Po 4. miejscu w zeszłorocznej edycji Tour de France Femmes avec Zwift, teraz Dominika Włodarczyk wraca do domu jako 7. kolarka klasyfikacji generalnej tej imprezy. Aktualna mistrzyni Polski zanotowała progres pod względem sportowym w stosunku do zeszłego roku, ale tym razem nie wystarczyło to do poprawy końcowego rezultatu. Mimo to 25-latka ma sporo powodów do dumy.
O tym, że Dominika Włodarczyk w wręcz wzorowy sposób prowadzi swoje media społecznościowe, a jej fani mogą być na bieżąco z przemyśleniami kolarki UAE Team L’IMAD, nie trzeba już chyba przypominać nikomu. 25-latka niemalże dzień po dniu relacjonowała nam 5. edycję Tour de France Femmes avec Zwift swoimi oczami, a wpisy te nieraz były pełne bardzo szczerych przemyśleń. Tegoroczny wyścig był bowiem dla uczestniczących w nim zawodniczek prawdziwą morderczą próbą, gdzie na narastające z dnia na dzień zmęczenie nakładały się nie tylko wymagające trasy, ale i szalone tempo oraz bardzo wysokie temperatury. Od pewnego etapu było widać, że wiele kolarek skupia się już przede wszystkim na przetrwaniu, a każdego dnia za linią mety te wręcz padały z wycieńczenia. Nie inaczej było w przypadku Dominiki Włodarczyk, która w taki sposób podsumowała swój występ we francuskiej etapówce.
Ciężkie to były dni, nie będę kłamać. Wyjątkowo zacznę od listy najgorszych, a nie najlepszych rzeczy – bo jeszcze dochodzę do siebie – upał, dziennikarze i kamery wszędzie (człowiek sobie nawet nie mógł w spokoju poumierać po mecie), problemy ze snem w ostatnich dniach i naprawdę WYSOKIE tempo, od startu do mety. Analogicznie – z najlepszych rzeczy: kibice (którzy z pewnością mieli dodatkową motywację do wyjścia z domu, bo piękna pogoda) a faktem dodającym +100 punktów do klasyfikacji generalnej była obecność mojego Taty, brata, Witka i Nikol, ogrom zainteresowania medialnego kolarstwem kobiecym, możliwość sprawdzenia się w absolutnie najmocniejszej stawce zawodniczek na całym świecie. Moja forma – najlepsza w życiu, bez dwóch zdań. Taka jaka planowałam, jaką chciałam mieć i taka, o której rok temu nawet nie mogłam śnić. Z performance poza rowerem też jestem zadowolona – skupiona, zmotywowana, przygotowana, najczęściej dobrze nastawiona. To wystarczyło na tylko tyle albo i aż tyle – pozostawiam do Waszej interpretacji, ale ja wiem, że powinnam zostawić przy tym wyścigu w swoim notesie spory plus. Tylko potrzebuję na to jeszcze chwilę czasu. Wiem, że wyglądałam na rozczarowaną po każdym etapie – tylko, że u mnie zmęczenie najczęściej przybiera taką właśnie formę. I wiecie, można być ciutkę rozczarowanym, że nowe peaki mocy w każdym możliwym jej przedziale, od 5′ w górę zaowocują czymś więcej. A teraz idę odpocząć – bo mi się to po prostu należy
— napisała w swoim ostatnim wpisie Dominika Włodarczyk.
Jeśli jednak ktoś nie śledził, to zdecydowanie warto sobie zajrzeć na media społecznościowe naszej mistrzyni Polski. Te pozwalają z nieco innej strony spojrzeć na tegoroczną edycję Tour de France Femmes avec Zwift i poczuć to, co czuła zawodniczka będąca w samym środku tego piekielnego wyścigu – bo przy upałach, jakie spotkały kolarki, inaczej tej imprezy podsumować nie można. 7. miejsce w końcowej klasyfikacji w takich okolicznościach to niewątpliwie dowód na wielką wykonaną pracę i oznaka tego, że warto będzie próbować w przyszłości powalczyć o jeszcze więcej. Potencjał u 25-latki jest niewątpliwie cały czas niezbadany.










To właśnie Dominice w tegorocznym TdFF kibicowałem najmocniej!
Świetnie się ogląda kolarstwo z trzema polkami w głównych rolach. Powodzenia Dominika.
Jeden kolarzTadej i kolarka Demi reszta to tło