Były zawodnik takich zespołów jak Orica GreenEdge czy Trek Segafredo, Jack Bobridge, ma za sobą bardzo przebojową dekadę. Swego czasu był uznawany za ogromny talent, a ostatecznie karierę zakończył z powodu kontuzji pleców, a niewiele później wylądował w więzieniu w związku z handlem narkotykami. Australijczyk, już na wolności, przerwał milczenie i opowiedział swoją historię.
35-letni były kolarz nie jest kimś z przypadku – w swojej karierze zdołał wygrać etap Eneco Tour, został dwukrotnie mistrzem kraju, a przede wszystkim to młodzieżowy mistrz świata w jeździe na czas z 2009 roku. W międzyczasie, trzykrotnie został mistrzem świata w kolarstwie torowym. Na początku poprzedniej dekady świat był u stóp Bobridge’a i był członkiem bardzo utalentowanej generacji australijskich kolarzy tamtych czasów.
Wszystko zaczęło się zmieniać w 2016 roku – zawodnik był zmuszony przerwać swoją karierę z uwagi na nieustępujący ból pleców. Od tamtego momentu jego życie zaczęło upadać. W 2017 roku został aresztowany pod zarzutem handlu narkotykami, w efekcie czego został skazany na 4 i pół roku pozbawienia wolności. W międzyczasie zdążył się przyznać do korzystania z kokainy i ecstasy, aby uśmierzyć ból przed ściganiem, a w całym procederze uczestniczyło jeszcze dwóch anonimowych zawodników. Ostatecznie z więzienia udało mu się wyjść zaledwie po dwóch i pół roku „odsiadki”.
Co do kontuzji, zawodnika trapiło reumatoidalne zapalenie stawów. Oprócz narkotyków, Bobridge nadużywał również alkoholu, wszystko po to żeby tylko zapomnieć o towarzyszącym bólu.
W pewnym momencie trudnością stało się nawet wstać z łóżka. Nie potrafiłem sam założyć skarpet przez ból w stopie, a co dopiero wyjść na trening
– opowiada Jack Bobridge.
Emerytura oprócz problemów z prawem nie szczędziła go w życiu prywatnym. Mimo końca kariery, używki pozostały jego codziennością, a co gorsza nic go w tym nie zatrzymywało czy kontrolowało:
Nagle wszelkie bariery opadły. W pewnym sensie, otworzyło mi to pewną drogę. Mogłem robić co chcę, gdzie chcę i kiedy chcę. Brałem bardzo dużo narkotyków i oczywiście załatwiałem używki swoim przyjaciołom. Niektórzy powiedzą, że byłem dealerem, ale nie miałem z tego nigdy żadnych zysków
– tłumaczy były kolarz.
Głównym współpracownikiem Australijczyka miał być jego były kolega z drużyny Alex McGregor. Bobridge ostatecznie nie przyznał się do postawionych mu zarzutów, w efekcie czego wylądował w więzieniu. To doświadczenie kompletnie zmieniło jego postrzeganie świata, a on sam bierze odpowiedzialność za swoje czyny:
To jest najtrudniejsze dla ludzi z twojego otoczenia, zawiodłem ich. Moja córka również, przecież była wtedy taka młoda. Kompletnie nie rozumiała co tak właściwie się dzieje.
Biorę pełną odpowiedzialność za swoje poczynania. Niemniej jednak, chciałbym żeby byli sportowcy mogli liczyć na więcej wsparcia. W trakcie kariery dajesz z siebie 100% dla kraju i dyscypliny. W momencie, w którym przestajesz, wszystko się sypie. To by było na tyle, to twój koniec. Telefony ustępują, maile przestają przychodzić. Nic się nie działo w moim życiu po zakończeniu kariery – po prostu znikasz
– opowiada Jack Bobridge.
Cieszy jednak informacja, że były kolarz zdaje się wychodzić na prostą. Aktualnie pracuje na budowie, wygrał z nałogiem i stara się odzyskać wszystko co stracił przez ostatnią dekadę. Wiele mówi też o pomocy dla sportowców z problemami, w szczególności tymi, którzy skończyli swoje zawodowe kariery. Chyba nie ma lepszego sposobu, żeby zakończyć ten artykuł, jak przytoczyć jego słowa, które budują świadomość na temat problemów, z którymi mogą borykać się emerytowani sportowcy:
Nawet jeśli choć jedna osoba zachowa się w inny sposób niż ja, to już sporo. Podniesienie ręki i prośba o pomoc nie jest oznaką słabości. Ja tego nie zrobiłem i spójrzcie do czego to doprowadziło
– kwituje Australijczyk.







Brawo za odwagę. Trzymam kciuki za to, żeby mu się życie wyprostowało, żeby mu się wiodło.