Mamy wielki powrót drużynowej jazdy na czas na Tour de France! W 2026 roku wyścig rozpocznie się tą konkurencją w Barcelonie. Ostatni raz kiedy mieliśmy okazję ją oglądać miało miejsce w 2019 roku przy okazji Grand Depart w Brukseli.
Kolarze przemierzą około 20 kilometrów po ulicach Barcelony. Większość trasy odbywa się po płaskim terenie, gdzie zawodnicy miną chociażby słynną bazylikę Sagrada Familia. Ostatnie trzy kilometry zaś, to najważniejszy element tego etapu – czeka ich podwójna wspinaczka pod legendarny Montjuic, a sam finisz pod Stadionem Olimpijskim również nie należy do najłatwiejszych (800 m; 7%).
Co ciekawe, zmieniają się również zasady. Nie liczy się bowiem czas czwartego zawodnika, jak ma to miejsce zazwyczaj, a każdy ze ścigających się kolarzy dostaje swój. Umożliwia to więc sytuację, że lider zespołu może uciec na ostatnich paru metrach, aby zyskać trochę sekund i analogicznie, ten sam lider może nieco stracić w przypadku finiszu tuż za swoimi kolegami.

Potwierdzono również trasę drugiego etapu przyszłorocznej edycji Wielkiej Pętli. Peleton będzie miał przed sobą etap z Tarragony do Barcelony po dosyć nieregularnym terenie pełnym podjazdów, które mogą przerzedzić grupę. Do najważniejszych możemy zaliczyć Cote de Begues (6,1 km; 6,5%) i Cote de Santa Creu d’Olorda (8,4 km; 4,5%), a tuż po nich ukazują się znane z rozgrywanej dzień wcześniej czasówki Montjuic i dojazd do Stadionu Olimpijskiego. Kolarze pokonają trzy rundy wokół tej końcówki.

Powrót drużynowej jazdy na czas to ciekawy pomysł, który niewątpliwie odświeży rywalizację podczas największego wielkiego touru. Organizatorzy tłumaczą tą decyzję dogodną lokalizacją:
Organizacja drużynowej jazdy na czas jest często powiązana z miejscem, gdzie odbywa się start wyścigu, wymaga więc spójności między startem a metą. W ostatnich latach nie mieliśmy Grand Depart, gdzie chciano pokazać dość skromny kawałek terenu.
– tłumaczy na łamach Vélo projektant trasy Thierry Gouvenou.










Słabe są te drużynowe czasówki – za duże straty górali ze słabszych ekip
@Velo i tu się mylisz. Drużynowe czasówki na otwarcie to coś pięknego.
Prezentacja drużyn w akcji – mega widowisko
Ustawienie generalki – mniejszy chaos na etapach, a Ci słabsi górale co mieli odpaść później odpadną po pierwszym etapie, ale to też może być dodatkowy czynnik motywujący tychże górali do bardziej śmiałych zagrań w późniejszych etapach co też poprawi zainteresowanie.
Trzeba też spojrzeć, że nie zawsze faworyci wyścigów byli po takim TTT ustawieni wysoko w generalce, a wręcz musieli gonić rywali.
Moim zdaniem to jest jedno z najlepszych otwarć wyścigów etapowych.
drużynowe czasówki to kaszana – dajcie ludziom na otwarcie pętlę 12 x 12 km z kilkoma wąskimi i ostrymi ściankami
Może to i dobrze że drużynowa a nie indywidualna. Mniejsza szansa, że dwaj koksiarze odjadą wszystkim na 1 etapie i od początku będzie pozamiatane. Choć z drugiej strony – pewnie i tak będzie…