fot. Volleyball World

Gdy głośny jęk opuścił gardła francuskiej publiczności na torze podczas rywalizacji w omnium, nie trzeba było nawet bacznie oglądać, by wiedzieć, co się właśnie wydarzyło. Okrzyk kibiców w połączeniu z hukiem oznaczał upadek ich faworyta do zwycięstwa. Tłum miał świadomość, że podobnie jak Benjamin Thomas, teraz musiał dać z siebie 110%. I dał. − Obudziliśmy wulkan − mówił później świeżo upieczony mistrz olimpijski. Nie on jedyny skorzystał na ogromnym wsparciu swoich rodaków.

Naładowani energią „miasta światła” kibice codziennie od rana zapełniają wagony metra i innych środków komunikacji, mknąc w stronę aren igrzysk olimpijskich. Na ulicach można dostrzec fikuśne stroje, charakterystyczne dla poszczególnych krajów akcesoria i, rzecz jasna, flagi. Najwięcej jest tych trójkolorowych.

Francuzi wykorzystali powrót igrzysk olimpijskich do Paryża po stu latach, tłumnie wypełniając wszystkie areny do ostatniego wolnego miejsca. Pasję do sportu i wspierania swoich rodaków było widać i słychać jeszcze przed zapłonięciem znicza olimpijskiego. Dziesiątki tysięcy Trójkolorowych wspierało swoich rodaków w zmaganiach w rugby. Kibice byli ósmym zawodnikiem reprezentacji Les Bleus, która dotarła do finału, gdzie pokonała faworyzowane Fidżi. Oglądając ćwierćfinał z udziałem Francuzów było widać, że zgromadzeni fani doskonale czując sport i − podobnie jak w innych przypadkach − w mgnieniu oka reagowali na przewagę bądź niepowodzenie swojej drużyny.

W tak świetnym dopingu tkwi również spora zasługa prowadzących go spikerów, którzy energicznie − nawet od wczesnych godzin porannych − motywują kibiców do różnego rodzaju pobudzających aktywności. Do tego wrócimy jednak za chwilę.

Warto wrócić bowiem na szosę, gdzie na rozciągniętej trasie spiker nie odgrywał roli w animowaniu dopingu. Kibice jakoś sobie jednak poradzili… Przygotowali dla kolarzy i kolarek niezwykłe powitanie, a „ściana hałasu” na wzgórzu Montmartre przejdzie do historii tego sportu i będziemy ją wspominać jeszcze długo. Taki doping w szczególności motywował gospodarzy.

− To był piękny wyścig. Atmosfera na Montmartre… Nigdy nie widziałem czegoś takiego w trakcie swojej kariery. Było tam tyle hałasu…

− opisywał wzruszony Valentin Madouas, srebrny medalista wyścigu ze startu wspólnego mężczyzn. Brąz zdobył jego reprezentacyjny kolega, Christophe Laporte:

− Przejazd przez Montmartre był niezwykłą chwilą. Zgromadziło się tam wiele ludzi, to było szalone. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni przy okazji Tour de France czy Ronde van Vlaanderen, ale dziś było to coś wyjątkowego. Dla nas, Francuzów, było to szczególnie ważne. Jesteśmy na igrzyskach w Paryżu i walczymy na czele.

W tłumie kibiców dało się słyszeć głównie charakterystyczne allez czy vamos. Międzynarodowe zwroty i wszechobecny hałas motywował też zagranicznych kolarzy i kolarki, o czym mówiła nam Marta Lach.

− To było cudowne. Na podjeździe była rewelacja. Nie słyszałam własnych myśli, jechałam i ten głos kibiców mnie niósł do przodu. To było wręcz nieporównywalne z żadnym innym wyścigiem

− opisywała.

Zupełnie inaczej było na welodromie i trasie wyścigów kolarstwa górskiego. Tam kibice mieli tylko jednego faworyta bądź faworytkę, których wyraźnie wspierali. PaulineVictor czy Benjamin − te imiona opuszczeniu aren na długo zostały w mojej głowie. Tysiące kibiców wspierało Pauline Ferrand-Prevot, Victora Koretzky’ego i Benjamina Thomas, dodając im dodatkowe waty, których tak szukali podczas przygotowań do swojej docelowej imprezy.

Bilans? Całkiem udany. Złoto w wyścigu MTB kobiet, srebro wśród mężczyzn i zwycięstwo w torowym omnium. Do tego należy dopisać także dziesiątki innych medali zdobytych przez francuskich sportowców, również przy wsparciu kibiców, którym także należy się złoty krążek.

−Kibice zrobili różnicę. Być może zdeprymowało to trochę moich rywali, a mi dodało skrzydeł. Obudziliśmy wulkan!

− mówił w czwartek podekscytowany Benjamin Thomas, którego kibice wsparli po pechowym upadku.

Doznania akustyczne w zamkniętych obiektach są szczególnie wyjątkowe i można zaobserwować to praktycznie na każdej arenie, na której rywalizują Francuzi. Szermierka, koszykówka, siatkówka, piłka ręczna czy tenis stołowy − kibice oszaleli tam na punkcie swoich rodaków, którzy odwdzięczają się im wspięciem na wyżyny sportowych możliwości. Tak było chociażby w przypadku 17-letniego Felixa Lebruna, który został dwukrotnym brązowym medalistą w tenisie stołowym. By udać się do szatni po wygranym meczu o brąz, Francuz musiał obejść wszystkie stoły naokoło.

Przy każdym sektorze spotkała go niezwykła wrzawa − dla młodego zawodnika było to pierwsze takie doświadczenie w życiu. Okrzyki kibiców, przyśpiewki na cześć poszczególnych sportowców czy regularnie odśpiewywana Marsylianka do tej pory przynosiły znakomite efekty. W półfinałowych meczach koszykarzy i siatkarzy, panująca atmosfera przytłoczyła rywali, a Francuzi awansowali do finałów.

Śledząc mecze basketu można było zaobserwować ciekawy kontrast. Podczas ćwierćfinałowego pojedynku Kanady z Francją, by zamienić zdanie z osobą siedzącą obok, należało krzyknąć jej do ucha, a prawdopodobieństwo, że usłyszy poprawny komunikat wcale nie było wysokie. Zupełnie inaczej było na meczu wielkich Amerykanów z Brazylijczykami. Atmosfera była iście piknikowa, do czasu, gdy w drugiej części meczu na trybunach rozległa się ogromna wrzawa.

Nie miało to jednak nic wspólnego z wydarzeniami na parkiecie. Kibice wypatrzyli na trybunach Leona Marchanda, który na igrzyskach w Paryżu dał im 5 medali, i przez kilka kolejnych minut skandowali jego nazwisko, z przerwami − jak by inaczej − na odśpiewanie Marsylianki.

Obłędna atmosfera towarzyszy również rywalizacji siatkarzy w kompleksie hal ekspozycyjnych na południu stolicy Francji. Sekret tkwi nie tylko w fenomenalnym prowadzeniu dopingu, który nie milknie nawet na chwilę, ale także w ustawionych na rusztowaniach trybunach, falującym razem z ruchami kibiców.

Do tej pory rzesza francuskich fanów na trybunach pomagała przebrnąć swoim rodakom przez trudne fazy siatkarskiego turnieju, co zaprowadziło ich do finału. Dziś zmierzą się w nim z Polakami, którzy w półfinale z Amerykanami pokazali, że w igrzyskach mogą wygrać wszystko, a z pewnością nie poddadzą się w przypadku niesprzyjającej sytuacji. Z taką − w postaci dopingu francuskich kibiców − zmierzą się jutro, ale miejmy nadzieję, że i tym razem stawią jej czoła, uciszając trójkolorowe trybuny. Marsylianka wybrzmiała już w Paryżu wystarczająco dużo razy.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułPróba sił – zapowiedź Donostia San Sebastián Klasikoa 2024
Następny artykułTour of Szeklerland 2024: Kacper Maciejuk 4. w generalce, Piotr Pękala 8.
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze