Mamy luty, a kandydata do najbardziej kuriozalnego finiszu w tym roku mamy już spokojnie zapewnionego. Filippo Ganna (INEOS Grenadiers) jako jeden z nielicznych pojechał prawidłową trasą i zwyciężył przed finiszującym na drugim pasie peletonem. Przynajmniej do czasu, albowiem wyniki ostatecznie anulowano.
Zawodnicy nie pozostawili suchej nitki po organizatorach portugalskiej etapówki. Przypomnijmy, że około kilometr przed metą w wyniku obrania złego kursu na rondzie większość peletonu wylądowała po drugiej stronie barierek. Prawidłową trasą pojechała garstka zawodników, z których najmocniejszy okazał się Filippo Ganna (INEOS Grenadiers). Pierwotnie wyniki zatwierdzono wliczając w to różnice czasowe, jednak ostatecznie dzisiejszy etap został unieważniony, a rozdano jedynie koszulkę górala, którą dzierży Francisco Campos (APHotels & Resorts / Tavira / SC Farense).
Riders go the WRONG way and Ganna takes the win on the opening stage of the Volta Algarve! 😮 pic.twitter.com/zp474DBeyz
— Eurosport (@eurosport) February 19, 2025
O kulisach tej kuriozalnej sytuacji z perspektywy zawodnika opowiadał Wout van Aert (Visma | Lease a Bike):
Wyjechałem z ostatniego zakrętu i zobaczyłem barierki po drugiej stronie, wiedziałem więc, że to po tej będziemy finiszować. Wydaje mi się, że po prostu ktoś nas źle poprowadził. Myślałem, że jest przed nami jakaś przeszkoda, ale około 400 metrów przed metą każdy pokazywał, żeby spuścić z tonu. Po prostu wyhamowałem. Czy to amatorskie? Można tak powiedzieć. To trochę kuriozalne, cała sprintująca grupa po drugiej stronie. Zawsze powinno się stawiać barierki, żeby zapobiec takim sytuacjom
– opowiada Wout van Aert.
W nieco gorszym humorze do żartów był Marco Haller (Tudor Pro Cycling). Austriak wyraźnie pokazał swoje oburzenie tą sytuacją:
Sędziowie nie zamknęli tego podziału. Kiedy zawodnicy przyjeżdzają, jadą głównie za motorami. To niewiarygodne. Męczymy się cały dzień z celem sprintu na mecie w najlepszej pozycji. Potem okazuje się, że to wszystko na nic. Śmiechu warte. To nie może się obejść bez konsekwencji dla sędziów i organizatorów wyścigu. Ile można zganiać winę na kolarzy? To frustrujące. Ten finisz jest taki sam, ale od czegoś są sędziowie i organizacja, żeby nas odpowiednio pokierować. To było po prostu słabe.
– tłumaczy wzburzony Haller.
Najbardziej wyważona zdaje się być reakcja Jordi Meeusa (Red Bull – Bora – hansgrohe), który może czuć się najbardziej poszkodowany dzisiejszą sytuacją. Belg był świetnie ustawiony na finiszu, jednak absurdalna końcówka zaprzepaściła jego szanse na triumf:
Wydaje mi się, że wysłali nas do strefy gdzie wjeżdżają samochody. Nie byliśmy na trasie na jakichś ostatnich 600-metrach. Z początku nie zdałem sobie z tego sprawy. Około 200 metrów przed metą widziałem, jak ludzie sygnalizują, aby nie finiszować, następnie widziałem motocykle policji. Wtedy zrozumiałem, że coś jest nie tak. Zdecydowanie chciałem dziś wygrać, w dodatku świetnie się czułem. Musiało być niebezpiecznie, ale na szczęście żadnemu kibicowi nic się nie stało. Szkoda tej straconej szansy
– opowiada Jordi Meeus.




![Vuelta a España 2026: Pogačar przeprasza Van Aerta, Brennan z nadzieją na więcej [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/08/Tadej-Pogacar-Vuelta-a-Espana-2026-218x150.jpg)




Haller ma rację. Cały dzień pracy na marne. To jest bardzo, bardzo nie w porządku.