Dwa sprinterskie etapy Tour de France w weekend, to z pewnością nie jest to o czym marzyli kibice kolarstwa na całym świecie. I choć kolarze Alpecin – Deceuninck uratowali sytuację, i przynajmniej w niedzielę byliśmy świadkami emocji, to nie zatarło to złego wrażenia jakie spadło na organizatorów.
Wobec wszechobecnej krytyki, Thierry Gouvenou – twórca trasy i jeden z dyrektorów wyścigu, postanowił sam stać się swoim adwokatem i opowiedział o motywach takiej decyzji. Były kolarz zwrócił uwagę przede wszystkim na konieczność transferu wyścigu do Masywu Centralnego i ograniczenia, które nałożył na niego kalendarz.
Chcieliśmy dotrzeć do Masywu Centralnego na 14 lipca, ponieważ jest to jedyne miejsce, gdzie można znaleźć małe przełęcze i duże podjazdy
Francuz stanął również w obronie sprinterów. Nie chce on, wzorem Giro d’Italia czy Vuelty, które w ostatnich latach zwiększają liczbę etapów górskich, i ograniczać im okazji do pościgania się. Gouvenou zwraca również uwagę, że w pierwszym tygodniu mieliśmy kilka szans do oglądania w akcji faworytów klasyfikacji generalnej, a w przeszłości nie zawsze do tego już w pierwszym tygodniu.
Gdybyśmy pracowali w sposób klasyczny, moglibyśmy mieć dziewięć takich, monotonnych etapów. Już zrebalansowaliśmy Tour, zmniejszając liczbę etapów dla sprinterów, ale nie możemy też ich całkowicie wykluczyć, to kategoria, która ma prawo istnieć w peletonie. Tutaj są dwa etapy sprinterskie w jeden weekend, nie jest to idealne, ale sprinterzy mają swoje miejsce.
Twórca trasy zwrócił też uwagę na postawę drużyn głównych faworytów, zarówno do wygrywania takich etapów, jak i tych walczących w generalce.
Blokują wyścig. Przejmują kontrolę nad peletonem, aby nic się nie działo aż do masowego sprintu. Ale to nie jest wina organizatora, który wykonał dużą pracę, aby na nowo wymyślić płaskie etapy
– stanął w swojej obronie Francuz.
Gouvenou zauważył również, że kolarze w trakcie wyścigu potrzebują dni, w których mogliby trochę odetchnąć i zebrać siły. Zwrócił uwagę, że ściganie się na pełnym gazie przez 21 dni nie jest możliwe.
Trzeba zaakceptować, że czasami są przestoje podczas Touru, nie możemy mieć 21 super trudnych dni. Są momenty silniejsze i inne słabsze, nie jest możliwe bycie fizycznie na najwyższych obrotach przez cały czas. Kiedy wyznaczamy trasę, doskonale wiemy, że potrzebne są chwile oddechu. Ale zgadzam się, to są monotonne etapy
– podsumował jeden z dyrektorów wyścigu.









Wyrzucić pajaca na bruk
qur – Pewnie, zróbmy najlepiej 21 górskich albo chociaż pagórkowatych etapów (a najlepiej 30 bo widziałem tu ostatnio postulat, że etapów na GT jest za mało). Wtedy dopiero będziemy mieć emocje, jak się panowie wyjadą całkiem w pierwszym tygodniu.
Ewidentnie jest tu moderacja komentarzy, bo przed opublikowaniem są akceptowane, co widać chociażby w masowym przyroście gdy zaczyna się dniowka a nie zaraz po etapach, nie mogę więc zrozumieć dlaczego akceptowany jest hejt (patrz komentarz qur)
Aga może dlatego, że nazywanie czegoś takiego hejtem jest jednak grubą przesadą. Wolę już mieć do czynienia z takimi komentarzami niż powszechną w innych miejscach cenzurą/polit-poprawnościa, gdzie trzeba się 10 razy zastanowić czy coś napisać i czy przypadkiem kogoś to nie urazi i nie przejdzie moderacji…
No pewnie, liżmy się nieustannie po siusi@k@ch, żeby tylko ktoś nie poczuł się dotknięty, no chyba że w grę wchodzi plucie na bialego prawaka lub katola, wtedy wszystko jest dozwolone.
Nie rozumiem też tego tłumaczenia się, pierwszy tydzień nie był mimo wszystko nudny, a nikt nie zmusza nikogo do oglądania, zwłaszcza od początku do końca. Przestańcie za wszystko się tłumaczyć i przepraszać!
W mojej opinii to jednak wyścig mający za sobą historię i wyznaczający pewien pułap stąd jeździ w nim tylko elita i to dla niej powinny być krojone trasy – żadnej taryfy ulgowej. A my, kibice damy sobie radę, jak tu ktoś wcześniej wspomniał: nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma 🙂
Wyścig ma bogatą historię etapów sprinterskich, więc i chyba naturalnym jest, że te nadal są jego częścią 😉
W odpowiedzi do Jakuba Jarosza: ależ oczywiście, TdF zaczynał przecież jako wyścig sprinterski a etapy górskie pojawiły się w późniejszych edycjach. Pozdrawiam serdecznie😉
Oj, tu się niestety muszę wtrącić. Proszę nie mylić płaskich etapów z etapami sprinterskimi – lepiej tego unikać, bo inaczej za sprinterskie należałoby uznać długie płaskie czasówki. Tour de France 1903, choć składał się wyłącznie z płaskich etapów, to nie był bynajmniej wyścigiem sprinterskim. Pierwszego i drugiego kolarza dzieliły trzy godziny, zaś dziesiąty stracił do zwycięzcy aż dwanaście godzin. Przy tym, co działo się wtedy, to dziś moglibyśmy mówić o sprinterskich etapach 😉