Póki co w naszym cyklu “To on tam jeździł?” skupialiśmy się na kolarskich “staruszkach”, jednak nawet obecni zawodnicy w kwiecie wieku mają swoje ciekawe historie. O tym, że Filippo Ganna rozkwitł w barwach INEOS Grenadiers nie trzeba nikomu tłumaczyć, jednak to nie tam Włoch stawiał swoje pierwsze kroki w World Tourze.
Młody talent prosto z Verbanii
Właściwie lepszym przykładem pasującym do naszego tematu byłby staż “Top Ganny” w Lampre – Merida w 2015 roku jednak… wystartował w ich barwach raptem raz. Podwójny mistrz świata na czas ścigał się dla włoskiej drużyny w Mediolan – Turyn, którego nie ukończył. Niemniej jednak, z dziennikarskiego obowiązku warto ten epizod nadmienić. Ganna był jednym z najbardziej perspektywicznych kolarzy ówczesnej włoskiej generacji. Mówimy tu bowiem o mistrzu kraju w jeździe indywidualnej na czas juniorów, 4. zawodniku Mistrzostw Świata w tej samej konkurencji czy zwycięzcy juniorskiego Chrono des Nations. Będąc juniorem osiągał warte odnotowania rezultaty, jednak dopiero w wieku orlika jego talent objawił się na dobre. W 2016 roku ścigał się w barwach Team Colpack, drużynie, która regularnie dostarcza młodych zawodników do światowego peletonu. To właśnie tam pierwsze sukcesy odnosili Andrea Bagioli, Juan Ayuso czy właśnie bohater dzisiejszego artykułu, Filippo Ganna.
W swoim drugim sezonie w kategorii orlika Ganna rozwinął skrzydła. Sezon zaczął od zwycięstwa w chorwackim klasyku GP Laguna Poreč, a następnie wygrał młodzieżowe Paryż – Roubaix oraz mistrzostwo kraju w jeździe indywidualnej na czas orlików. Tour de l’Avenir skończył z raptem 7. miejscem na czasówce, która ostatecznie wygrał Adrien Costa. Na opowiedzenie tragicznej historii Amerykanina przyjdzie jeszcze czas, skupmy się więc na Gannie, który w 2016 zdobył jeszcze srebro Mistrzostw Europy orlików w jeździe indywidualnej na czas, a wyścig ze startu wspólnego ukończył na 6. pozycji. Występ na mistrzostwach świata można uznać z perspektywy czasu za blamaż – raptem 14. miejsce na czasówce oraz nieukończenie głównego wyścigu.
Debiut w World Tourze
Takie wyniki jednak sugerowały, że Ganna ma potencjał na poważne ściganie. Myśląc perspektywicznie, 20-letni wówczas Filippo wylądował w UAE Team Emirates. Ówczesna formacja z Emiratów niczym nie przypominała dzisiejszego giganta, albowiem za największe gwiazdy tej drużyny mogliśmy uznać Diego Ulissiego czy Rui Costę. Co ciekawe, w ich składzie były też takie nazwiska jak Przemysław Niemiec, Sacha Modolo, a przecież również tam światu przedstawił się w pełni Matej Mohorič. Powodem tego był fakt, że drużyna była bezpośrednim spadkobiercą Lampre – Merida. W sztabie szkoleniowym również pozostało wiele tych samych znanych twarzy, można więc powoli łączyć kropki, czemu akurat tam wylądował Filippo Ganna. Jego pierwszy sezon można uznać za swego rodzaju oswojenie się z world-tourowym ściganiem. Pod koniec stycznia melduje się na starcie Vuelta de San Juan, gdzie przewidziany był etap jazdy indywidualnej na czas. Początek nie był jednak wymarzony, ponieważ zdobywa tam 21. lokatę, przegrywając z takimi tuzami jak Laureano Rosas czy Juan Pablo Dotti (przysięgam, że tych nazwisk nie wymyśliła sztuczna inteligencja). W Argentynie oprócz tego nic nam nie pokazał, co byłoby warte odnotowania. W lutym notuje jeden start w G.P. Costa degli Etruschi, w marcu w GP Industria & Artigianato i w obydwu wyścigach nie udaje mu się dotrwać do mety. Kolejnym sprawdzianem dla młodziutkiego Ganny było debiutanckie Tirreno – Adriatico, gdzie mieliśmy aż dwie czasówki – jedną drużynową na start etapówki oraz indywidualną na zakończenie. W pierwszej z nich na nic zdały się jego umiejętności (UAE Team Emirates kończy ją na 14. miejscu), w drugiej melduje się na mecie jako 28. kolarz. Debiutancki rok Ganny w World Tourze nie należy do najłatwiejszych – oprócz wspomnianych etapówek, na początku maja wciąż nie ma ukończonego ani jednego klasyku w dorosłym kolarstwie! Włoch wycofał się w trakcie wyścigu podczas Gandawy – Wevelgem, Eschborn – Frankfurt oraz w Gran Premio Citta di Lugano.
Światełkiem w tunelu okazało się Tour of California. Owszem, Ganna wciąż nie pokazuje pełni swojego potencjału w wyścigach osiągając anonimowe rezultaty, jednak podczas czasówki rozgrywanej w Big Bear Lake finiszuje jako piąty. Kto wie, czy to właśnie nie ten rezultat zmotywował na stałe włoskiego specjalisty od walki z czasem. W czerwcu bierze udział w Hammer Series, wyścigu, który starał się przełożyć torowe zasady na szosę. Tamten występ jednak również niestety możemy zapisać jako anonimowy, podobnie jak rozgrywane pod koniec miesiąca Tour of Slovenia. Notowania Ganny jednak zaczynają rosnąć w światowym peletonie – mimo faktu, że nie osiąga wybitnych wyników, zaczyna być doceniany jako rzetelny rouleur, który wykona z powodzeniem przewidzianą dla niego pracę. Kontrola wyścigu i przewodzenie peletonowi przez paredziesiąt kilometrów? Żaden problem. Dostarczenie bidonów na ważnym podjeździe? Spokojnie, już jadę. Niewątpliwie, taka postawa jest ceniona w peletonie, czego nie sposób było nie zauważyć u młodego zawodnika. Porzuca również w pełni kategorię orlika i skupia się na rywalizacji w elicie, gdzie w mistrzostwach Włoch przyjeżdza na 12. miejscu podczas jazdy indywidualnej na czas. Nikt jednak nie zgadnie, na którym miejscu przyjechał w wyścigu ze startu wspólnego – otóz bez zaskoczeń, znów DNF. Pechowa passa kończy się na Prudental RideLondon – Surrey Classic, gdzie Ganna kończy rywalizację na 102. pozycji. Od czegoś trzeba zacząć, prawda?
Wartość, jaką Ganna wnosił do drużyny swoją pracą, została doceniona przez selekcjonera reprezentacji Włoch i tym sposobem wystartował w mistrzostwach Europy. Czasówkę ukończył jako dziewiąty, głównego wyścigu zaś nie ukończył. Reszta sezonu nie posiada jakiejś głębszej historii – w BinckBank Tour wycofał się na piątym etapie, wcześniej meldując się w drugiej dziesiątce jazdy indywidualnej na czas. Ganna startuje również w sześciu klasykach i ukończył cztery z nich. Literki DNF mogliśmy zauważyć jedynie przy GP de Fourmies / La Voix du Nord i Coppa Sabatini. W międzyczasie startuje również w Giro della Toscana, gdzie nie ukończył rywalizacji na drugim etapie. Oczywiście, nie ma co rozliczać tak młodego zawodnika z wyników w pierwszym sezonie, gdzie bardziej uczył się seniorskiego ścigania i już zdążył w nim pokazać swój potencjał na wartościową część drużyny.
Drugi sezon w światowym peletonie i pierwsze sprawdziany
W 2018 roku znowu sezon rozpoczyna w Argentynie, gdzie zaczynają się jego pierwsze sukcesy w zawodowym kolarstwie. Ganna melduje się w czołowej dziesiątce etapów, raz kończąc jako drugi jazdę indywidualną na czas, a w całym Vuelta a San Juan wygrywa klasyfikację młodzieżową i jest drugim kolarzem klasyfikacji generalnej. Te sukcesy nie przełożyły się na Dubai Tour, gdzie występ kończy bez historii, jednak świat zaczyna powoli poznawać “Top Gannę”. W tym sezonie również debiutuje w brukowanych klasykach, jednak pierwszych występów w Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne – Bruksela – Kuurne nie zdołał ukończyć. Jego drugi w karierze start w Tirreno – Adriatico przebiega właściwie w taki sam sposób jak pierwszy. Przez całą wiosenną kampanię klasyków jednak głównie liczy się zbieranie doświadczenia i tym sposobem Ganna uzyskuje nominacje swojej drużyny na starty w Mediolan – San Remo (161. miejsce), Record Bank E3 Harelbeke (DNF), Gandawa – Wevelgem (43. miejsce) Dwaars door Vlaanderen (DNF) i Ronde van Vlaanderen (DNF). Włoch wystartował również w Paryż – Roubaix i zdołał nawet pokonać trasę “Piekła Północy”, jednak przegrał z limitem czasowym. Co ciekawe, podobny los spotkał raptem dwa lata temu Joshuę Tarlinga, który już pokazuje, że może kiedyś stać się kolejnym Ganną. Przy okazji ścigania w Gandawa – Wevelgem sam Ganna nie ukrywał, że wciąż uczy się ścigania na poziomie World Touru:
To było świetne doświadczenie. Muszę wciąż się uczyć tego rodzaju wyścigów i pamiętać, żeby zawsze pozostać w czubie rywalizacji w najważniejszych momentach
– opowiadał Filippo Ganna.
Tuż po tej kampanii Włoch startuje w Eschborn – Frankfurt, którego ponownie nie ukończył. Coraz bardziej zdaje się, że Ganna mógłby liczyć tym sezonem na casting w reedycji “Dnia Świstaka”, gdyż ponownie startuje w Tour of California, gdzie znów cały wyścig jedzie anonimowo, aby ukończyć czasówkę na czwartym etapie… ponownie jako piąty. Czerwiec przeminął na ściganiu się w Szwajcarii, gdzie Ganna korzysta ze swojego doświadczenia. Tym razem wyścigi ukończył, zarówno Gran Premio Citta di Lugano (28. miejsce), jak i GP du canton d’Argovie (63. miejsce), gdzie ostatecznie triumfował jego kolega z drużyny Alexander Kristoff. Notuje również start w Tour de Suisse, gdzie oprócz jedenastej pozycji na 3. etapie dużo nie zwojował, wycofując się z wyścigu przed piątym etapem. Rywalizacji nie kończy również w krajowym czempionacie. Na przełomie lipca i sierpnia Ganna ściga się w Wielkiej Brytanii, wpierw kończąc Prudential RideLondon – Surrey Classic na 112. miejscu, a potem ponownie bierze udział w Mistrzostwach Europy. Włoch wystartował tym razem jednak jedynie w jeździe indywidualnej na czas, gdzie kończy zmagania na 12. miejscu. Program startów wydaje się bliźniaczo podobny do poprzedniej kampanii, albowiem Ganna znów melduje się na starcie BinckBank Tour, gdzie z wyścigiem żegna się wycofaniem na siódmym etapie. Do końca roku startuje jedynie w klasykach – na początek nie jest w stanie ukończyć rywalizacji podczas Bretagne Classic – Ouest France i Brussels Cycling Classic. W tym roku jednak dał radę trudnościom GP de Fourmies / La Voix du Nord, które kończy na 65. miejscu. Sezon 2018 finiszuje startami we Włoszech, gdzie wycofuje się podczas Coppa Agostoni i kończy Coppa Bernocchi na 88. miejscu. Mediolan – Turyn to z kolei 104. lokata, a miłym zakończeniem jest 17. miejsce w Gran Piemonte. Miłym, choć nienajmilszym – 4 października rozgrywane są zaległe mistrzostwa Włoch w jeździe indywidualnej na czas i tam Filippo Ganna zbiera swój pierwszy skalp w poważnym kolarstwie zdobywając srebrny medal, przegrywając tylko z Giannim Mosconem.
Kolejny talent wypuszczony ze stajni
Patrząc tylko po tej analizie, która, umówmy się, nie należy do obfitych w heroiczne historie o kolarskim gigancie, można by było uznać, że takich zawodników jak Ganna było, jest i będzie jeszcze wielu. Podobnie myślało UAE Team Emirates, które nie zdecydowało się przedłużyć kontraktu z tym młodym talentem po dwóch sezonach ścigania w ich barwach. Swoją drogą, to była swego rodzaju zmora ówczesnego kierownictwa formacji z Emiratów, bo przecież podobnie, jak przy włoskim czasowcu, nie zdołali się poznać na talencie Mateja Mohoriča czy Jaspera Philipsena. Ganna przez te dwa lata zdobył jednak coś, czego nie są w stanie opisać ani pieniądze, ani wyniki – zebrał bardzo potrzebne dla tak młodego kolarza doświadczenie, zyskał renomę w peletonie, a przede wszystkim objawił się jako niesamowicie mocny rouleur, którego chciałaby mieć każda drużyna na świecie. Idąc tą myślą oraz faktem, że Ganna nie pokazał jeszcze pełni swojego potencjału, ofertę kontraktu zdecydowało mu się złożyć ówczesne Team Sky (dzisiaj znamy ich oczywiście jako INEOS Grenadiers). To właśnie ta drużyna w tamtych czasach była synonimem rozwoju, a gdy pojawiła się szansa zakontraktowania tak mocnego zawodnika (oraz torowego mistrza świata z 2016 i 2018 roku), żal było ją odpuścić. Cała reszta kariery “Top Ganny” to dobrze znana każdemu historia, dominatora czasówek i niesamowicie mocnego zawodnika, który kiedy jest w formie, może powalczyć o dobry rezultat w każdym terenie. Brytyjczycy szybko poznali się na talencie kolarza, gdyż to właśnie w 2019 roku osiągał swoje pierwsze zwycięstwa w zawodowym peletonie, a udany sezon na koniec okrasił brązowym medalem zdobytym w jeździe indywidualnej na czas Mistrzostw Świata. Rok później, Filippo Ganna założył swoją pierwszą mistrzowską tęczę i kto wie, czy jeszcze nie przyjdzie nam go w niej kiedyś oglądać po raz kolejny…









