Długo musiał na to czekać, ale w końcu się udało. Jonas Vingegaard podobnie jak pięć lat temu, założył żółtą koszulkę lidera Tour de Pologne.
Jonas Vingegaard przyjechał do Polski jako wielki faworyt – być może najlepszy kolarz, jaki kiedykolwiek ścigał się w naszym kraju. Choć Tour de Pologne od wielu lat jest częścią World Touru i w związku z tym przyjeżdżali do nas m.in. aktualni mistrzowie świata i zwycięzcy wielkich tourów, to być może żaden z nich nie cieszył się aż taką renomą jak Jonas Vingegaard, który w wieku 27 lat jest legendą kolarstwa. Jedynym kolarzem, który potrafi w wielkich tourach toczyć równorzędne boje z Tadejem Pogačarem.
Szczególnie duże szanse na zwycięstwo dawano mu właśnie dzisiaj – na Orlinku, gdzie niegdyś wygrywał Alberto Contador. Czasówka, choć wyjątkowo trudna, była wprawdzie nieco łatwiejsza, niż ta, podczas której pokonał swojego wielkiego, słoweńskiego rywala podczas ubiegłorocznego Tour de France, ale i tak premiowała takich kolarzy jak on. Takich, którzy potrafią utrzymać równe, mocne tempo, a górach włączają turbodoładowanie. Niestety dla niego – nie udało się, choć i tak został nowym liderem wyścigu z wyraźną przewagą nad drugim Wilco Keldermanem.
– Chciałem dziś wygrać etap, ale Tim Wellens był zbyt dobry. Myślę, że sam też spisałem się nieźle i szkoda, że nie zgarnąłem pełnej puli, ale i tak cieszę się, że zostałem liderem klasyfikacji generalnej. Czuję się zdecydowanie lepiej, niż w sobotę. Nie jest to może forma z Tour de France, ale jest naprawdę dobrze. Znów mam koszulkę lidera Tour de Pologne – nie po raz pierwszy, bo pięć lat temu już ją zakładałem. Teraz myślę, że stać mnie na to, by utrzymać ją do końca wyścigu.
– mówił na mecie, nawiązując do edycji z 2019 roku.
O tamtym zwycięstwie napisaliśmy już wiele. Rok temu o jego rywalizacji z Jaiem Hindleyem i Pavelem Sivakowem sam stworzyłem nawet na ten temat osobny tekst w ramach cyklu “Historia Tour de Pologne”, a istnieje także szansa, że niebawem przypomnimy wam o tym jego triumfie po raz kolejny. Wobec tego tu dostaniecie tylko streszczenie tego, co wydarzyło się pięć lat temu. Jonas Vingegaard po trójkowym odjeździe z dwoma pozostałymi młodzieżowcami wygrał etap w Kościelisku, lecz niestety dzień później zanotował potężny kryzys i ostatecznie zajął w klasyfikacji generalnej miejsce w trzeciej dziesiątce.
Teraz powinno być inaczej. Dziś Duńczyk jest kolarzem zarówno mocniejszym, jak i bardziej doświadczonym niż wtedy, gdy wygrywał w Kościelisku albo gdy rok później zajmował w „generalce” 8. miejsce. Gdy w jakimś wyścigu idzie mu dobrze, to później utrzymuje równą i dobrą dyspozycję – w przeciwieństwie do Tadeja Pogačara jest odporny na chwilowe kryzysy. Teraz ma dodatkową motywację, ponieważ niedługo w jego życiu pojawi się kolejna bardzo ważna osoba.
– Cały czas myślę o sytuacji w domu. Moje dziecko jest w drodze. W związku z tym, jeszcze bardziej liczę na to, że te 5 etapów uda mi się przejechać bez kraks i wrócić do rodziny w jednym kawałku
– mówi, a my liczymy, że zanim to nastąpi, jeszcze kilka razy zdąży pokazać klasę, do której przyzwyczaił nas na poprzednich wyścigach.
Wszystko o Tour de Pologne 2024:
- Zapowiedź wyścigu
- Lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych
- Przewodnik po klasyfikacjach pobocznych
- Relacja z 1. etapu
- Zapowiedź 2. etapu
- Relacja z 2. etapu
- Najnowsze artykuły









Brawo Panie redaktorze, wspaniały artykuł
Dziękuję
https://www.procyclingstats.com/rider-vs-rider/tadej-pogacar/jonas-vingegaard
Duńczyk nie ma żadnych szans ze Słoweńcem. Proszę popatrzeć na porównanie 6 lat ich zawodowej kariery.
Pogacar mało odporny?