obronie miejsca na podium klasyfikacji generalnej wyścigu.
Jak już zaznaczyłam w poprzedniej zapowiedzi, moim zdaniem szczyt formy Ciccone ma już za sobą, a dzisiaj zostanie to zweryfikowane. Wspinaczka na Angliru w ścisłej czołówce nie znajduje się poza zakresem jego możliwości, ale konieczna jest do tego absolutnie topowa dyspozycja. Pidcock uparcie próbuje nas przekonać, że jest w stanie walczyć o wysokie miejsca klasyfikacji generalnych wielkich tourów, ale ja w dalszym ciągu tego nie kupuję. Gabaryty się zgadzają, szczególnie w obliczu rywalizacji na tak stromych wzniesieniach, ale czegoś ciągle brak, a rzeczy wymykających się definicjom dość trudno się szuka.
To, co naprawdę próbuję dziś przekazać, to że być może nadchodzi zmiana warty w tym wyścigu, a bardziej prominentne role (za plecami zawodników Vismy-LAB) przejmą tacy kolarze, jak Jai Hindley (Red Bull-BORA-hansgrohe) i Felix Gall (Decathlon AG2R La Mondiale). Obaj zaliczyli dotąd po jednej małej wpadce, ale poza tym zawsze meldowali się na trudnych finiszach w ścisłej czołówce, świetnie radzą sobie ze stromymi podjazdami i mają historię skutecznego budowania formy na kluczowe momenty rozgrywania wielkich tourów.
Interesująco zapowiada się pojedynek o koszulkę najlepszego młodzieżowca pomiędzy Giulio Pellizzarim (Red Bull-BORA-hansgrohe) a Matthew Riccitello (Israel-Premier Tech), w którym o odegranie jakiejś roli pokusić się jeszcze może jadący świetny wyścig Junior Lecerf (Soudal Quick-Step). Spośród wymienionych, największe doświadczenie w rywalizacji na tym poziomie i chyba również największy potencjał ma 21-letni Włoch, jednak jego rola kluczowego pomocnika Jaia Hindleya może mieć negatywne przełożenie na pozycję w klasyfikacji generalnej.
Scenariusz z etapowym triumfem zawodnika jadącego w ucieczce dnia wydaje się dziś mało prawdopodobny, ale jako potencjalnych kandydatów zanotować wypada chociaż kilka nazwisk. Pasują między innymi Jay Vine (UAE Team Emirates-XRG), Lorenzo Fortunato (XDS Astana), Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious) i Pablo Castrillo (Movistar).
Harmonogram
🟡 Start honorowy: 11:50 CET (Cabezón de la Sal)
🏁 Start ostry: ok. 12:10 CET
🎯 Finisz: ok. 17:14 CET (L’Angliru)
📺 Transmisja: Eurosport / HBO Max od 14:30 CET
Wszystko o 80. edycji Vuelta a España:
- Trasa wyścigu
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych i internetowych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Wszystkie artykuły










No chyba że etap zostanie anulowany. W takim przypadku kończę oglądanie Vuelty
„Pomimo braku wsparcia ze strony cyrku na kółkach, w jaki pod nieobecność Tadeja Pogacara każdorazowo zmienia się ekipa UAE Team Emirates-XRG”
Tu się zgodze w 90% – jak jadą w 100% na Almeide lub Almeide z Yatesem to jest porządek, o czym świadczą liczne wygrane etapówki tego 1go.
To Angliru to budzi strach od samego patrzenia na wykres…
Ile movistar czeka na etap GT? kilka lat chyba.
Czy na neutralizowanym etapie były przyznane bonifikaty 6/4/2 na górskiej premii tuż przed metą?
Rok temu Pelayo Sanchez wygrał dla Movistaru etap Giro d’Italia.
Tak, zostały przyznane bonifikaty na górskiej premii.
jam dlaczego miałby być anulowany? Tzn słyszałem że było takie zagrożenie (ze strony bodaj eko-oszołomów) gdzieś na początku wyścigu, ale teraz to już chyba nierealne.
Ok, musiałem pomylić GT ogółem z tour de France
Dzisiaj będzie pokaz mocy Viniego. Rekord podjazdu i VAM na poziomie 1750-1800 Vm/h. 2 minuty przed całą resztą stawki.
Widzę, że na paru etapach mapki chwilowo się pojawiły, i znów ich nie ma. Szkoda:(
Chyba jest to najtrudniejsze ostatnie 50 km etapu w jakimkolwiek tourze od lat. Aż od patrzenia głowa boli.