44-letni Bradley Wiggins po zakończeniu sportowej kariery miał lepsze i gorsze momenty. Bankructwo i problemy psychiczne doprowadziły Brytyjczyka niemal na dno, ale rękę wyciągnął do niego Lance Armstrong. Były zwycięzca Tour de France rozważa skorzystanie z oferty terapii, którą chce mu opłacić Amerykanin.
Po zakończeniu sportowej kariery w 2016 roku sir Bradley Wiggins nie zniknął całkowicie z kolarstwa – do 2019 roku funkcjonowała jego ekipa kontynentalna Team Wiggins, a sam Brytyjczyk udzielał się jako ekspert związany m.in. z Eurosportem. Potem przyszły jednak dla niego dużo gorsze czasy – najpierw zwycięzca Tour de France 2012 postanowił publicznie opowiedzieć o swojej przeszłości, w której był m.in. wykorzystywany seksualnie przez trenera jako nastolatek co odcisnęło piętno na jego psychice, później musiał zmierzyć się z kłopotami finansowymi, które zaprowadziły go praktycznie do bankructwa. Bradley Wiggins z czasem zaczął czuć się naprawdę fatalnie, a ofertę pomocy otrzymał od Lance’a Armstronga, z którym wówczas dość regularnie widywał się przy okazji nagrywania podcastu The Move.
Lance bardzo mi pomagał w ostatnim okresie, zwłaszcza w tym roku. Co do terapii – on chce za mnie zapłacić, żebym mógł pojechać do jakiegoś miejsca w Atlancie, gdzie zostanę na dłużej bez dostępu do świata i gdzie mają mi kompleksowo pomóc. Lance chce to dla mnie sfinansować. Jest dobrym człowiekiem
— mówił w lipcu Bradley Wiggins, a teraz powrócił do tego wątku.
Po kilku miesiącach dorosłem do tego i rozważam rozmowę z nim na ten temat. Początkowo myślałem, że sam pokonam moje problemy, bez rozmowy z nikim… Teraz wiem, że chcę porozmawiać o tym z terapeutą
— powiedział zwycięzca Tour de France 2012.
Będący w osobistym kryzysie Brytyjczyk ma świadomość, że bratanie się z Lancem Armstrongiem może mieć dla niego negatywne skutki wizerunkowe, ale 44-latek nie dba o to. Bradley Wiggins staje wręcz w obronie starszego o kilka lat Amerykanina, który jego zdaniem jest poddany nieproporcjonalnemu ostracyzmowi w porównaniu do innych kolarzy z tamtej epoki.
Nie popieram tego, co zrobił, ale naprawdę to dobry człowiek. Wszyscy wiemy, co się stało. Po prostu to cholernie nieproporcjonalne, gdy widzisz, co innym ludziom z tamtego okresu w kolarstwie uchodzi na sucho… Doceniam, że mimo całego tego ostracyzmu Lance wciąż ma wielkie serce
— zakończył Bradley Wiggins.








