Fot.: INEOS Grenadiers

Niemal każda edycja Tour de France ma w stawce zawodnika, który dociera do mety mimo poważnej kontuzji. Także i tegoroczna takowego posiadała, choć Dorian Godon uczynił to akurat w całkowicie nieświadomy sposób. Były mistrz Francji z Netcompany INEOS połamał 4 żebra podczas 12. etapu, ale na wykrycie tego urazu przyszło mu poczekać kilka tygodni.

Ból, który ciągnął się za Dorionem Godonem jeszcze od tegorocznego Tour de France, skłonił Francuza i jego zespół Netcompany INEOS do przeprowadzenia dodatkowych badań. Wykonane jeszcze podczas trzytygodniowego wyścigu, a dokładniej po kraksie 30-latka, która miała miejsce w trakcie 12. etapu, prześwietlenia nie wykazały wówczas żadnych złamań, ale teraz powtórzono je, a wnioski były dużo gorsze – były mistrz Francji przez niemal połowę domowego dla siebie wielkiego touru rywalizował nie tylko z rywalami, ale i z bólem wynikającym ze złamania 4 żeber.

Walczyłem z całych sił, żeby dotrzeć do Paryża, mając nadzieję i marząc o tym, że jeszcze przyjdą dla mnie lepsze czasy w tym wyścigu. Kiedy wróciłem z Touru do domu, od razu wziąłem kilka dni odpoczynku. Ponieważ nadal odczuwałem ból, wraz z personelem medycznym zdecydowałem się na dodatkowe badania, aby dowiedzieć się, co się dzieje. Na początku tego tygodnia podczas rezonansu magnetycznego odkryliśmy, że podczas wypadku na 12. etapie doznałem czterech złamań żeber, których nie było widać na zdjęciach rentgenowskich w tamtym czasie. Teraz, za pozwoleniem trenera i personelu medycznego, znów zacząłem jeździć na rowerze. Na razie słucham swojego ciała i traktuję wszystko dzień po dniu

— opowiedział Dorian Godon.

Tak poważny uraz tłumaczy czemu 30-letni kolarz Netcompany INEOS był w drugiej połowie Tour de France wyłącznie cieniem najlepszej wersji siebie, jaką oglądaliśmy szczególnie w ostatnich sezonach. Warto bowiem wspomnieć, że w dorobku tego kolarza pojawiły się w ostatnich trzech sezonach takie sukcesy jak m.in. wygrane etapowe w ramach Tour de Romandie (x4), Volta a Catalunya (x2) czy Paryż-Nicea, a także triumfy w mistrzostwach Francji czy Coppa Bernocchi. Póki co nie wiadomo czy Francuz wróci w najbliższym czasie do rywalizacji, a jeśli tak, to w jakiej dyspozycji. W jego pierwotnym kalendarzu znajdowały się m.in. kanadyjskie klasyki, co mogło sugerować, że ten wybierał się także na Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026.

Poprzedni artykułMedia: Belgijska formacja włącza się do walki o Primoža Rogliča
Następny artykułPauline Ferrand-Prévot: „Wrócę w przyszłym roku silniejsza”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Jacek
Jacek

I porównajmy to do piłkarzy kopanych, którzy po każdym muśnięciu rzucają się z wrzaskiem na trawę, zwijając się z bólu. Poziom dramaturgii tego przedstawienia oczywiście zależy od wyniku, czasu do końca itp.