foto: Soudal Quick-Step

Pierwszy, wyjątkowo długi tydzień 112. edycji Tour de France powoli zmierza ku końcowi. Przed dniem przerwy do rozegrania pozostał jeszcze jeden wyjątkowy etap. W poniedziałek, w dziesiątym dniu rywalizacji, peleton wjedzie w Masyw Centralny, a na kibiców czekają emocje związane z walką głównych faworytów do wygrania Wielkiej Pętli. Zebraliśmy dla Was wypowiedzi głównych bohaterów ostatnich dni oraz całego wyścigu.

Jonathan Milan (Lidl – Trek) po sobotnim zwycięstwie był głównym faworytem do powtórzenia tego osiągnięcia dzień później Châteauroux. Mimo że peleton ostatecznie dognał uciekinierów, Milanowi nie udało się wygrać drugi raz z rzędu. Włoch oddał jednak szacunek Mathieu van der Poelowi i Jonasowi Rickaertowi, którzy mocno utrudnili zadanie ścigającym ich.

Muszę przyznać, że to był dość trudny etap. Z pewnością było trochę szaleństwem pozwolić uciec dwóm tak silnym kolarzom, staraliśmy się pozostać jak najbliżej. Naprawdę o to walczyliśmy. Musieliśmy wykorzystać wszystkich zawodników, aby ustawić mnie w dobrej pozycji na ostatnich kilometrach, z powodu sekcji z bocznym wiatrem. To był więc dość trudny sprint. To drugie miejsce… oczywiście spodziewałem się czegoś lepszego, ale czasem tak bywa. Oczywiście martwiłem się o moją koszulkę, widząc Mathieu van der Poela z przodu. Pozwolenie uciec komuś tak silnemu jak on, to nie był najlepszy pomysł…

Co nie udało się van der Poelowi, uczynił Tim Merlier. To Belg zgarnął 50 punktów premii i odrobił część strat do Milana.

Wzięliśmy pełną odpowiedzialność za pościg, aby go dogonić, i udało nam się to na końcu. Ostatecznie to Merlier zdobył sporo punktów dzięki swojemu zwycięstwu, więc będziemy walczyć o tę zieloną koszulkę tak mocno, jak tylko możemy

– podsumował lider klasyfikacji punktowej.

Mistrz Europy natomiast nie ukrywał, że chciał zrewanżować się Mialnowi za porażkę w sobotę.

Tak, to piękny rewanż za wczoraj. W peletonie, na ostatnich 60 kilometrach, niektórzy próbowali ataków z boku. Było bardzo nerwowo, do tego doszła jeszcze upalna pogoda. Znaliśmy różnice czasowe do van der Poela. Pięćminut to ogromna przewaga, więc trzeba było się mocno napracować. Tempo było wysokie, było ciężko.

Dla Merliera było to drugie zwycięstwo w tej edycji Tour de France. Belg nie zapomniał docenić kolegów z zespołu, dzięki którym najpierw nie odpadł na rantach, a później miał wsparcie na ostatnich metrach rywalizacji.

Remco był bardzo silny. Kiedy jedzie, nie czuje bólu. Jest w stanie bardzo łatwo nadrabiać straty i za każdym razem, gdy istniała możliwość, że zrobi się rant, byliśmy z Bertem (Van Lerberghe), zawsze dobrze ustawieni, żeby pozostać obok Remco. Z Bertem byliśmy razem w tym sprincie, po raz pierwszy. Daje mi to tyle pewności, że jestem z nim, że mam go tuż przede mną. Wykonał świetną robotę. Myślę, że udało mi się wrócić na 200 metrów przed metą

Podwójny mistrz olimpijski jest już jednak myślami przy kolejnym etapie. Jego zdaniem czeka nas kolejna odsłona walki o różnice w klasyfikacji generalnej. I choć nie są to jeszcze prawdziwe góry, to profil trasy, zdaje się tę tezę potwierdzać.

Jutro rozegra się pierwsza bitwa o klasyfikację generalną. Uważam, że podjazdy nie są najtrudniejsze, ale trasa będzie prowadzić ciągle w górę i w dół. Pamiętam zeszłoroczny etap w Masywie Centralnym,wtedy były fajerwerki na Puy Mary. Więc jeśli jutro będzie podobnie, być może pojawią się różnice w klasyfikacji generalnej. Jestem jednak bardzo szczęśliwy, że w końcu dotarliśmy w góry, a raczej na podjazdy.

Belg zajmuje obecnie drugie miejsce w „generalce”, tracąc 54 sekundy do Tadeja Pogačara. Słoweniec stracił dziś jednego z najważniejszych pomocników – João Almeidę, który wycofał się z wyścigu. Mistrz świata ubolewał na tym faktem.

Wycofanie się Almeidy to dla nas duża strata, jesteśmy bardzo smutni. João był w świetnej formie, był bardzo ważnym kolegą z drużyny. Ja dzisiaj bardzo cierpiałem, więc nie wyobrażam sobie, co on musiał przeżywać. Bardzo go szanuję. Przez ostatnie dwa dni wytrwał do samego końca, nie poddał się, bo naprawdę chciał kontynuować. Życzymy mu wszystkiego najlepszego, szybkiego powrotu do zdrowia

Słoweniec zauważył, że będzie wobec absencji Portugalczyka, drużyna będzie musiała się przeorganizować. Pogačar podzielił się również swoimi przewidywaniami przed 10. etapem, który będzie rozgrywany w dniu narodowego święta Francuzów.

Będziemy musieli się przeorganizować i nieco zmodyfikować nasze plany. Postaramy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, w siedmioosobowym składzie i zadbać o to, aby nie wpłynęło to na nas zbyt mocno.Jutro możemy spodziewać się ataku ze strony Visma – Lease a Bike. To będzie bardzo trudny wyścig, z dużą ilością przewyższeń. Jest to również bardzo ważny dzień we Francji, więc spodziewamy się, że jutro wielu francuskich kolarzy zaatakuje. Będzie ciężko utrzymać tempo i ważne jest, aby mieć „dobre nogi”

– podsumował lider klasyfikacji generalnej.

Poprzedni artykułJonas Rickaert: „Wczoraj zażartowałem, ale Mathieu wydawał się poważny”
Następny artykułTwórca trasy Tour de France broni sprinterskiego weekendu
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Ronin
Ronin

Jutro może jeszcze nie, ale w czwartek Jonas już wskoczy na 1 miejsce. Nie zdziwie się tez wcale jak Jorgenson na koniec będzie drugi.