fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Wiele zostało już powiedziane na temat sobotniego wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet w ramach Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025, ale myślę, że ile byśmy o nim nie mówili to wciąż nie zdołamy oddać tego jak piekielnie mordercze to były zmagania. Zawodniczki jechały niesamowicie mocno od samego startu, a z rywalizacji tej ze srebrnym krążkiem na szyi wyszła Dominika Włodarczyk.

Przed startem wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet mocno zastanawiałem się do kogo zagadać, by zabrać się na trasę. Wybór ostatecznie padł na wóz MLKSu Wieluń, czyli ekipy, która wychowała kolarsko Dominikę Włodarczyk i która podczas czempionatu w Dobczycach przyszła z pomocą by zabezpieczyć wsparcie techniczne dla 24-latki, która dziś ściga się dla worldtourowego UAE Team ADQ. Wierzyłem, że broniącą tytułu kolarkę stać na walkę o najwyższe cele, ale to co zobaczyłem na żywo przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Ostra selekcja od startu, mordercze tempo, wreszcie ataki na wyniszczenie i dziesiątki kilometrów pokonywanych na solo, kiedy to mimo wielkiego bólu żadna z zawodniczek nie zamierzała odpuszczać. To jednak nie tekst o moich odczuciach a wywiad z tą, która te gigantyczne emocje wywoływała. Czy po dekoracji wykrzykiwane przez Dominikę Włodarczyk na trasie „nie mam już sił” zmieniło się w uśmiech wywołany widokiem srebrnego medalu na szyi zdobytego po naprawdę heroicznym boju?

Jeszcze nie… Wydaje mi się, że po tym jak zasmakowałam już tego sukcesu, jakim jest zdobycie mistrzostwa Polski to zawsze już będzie jakiś mały niedosyt gdy się tego nie powtórzy, aczkolwiek wygrała najmocniejsza dziewczyna dzisiaj. Ja, że tak z angielskiego powiem „no regrets” – wszyscy tak piszą i właśnie tak do tego podchodzę. Zrobiłam wszystko co mogłam, było nawet lepiej niż sobie założyłam i nie mam czego żałować, więc ten uśmiech się pojawi, ale trzeba do tego dojść samemu, powoli

— opowiadała na gorąco srebrna medalistka.

Dominika Włodarczyk stwierdziła, że wygrała najmocniejsza, ale czy w momencie gdy jeszcze trwały zmasowane ataki Katarzyny Niewiadomej na trasie to 24-latka wierzyła, że może je odeprzeć i zdobyć złoto, czy też jednak to doskakiwanie do koła, a nawet kontrowanie późniejszej mistrzyni było podsycone wiarą, że kolarkę CANYON//SRAM zondacrypto można zgubić?

Nie, nie myślałam o tym, że zgubię Kasię. Wiedziałam, że jest mocna, ale nie wiedziałam na ile ja jestem mocna. Moja forma wciąż pozostaje niewiadomą. Gdyby Mistrzostwa Polski były w marcu to byłabym pewna, że mogę walczyć, bo w marcu czułam się niesamowicie – nigdy w życiu czegoś takiego nie czułam. W tym momencie czuję się mocna i mogę to w pełni świadomie powiedzieć po wyścigu. Moja forma jest na stabilnym, fajnym poziomie [okrzyk radości]. To, że byłam 4. na czas pokazuje, że wszystko idzie w dobrą stronę, że buduję się. Wiedziałam, że Kasia jest mocna, nie wiedziałam za to jak inne dziewczyny będą wyglądały na moim tle, więc chciałam walczyć i to nie o medal, tylko o koszulkę. Wiedziałam, że to będzie na swój sposób prosty wyścig – tak musiało być na takiej trasie i tyle

— rozwinęła Dominika Włodarczyk.

Chciałoby się powiedzieć, że to będzie niezapomniany wyścig, ale jednocześnie niejedna zawodniczka, a dzień wcześniej także i zawodnicy, opowiadali na mecie, że z tej trasy nie sposób pamiętać za wiele. Jej pokonywanie to bowiem ciągła walka z samym sobą, bólem i milionem myśli. Co z tych zmagań zapamiętała kolarka UAE Team ADQ?

Ból. Pamiętam ból. Cierpienie. Nie podobała mi się dzisiejsza jazda na rowerze, nie było w tym przyjemności, aczkolwiek cieszę się z tego jakie wartości widziałam na Wahoo, bo dawno tam takich nie było

— kontynuowała srebrna medalistka.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

O Paryż-Roubaix czasem się mówi, że to wyścig, podczas pokonywania którego się go nienawidzi, a jednak potem chce się na niego wrócić. Czy w przypadku Dominiki Włodarczyk i rundy ze startem i metą w Dobczycach będzie podobnie?

Dzisiaj, gdy przed startem rozmawiałam z koleżanką z Wielunia to mówię, że fajne są te Dobczyce, ale wracać bym tu nie chciała i dalej to podtrzymuję [śmiech]. Generalnie to fajna trasa, fajne Mistrzostwa Polski – fajna trasa na Mistrzostwa Polski, ale jeśli pytamy czy chciałabym wrócić to tak, jak najbardziej. Do braku transmisji? Nie, bo uważam, że to jest podstawa jeśli chodzi o organizowanie Mistrzostw Polski, tym bardziej na tak dużej rundzie. Żeby rozsławiać kolarstwo to ten sygnał powinien iść w świat. Super, że była relacja tekstowa, bo choć nie jest ona idealna – nie da się przez nią przekazać wszystkiego, ale fajnie, że chociaż taka była

— powiedziała Dominika Włodarczyk, której za te ostatnie słowa mogę serdecznie podziękować, choć jednocześnie zgodzić się, że powinniśmy być wyłącznie uzupełnieniem, nie zaś podstawą przekazu z Mistrzostw Polski.

Wracając jednak do bardziej pozytywnych rzeczy – ostatnio sporo się mówiło o tym, że przed kolarką UAE Team ADQ debiut w Tour de France Femmes. Postanowiłem zapytać u źródła czy to prawda, a jeśli tak to jakie będą tam cele.

Tak, jadę. Forma jest coraz lepsza, a na Tour de France powalczę o etapy. Jeszcze nie analizowałam trasy, bo przez ostatnie 2 tygodnie miałam pewien kryzys dyspozycji, a właśnie 2 tygodnie temu dowiedziałam się o moim wstępnym kalendarzu na następną część sezonu. Nie chciałam sobie zaprzątać tym głowy JESZCZE, ale z tego co wiem to parę etapów powinno mi pasować, bo jest ich aż dziewięć w tym roku

— odpowiedziała Dominika Włodarczyk, której radości w głosie nie da się oddać na piśmie. Dopytałem zatem jeszcze czy w ramach przygotowań będą jakieś wyścigi, czy też może np. obóz wysokościowy.

Żadnego obozu wysokościowego nie planuję. Przed Tour de France jadę 2 klasyki we Francji [La Périgord Ladies i La Picto – Charentaise – przyp. red.] i będę się przygotowywać potem w polskich górach, bo ja jestem dziewczyna z nizin [śmiech]

— dodała kolarka UAE Team ADQ.

A co z Mistrzostwami Świata? Czy srebrna medalistka z naszego tegorocznego czempionatu, który miał przewyższenia dość podobne do tych, jakich możemy spodziewać się w Rwandzie, wybiera się do centralnej Afryki?

Jeśli sprawdzi się ten scenariusz, że Mistrzostwa Świata będą w Rwandzie to ja nie do końca wiem, czy chcę się tam pojawić z różnych względów – nie chodzi tylko o to, że ta trasa jest taka ciężka. Nazwijmy te względy, hmm, geopolitycznymi i zdrowotnymi. Mistrzostwa Świata zatem raczej nie, ale Mistrzostwa Europy we Francji? Zatem Tour de France, Tour de Pologne razem z naszą ekipą, chwila przerwy, potem we wrześniu GP Stuttgart i jeszcze jeden wyścig podobnego typu, a potem właśnie chciałabym wystartować w Mistrzostwach Europy

— zarysowała swoje plany Dominika Włodarczyk.

A jak brzmi kolarskie marzenie 24-latki, która w swojej drodze do World Touru reprezentowała barwy MLKSu Wieluń i MAT Atom Deweloper Wrocław?

Żeby zdrowie było!

— bez chwili zastanowienia odpowiedziała srebrna medalistka, po czym przeszliśmy do tradycyjnego segmentu podziękowań za pomoc w drodze do tego sukcesu.

Ciężko jest wymienić wszystkich, bo na pewno kogoś pominę… Przede wszystkim dziękuję osobom, które zawsze we mnie wierzyły i wierzą, czyli zaczynam od Atomu, bo to oni mi pomogli rozpocząć moją drogę w zawodowym kolarstwie… Ale jestem tutaj sama na Mistrzostwach Polski, bez drużyny, bo jestem jedyną Polką w ekipie, więc jestem tutaj z moją rodziną, trenerem Kusiem, który poświęca swój prywatny czas dla mnie, bo jedzie 4 godziny za wyścigiem i się denerwuje. Nie mogę pominąć rodziny, bo jechali tutaj wiele godzin na ten koniec świata z Okalewa, z tej pięknej metropolii, a warto wspomnieć, że przecież mieliby inne rzeczy do robienia w domu… Zaczęłam też współpracę z nowym trenerem, Sylwkiem Szmydem i on dołożył bardzo, bardzo dużą cegiełkę do tego jak się ścigam, jak się czuję na rowerze i jak się czuję psychicznie poza rowerem, bo to jest bardzo ważne

— zakończyła Dominika Włodarczyk, która choć teraz żegna się z koszulką mistrzyni Polski to możemy być pewni, że jeszcze niejednokrotnie o nią zawalczy.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Prosto z serca wydarzeń, czyli Dobczyc, Jakub Jarosz i Bartek Kozyra.


Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:

Poprzedni artykułWielki finał – zapowiedź 5. dnia Mistrzostw Polski 2025
Następny artykułKsawery Gancarz: „Gdy Janek zaatakował, było pozamiatane”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze