Paula Gorycka i kolarstwo górskie to jedność. Według mnie nie ma w tym stwierdzeniu absolutnie żadnej przesady. Oczywiście mamy wiele zawodniczek, które kojarzą się kibicom z kolarstwem górskim, ale z całą pewnością Paula Gorycka jest jedną z tych kolarek, które przychodzą na myśl w pierwszej kolejności.
Gdy wpadłem na pomysł wystartowania z cyklem „Inna strona kolarstwa”, od razu pomyślałem o tym, aby pierwszą bohaterką była Paula Gorycka. Czemu? Każdy ma przecież własne odczucia i dla wielu osób nie musi to być oczywistość, ale moim zdaniem jest to zawodniczka, od której można się wiele nauczyć. Profesjonalistka z poczuciem humoru, która kieruje się własnymi wartościami i w wielu aspektach jest osobą godną naśladowania. Tak to właśnie odbieram i z tego powodu pierwszą część nowego cyklu poświęciłem właśnie Pauli.
Na samym wstępie wypada wspomnieć o tym, że Paula to bardzo utytułowana zawodniczka, jeśli chodzi o kolarstwo górskie, a na jej koncie z łatwością odnajdziemy medale mistrzostw świata, Europy oraz Polski. To jednak bardzo wszechstronna kolarka, gdyż nie każdy pamięta, że Paula jest m.in. drugą zawodniczką szosowych mistrzostw Polski z 2012 roku (jazda indywidualna na czas). Cechują ją sportowa mądrość, doświadczenie, umiejętność radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, ambicja i niesamowita wola walki. Jednym z największych powodów do dumy jest fakt, że Paula Gorycka to olimpijka, a reprezentowanie kraju na takiej imprezie to wielkie przeżycie dla każdego sportowca – niezależnie od uprawianej dyscypliny. Marzy się o tym od dziecka.
Co prawda Paula urodziła się w Krakowie, ale dzieciństwo spędziła w Suchej Beskidzkiej. To tereny, które są mi dobrze znane, a jako młody chłopak spędziłem w tym regionie dużo czasu. Pierwszy wyścig, w którym wzięła udział odbył się w 1997 roku. Już wtedy wykazała się dużym talentem i determinacją, bo udało się jej go wygrać. Nic dziwnego, że to właśnie kolarstwo stało się jej prawdziwą pasją – tak jest do dnia dzisiejszego, chociaż po drodze było dużo wzlotów, jak i upadków.
Jeśli mowa o pierwszych wyścigach, wywiad zacząłem właśnie tego typu pytaniem, a mianowicie, czy kolarstwo zawsze było dla Pauli pierwszym wyborem? Podpytałem też Paulę, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby nie wybrała tej właśnie dyscypliny. Paula odpowiedziała, że kolarstwo po prostu zawsze było w jej życiu, podobnie jak nauka, chociaż w wieku dziecięcym pojawiły się też inne sporty.
Kolarstwo po prostu zawsze było. Od dziecka uprawiałam różne sporty – karate, narciarstwo alpejskie, pływanie, bieganie, tenis stołowy czy też gry zespołowe. Zmieniało się jedynie natężenie tych dodatkowych sportów, a kolarstwo towarzyszy mi od zawsze. Tak samo zresztą, jak nauka. Z tego względu, jeśli nie byłoby to kolarstwo, to miałabym wiele różnych opcji. Nie wiem tak naprawdę, co bym robiła i teraz nie mogę już tego sprawdzić. Być może byłaby to fizjoterapia, bo te studia skończyłam, ale też poszłam na nie ze względu na kolarstwo. Innym wyborem mogłaby być matematyka, z którą wcale się nie pożegnałam
– taką odpowiedź otrzymałem od Pauli na zadane pytanie.
W tym miejscu muszę przyznać, że nie dla wszystkich połączenie sportu oraz nauki jest naturalną oczywistością, więc tym bardziej trzeba to docenić i okazać takiej osobie szacunek. Pamiętajmy, że w życiu sportowca nie ma zbyt dużo wolnego czasu, dlatego taka „aktywność” pozasportowa wymaga samozaparcia i wyznaczenia sobie konkretnego celu.
Następnie zajęliśmy się nieco innym tematem, a konkretniej szczęśliwymi/pozytywnymi wydarzeniami z kariery sportowej, które utkwiły w pamięci Pauli i nie dotyczą wyłącznie największych sukcesów pod postacią zdobywanych medali czy też zwycięstw. Spytałem, jakie sytuacje przychodzą Pauli do głowy w pierwszej kolejności?
Mam ich wiele. Związane są przykładowo z obozami treningowymi – takimi, na których była świetna atmosfera, takimi, na których wykonałam świetną pracę, czy też takimi, podczas których było dużo ciekawych przygód, np. pogodowych. Wspominam też wydarzenia z rozmaitych wyścigów, niekoniecznie zwycięskich. Chodzi raczej o wykonanie jakich elementów lub zadań na najwyższym poziomie. Lubię też rozmawiać z ludźmi. Siłą rzeczy ludzi ciągnie do sukcesu, więc najczęściej takie rozmowy odbywają się po dobrych wyścigach. Są też rozmowy, które to ja mogłam zainicjować, ale właśnie z tego powodu, że odniosłam sukces. Ostatnio jedną z rozmów odbyłam w Jeleniej Górze – przekazałam wtedy jednej z młodszych zawodniczek, że robi dobrą robotę i żeby tego właśnie się trzymała. Ta radość, która pojawiła się na jej twarzy po tych kilku szczerych zdaniach pozostała w mojej pamięci. Pamiętam też pewną sytuację z wyścigu w Grecji. Jadąc maraton i będąc mniej więcej na końcu świata i jeden metr dalej zobaczyłam starszą panią przy trasie. Powiedziałam jej „kalimera”, czyli po prostu dzień dobry po grecku. Z tamtej chwili również pamiętam szeroki uśmiech, jaki pojawił się na twarzy tej pani, natomiast zupełnie nie pamiętam tego, jak skończył się dla mnie ten wyścig
– opowiedziała mi Paula.
Dokładnie takiej odpowiedzi oczekiwałem, to znaczy nie wiedziałem, jakich konkretnie wydarzeń będzie ona dotyczyć, ale chciałem, aby kibice mogli spojrzeć na zawodniczkę z innej strony, nie tylko tej pełnej sukcesów. W głowie zawodnika pozostają przecież różne chwile, te sportowe, jak i pozasportowe, a na samym końcu okazuje się jedno – kolarz też jest „tylko” człowiekiem.
Znając już różnego rodzaju wspomnienia Pauli, śmiało możemy przejść dalej. Wielu kibiców doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że kolarze mają rozmaite „talizmany” czy też rytuały, które towarzyszą im przed wyścigiem. Mało mówi się o tym w przestrzeni publicznej, więc postanowiłem to zmienić i spytałem Pauli, czy to zjawisko w ogóle jej dotyczy?
Mam pewien plan, który realizuję przed startem wyścigu. Jest on nieco inny w zależności od tego, czy jadę cross country w formule olimpijskiej, maraton czy też short race. Staram się jednak nie przywiązywać do tego planu zbyt sztywno, żeby nie okazało się, że mój wynik jest uzależniony od pełnej realizacji przedstartowej rutyny. Co jakiś czas specjalnie robię coś inaczej, dzięki czemu mogę się przygotować na negatywną niespodziankę. Czasem jest to inna rozgrzewka, innym razem zapomnę czegoś zabrać, a zdarza się też tak, że ktoś z obsługi wyścigu zrobi coś inaczej, niż ja zakładałam w planie idealnym. Dzięki „łamaniu” rutyny zachowuję w takich sytuacjach spokój i nadal mogę skutecznie walczyć
– podzieliła się z nami Paula Gorycka.
Jak widać nie są to może typowe „talizmany”, ale Paula ma swoje rytuały, które stara się realizować przed startem, zostawiając jednak pewną furtkę na małą improwizację. Wydaje się, że jest to zupełnie naturalne. W końcu w życiu kolarza trudno trzymać się twardych schematów, gdyż jest to bardzo dynamiczna dyscyplina, a jej przebieg uzależniony jest od różnego rodzaju czynników, również tych zewnętrznych.
Nie ukrywam, że na odpowiedź na czwarte pytanie, z którą zaraz się zapoznacie czekałem chyba najbardziej (choć podobnie miałem z piątym oraz szóstym pytaniem). Najpierw powinniście chyba zapoznać się z pytaniem, a brzmi ono następująco: Czy jest coś czego Paula Gorycka żałuje, jeśli chodzi o kolarstwo?
Są pewne rzeczy, które chętnie zrobiłabym inaczej, gdybym miała taką możliwość, ale tej możliwości nie mam. Mogę wpłynąć tylko na to, co zrobię w przyszłości. Czy żałuję czegoś konkretnego? Nie, to ale po prostu z tego powodu, że unikam tego uczucia w swoim życiu. Moim zdaniem żal powoduje rozpamiętywanie, gromadzą się wtedy negatywne uczucia i człowiek pogrąża się w apatii. Analiza przeszłych wydarzeń, z którymi się nie zgadzam i świadoma chęć zrobienia pewnych rzeczy inaczej w przyszłości oraz konsekwentna realizacja takiej zmiany – tak radzę sobie z wydarzeniami, których mogłabym żałować
– mówi Paula Gorycka.
Trzeba przyznać, że jest to raczej trafna strategia, gdyż przeszłości już nie zmienimy, a na przyszłość mamy realny wpływ. W tym miejscu płynnie przejdziemy do pytania piątego, które w pewnym sensie powiązane jest z poprzednim zagadnieniem. Zakomunikowałem w nim, że według mnie Paula jest jedną z odważniejszych i bardziej walecznych zawodniczek w środowisku kolarskim i nie boi się głośno mówić tego, co w danym momencie myśli. W związku z tym zapytałem Paulę skąd się to wzięło – czy jest to kwestia wychowania, wpojonych wartości, doświadczenia, a może wydarzeń sportowych, które sprawiły, że tak właśnie jest?
Prawda jest taka, że ja po prostu mówię to, co myślę, albo nie mówię wcale. Czy jestem waleczna? Na trasie na pewno, a poza trasą „walczę” wtedy, gdy uważam, że sprawa jest ważna i warta zachodu. To łączy się z odwagą wystawienia się na powszechną ocenę, która w dobie Internetu jest błyskawiczna. Nie jest to ani wygodne, ani przyjemne, ale jeśli wie się po co się coś robi, to trzeba to wkalkulować w koszta. Rodzice nauczyli mnie brać odpowiedzialność za siebie i za to, co robię. Może z tego wynika fakt, że czasem uznaję, że należy o czymś powiedzieć, aby mieć szansę na zmiany na lepsze. Siedzenie cicho i przyzwalanie na pewne rzeczy, z którymi się nie zgadzamy nie spowoduje zmiany. Z kolei brak skuteczności podjętych działań może zniechęcić, ale historia uczy, że warto próbować aż do skutku, bo w końcu to zadziała
– wypowiedziała się na ten temat Paula.
Polska zawodniczka w tym pytaniu otworzyła się nie tylko przede mną, ale też przed wieloma kibicami, którzy mogą teraz spojrzeć na pewne sytuacje z jej perspektywy. To, co uważam za ważne to fakt, iż każdy sportowiec powinien mieć możliwość zaprezentowania swojej pozasportowej strony przed większą publicznością, oczywiście jeśli wyraża taką chęć.
Pytanie numer sześć dotyczyło miłości i pasji, ale co warto podkreślić, miłości do roweru oraz pasji do kolarstwa, które według mnie są u Pauli zauważalne na każdym kroku. Spytałem zatem, czy jest jakiś konkretny bodziec, który do tego doprowadził i jaka jest recepta na utrzymanie takiej miłości oraz pasji przez tyle lat?
Jestem w tym sporcie bardzo długo. Miałam wzloty, ale miałam też bolesne upadki. O ile trwająca długo seria wspaniałych wyników raczej nie sprawia problemów, o tyle seria niepowodzeń może szybko spowodować wiele szkód. Myślę, że radziłam sobie z tą sportową sinusoidą ze względu na moją miłość do sportu w ogóle, nie tylko do kolarstwa. Otóż moim pierwszym uświadomionym marzeniem związanym ze sportem było… bycie sportowcem. Takie marzenie pamiętam z lat dziecięcych. Podziwiałam różnych sportowców i wyobrażałam sobie siebie w ich roli, ale marzeniem było właśnie bycie sportowcem samo w sobie, a niekoniecznie stanie na podium. Ja tym sportowcem jestem każdego dnia, więc każdego dnia spełniam swoje marzenie, które jest stanem trwającym, a nie jednostkowym wydarzeniem, po którym mogłaby nastąpić pustka. Bycie sportowcem to według mnie dążenie do doskonałości, ciągła praca nad sobą, etyka tej pracy oraz wartości, które przenoszą się na nasze życie poza sportem. To pełne zaangażowanie w powtarzanie w kółko tego samego i niesłabnący entuzjazm względem całego procesu. Muszę przyznać, że to bycie sportowcem nadal mnie ekscytuje
– wyznała nam Paula.
Jak widzicie mogliśmy dowiedzieć się nie tylko tego, skąd u Pauli wzięła się miłość do roweru, ale też poznaliśmy jej pierwsze marzenie. Paula podzieliła się z nami również swoim spojrzeniem na definicję bycia sportowcem, z którą wiele osób na pewno się zgodzi. Mimo upływu lat Paula nadal czerpie radość z tego, co robi, a cały proces bardzo ją ekscytuje, czego można jej tylko zdrowo „pozazdrościć”.
Powoli zbliżamy się do końca, ale w tym momencie coś dla siebie mogą znaleźć zawodniczki, które stawiają pierwsze poważne kroki w sporcie, ponieważ spytałem Pauli czy ma jakąś radę dla koleżanek, rozpoczynających dopiero swoją przygodę z kolarstwem?
Warto przeanalizować przede wszystkim swoją drogę do sukcesu. Dla jednego jest to medal na ME, a dla drugiego TOP 20 na MP. Swojej drogi nie należy zmieniać od razu, gdy pojawią się ludzie klepiący nas po plecach i chcący się do tego sukcesu „przykleić”. Trzeba pamiętać, jaka była droga do wspomnianego sukcesu, kto nam na niej towarzyszył oraz jak wyglądała nasza praca. Docenić wszystkich ludzi, którzy nam pomogli i umieć okazać im wdzięczność. Warto też pytać o zdanie, gdy ma się jakieś wątpliwości. Jasne, że kiedyś nastąpią zmiany, ale istotne jest to, aby te zmiany były zainicjowane przez osobę, której dotyczą, a nie przez jej otoczenie. Bywają to trudne tematy i dobrze mieć przy sobie zaufanego człowieka, z którym można szczerze porozmawiać
– radzi Paula Gorycka.
Być może któraś z zawodniczek rozpoczynających swoją sportową karierę weźmie sobie te rady do serca i coś z nich wyciągnie. Ogromne doświadczenie robi w tym przypadku swoje i na pewno nie warto się na nie zamykać.
Ostatnie pytanie dotyczyło z kolei życia poza kolarstwem, a dokładniej, czy takie życie u sportowca rywalizującego od tak wielu lat na najwyższym poziomie, w ogóle istnieje? Spytałem również Paulę o to, czy myślała już o tym, co będzie robić na sportowej emeryturze?
Ostatnio rozmawiałam z bliską mi osobą o tym, że w tym roku od czerwca miałam mnóstwo wyjazdów na zawody i zgrupowania. Ciągle byłam w innym miejscu i to czasem powoduje, że leżąc w łóżku z zamkniętymi oczami człowiek zastanawia się, gdzie tak właściwie jest, jaka jest droga z łóżka do łazienki i jaki ta łazienka ma układ. Mimo tego, co wspomniałam, powiem tak: Uważam, że każdy zawód wiąże się z poświęceniem czegoś i z jakimiś wyrzeczeniami. Ja muszę chociażby dbać o regularny układ dnia, pilnować diety i akceptować momenty w ciągu roku, kiedy każda rzecz, którą robię ma wpływ na ostateczny wynik. Co z innymi profesjami? Nauczyciel nocami sprawdza nieczytelne sprawdziany, ratownik medyczny musi być gotowy do akcji o każdej porze dnia i nocy, itd. To nawet nie zawód, a rola społeczna, którą się pełni może się wiązać z wyrzeczeniami. Gdy człowiek opiekuje się niepełnosprawnym dzieckiem lub schorowanym rodzicem, to nikt mu za to nie płaci, a wiąże się to z wieloma wyzwaniami i poświęceniem. Wracając do tematu – tak, jest życie poza kolarstwem. To rodzina, przyjaciele i pasje. Przykładowo odkąd jeżdżę wyczynowo na rowerze, przerwę od sezonu zawsze chciałam spędzać w Polsce i spotykać się z bliskimi mi osobami. Wyjazdów w sezonie jest tyle, że nigdy nie ciągnęło mnie do kolejnych, gdy akurat miałam chwilę dla siebie. Staram się też mieć inne, względnie regularne zajęcia przez cały rok, aby zachować równowagę psychiczną. Uwielbiam rower, ale myślenie o rowerze 24/7 należałoby leczyć. Mając inne zajęcia, mogę tego uniknąć. Po zawodowej karierze kolarskiej mam mnóstwo pomysłów na siebie. Na razie nie planuję niczego bardziej szczegółowo, ale otwieram sobie różne możliwości, blisko i daleko od sportu. Co wybiorę? Czas pokaże
– zakończyła wywiad Paula Gorycka.
Co mogę napisać na zakończenie? Na pewno był to wywiad, który dużo mnie nauczył i otworzył oczy na wiele spraw związanych z kolarstwem oraz na rozmaite rzeczy pozasportowe. Utwierdziłem się w przekonaniu, że Paula Gorycka to nie tylko mądra i rozsądna zawodniczka, ale też bardzo ciekawa i nietuzinkowa osoba. Myślę, że mogłaby opowiedzieć jeszcze o wielu sprawach, które byłyby w stanie zainteresować polskich kibiców, ale być może przyjdzie na to jeszcze czas… Pauli pozostaje życzyć dużo zdrowia, zaufanych ludzi w najbliższym otoczeniu oraz dalszej ekscytacji z bycia sportowcem.
Rozmawiał Mateusz Gruszeczka
Inna strona kolarstwa to cykl poświęcony kolarstwu, w którym będę chciał przedstawić ten sport z nieco innej perspektywy. Chodzi głównie o poruszanie nieoczywistych zagadnień, które pozwolą ukazać zawodników i zawodniczki w nowej odsłonie, znacznie bliższej kibicom.

![Paula Gorycka po medalu mistrzostw Europy: „Na mecie czułam wielką radość” [wywiad]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Paula-Gorycka-218x150.jpg)





