fot. UCI

Głównym priorytetem Kristen Faulkner na igrzyskach olimpijskich w Paryżu było kolarstwo torowe. Zanim zdążyła jednak wziąć udział w drużynowym wyścigu na dochodzenie, wywalczyła złoty medal w szosowym wyścigu ze startu wspólnego. Teraz do swojej kolekcji dołożyła inny krążek z tego samego kruszcu.

Występy amerykańskich kolarek na igrzyskach olimpijskich bez dwóch zdań można określić jako znakomite. Stany Zjednoczone nie są wiodącą nacją w każdym elemencie kolarskiego rzemiosła, ale w Paryżu i okolicach wszystko zagrało tak, jak powinno.

Igrzyska otworzył brązowy medal Chloe Dygert, która — choć do mety dojechała poobijana po kraksie — bardzo cieszyła się ze swojego osiągnięcia. 8 dni później wydarzyło się coś, o czym przed rozpoczęciem imprezy mało kto mógłby pomyśleć.

Kristen Faulkner, która nominalnie nie znalazła się w śladzie reprezentacji szosowej, wystartowała w wyścigu ze startu wspólnego i… prezentując bardzo dobrą i sprytną jazdę sięgnęła po zwycięstwo, osiągając największy sukces w karierze.

− Musiałam zadać sobie pytanie, czy jestem w stanie powalczyć o medal na szosie. Jeśli w którymkolwiek momencie odpadłabym z grupy, miałam oszczędzać siły na wyścig drużynowy. Dzisiaj czułam się jednak bardzo mocna, jechałam w czołówce i po pierwszej wspinaczce powiedziałam sobie, że czuję się najlepiej od dłuższego czasu i staram się powalczyć o medal. Liczę teraz na kolejny medal z drużyną, chcę wrócić do domu z dwoma krążkami. Gdy się obudziłam, wiedziałam, że jestem tu tylko po to, by zdobyć medal bądź pomóc w tym Chloe. Nie przyjechałam tu, żeby tylko uczestniczyć w wyścigu

— powiedziała Kristen Faulkner.

Jak sama przyznała, głównym celem był start w drużynowym wyścigu na dochodzenie. Reprezentacja Stanów Zjednoczonych od lat liczyła na złoty medal igrzysk olimpijskich w tej konkurencji, jednak za każdym razem czegoś brakowało. Ostatnim elementem układanki miała być Kristen Faulkner — stosunkowo nowa postać w kolarskim świecie lubi próbować czegoś nowego. Przez ostatni rok próbowała kolarstwa torowego.

Próbowanie zakończyło się sukcesem, bowiem Amerykanka wraz ze swoimi koleżankami z drużyny wywalczyła wczoraj złoty medal

— Ciężko uwierzyć, że to się dzieje. Myślę, że jeszcze długo to do mnie nie dotrze. Moim celem było zakwalifikowanie się na igrzyska olimpijskie, potem powrót z medalem, a powrót ze złotem to coś, czego nie mogłam sobie wymarzyć

— przyznała.

— To dużo mówi o naszym sztabie szkoleniowym i zespole, który mamy wokół siebie. W ostatnich 12 miesiącach nauczyłam się wiele od moich koleżanek. Nie sądzę, że zrobiłam progres sama

— dodała Kristen Faulkner.

Osiągnięcie Amerykanki i dwa złote medale jest wynikiem, który zapisze się nie tylko w historii kolarstwa, ale i całych igrzysk olimpijskich. Jest to pierwsze od 24 lat zwycięstwo w dwóch dyscyplinach na jednej imprezie. W Sidney dokonała tego inna kolarka, Holenderka Leontiel van Moorsel, która wygrała wyścig ze startu wspólnego, indywidualną jazdę na czas i wyścig indywidualny na dochodzenie na torze.

Zachwycając się nad Kristen Faulkner, nie należy zapominać też o jej koleżankach z drużyny, w tym Chloe Dygert, dla której również był to drugi medal w tych igrzyskach. Wcześniej zdobyła brąz we wspomnianej już indywidualnej jeździe na czas. Teraz — po staraniach w Rio de Janeiro i Tokio, gdzie stawała na drugim i trzecim stopniu podium — Dygert w końcu ma na swoim koncie złoty medal w wyścigu na 4 kilometry. Do trzech razy sztuka!

Jak zawsze w takich sytuacjach, nie był to przypadek, a lata ciężkiej pracy i wysiłku włożonego w trening. Na ten temat — w odniesieniu do Kristen Faulkner — wypowiedział się także Igor Krymski, trener polskiej kadry sprinterów.

— Byłem świadkiem, że wieczorem oglądamy wyścig ze startu wspólnego kobiet w telewizji, a dzień później o 8 rano rano przychodzę na tor, a one już są na rolkach. Między czasówką a wspólnym dziewczyny jeździły drużynę. To jest mentalność sportowca, to jest mentalność zwycięzców

— powiedział.

W ten sposób Kristen Faulkner napisała piękną olimpijską historię, a patrząc na jej zapał i wytrwałość, w kałamarzu zostało jej jeszcze trochę atramentu, by już za niedługo napisać kolejne.

Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułParyż 2024: Rusza torowe omnium. Na starcie Alan Banaszek i wielu innych szosowców
Następny artykułVuelta a Burgos 2024: Jay Vine wygrywa jazdę na czas
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze