fot. UCI

− Nigdy nie jest się za starym, żeby spróbować czegoś nowego. Jeśli ktoś tak mówi, to popełnia duży błąd − mówiła na konferencji prasowej Kristen Faulkner, która w wieku 25 lat po raz pierwszy w życiu wpięła się w szosowe pedały. Wczoraj Amerykanka dotarła na kolarski Olimp, zwyciężając wyścig ze startu wspólnego na igrzyskach w Paryżu. 

Amerykanka Kristen Faulkner to stosunkowo nowa twarz w kolarskim peletonie. Swój pierwszy zawodowy kontrakt podpisała dopiero w 2020 roku, w wieku 28 lat, z rodzimą drużyną Team TIBCO − SVB, ale od tamtego czasu zdążyła odnieść już wiele znaczących sukcesów. Wygrywała między innymi etapy kobiecego Giro d’Italia czy Vuelta a España.

Znakiem rozpoznawczym Faulkner są długie ataki, ale − jak sama przyznaje − w ostatnim czasie uczyła się również bardziej eksplozywnych akcji w końcówkach wyścigów. Jedna z nich, w hiszpańskiej Vuelcie, zakończyła się nawet zwycięstwem etapowym. Ryzyko nie jest obce Amerykance, która kilka lat spędziła pracując w firmie inwestycyjnej.

− Przed kolarską karierą pracowałam w biznesie, inwestowaliśmy w technologiczne firmy na wczesnym etapie rozwoju. Podejmowaliśmy tam duże ryzyko, dlatego po drodze nauczyłam się, jak je kalkulować. Jeśli ryzyko jest wysokie, ale nagroda również, to być może jest tego warte. Z tym nastawieniem podeszłam do wyścigu. Dla nas kolarek ważna jest również dyscyplina, zarządzanie czasem, wyciąganie wniosków z wyścigu. Każdy dzień mojego życia przygotował mnie do tego wyścigu. Staram się przekładać różne aspekty życia na moją kolarską karierę i myślę, że dziś było to widać. Tutaj ryzyko i nagroda były duże − musiałam być cierpliwa i wiedzieć, kiedy postawić wszystko na jedną kartę

− opisywała Kristen Faulkner po wyścigu ze startu wspólnego.

Olimpijskie zmagania były w jej wykonaniu majstersztykiem, mimo że w niedzielę wcale nie miała startować. Ze względu na specyficzny system kwalifikacji do igrzysk olimpijskich w Stanach Zjednoczonych, miejsce gwarantowało jej tylko zwycięstwo w mistrzostwach kraju w indywidualnej jeździe na czas. Te przegrała jednak o 11 sekund z Taylor Knibb − triathlonistką, która dziś wywalczyła srebrny medal w triathlonowej sztafecie mieszanej, a przed tygodniem zameldowała się w drugiej dziesiątce czasówki, po tym, jak kilkukrotnie przewróciła się na mokrej nawierzchni.

Ze względu na brak doświadczenia w wyścigach ze startu wspólnego, Knibb odstąpiła miejsce Faulkner, jednak druga z Amerykanek wciąż nie wiedziała, czy weźmie udział w wyścigu. Podobnie jak za czasów biznesowej kariery, musiała przeanalizować ryzyko i szansę na medal − w końcu w planach miała jeszcze start w drużynowym wyścigu na dochodzenie na torze.

Bez względu na wynik amerykańskiej drużyny, wczorajszy start pokazał, że Kristen Faulkner po raz kolejny podjęła dobrą decyzję. Przez cały wyścig jechała czujnie, ale jednocześnie oszczędzała siły na końcówkę. Tam zadała rywalkom ostateczny cios. Gdy na kilka kilometrów przed metą dojechała do prowadzącej dwójki wraz z Lotte Kopecky, nie zwlekała z atakiem. Przyspieszyła i zostawiła rywalki z tyłu, zbliżając się do Wieży Eiffla.

W końcówce ani razu nie obejrzała się za siebie, ale jej przewaga była na tyle duża, że i tak nie zobaczyłaby sylwetek swoich rywalek.

Musiałam zadać sobie pytanie, czy jestem w stanie powalczyć o medal na szosie. Jeśli w którymkolwiek momencie odpadłabym z grupy, miałam oszczędzać siły na wyścig drużynowy. Dzisiaj czułam się jednak bardzo mocna, jechałam w czołówce i po pierwszej wspinaczce powiedziałam sobie, że czuję się najlepiej od dłuższego czasu i staram się powalczyć o medal. Liczę teraz na kolejny medal z drużyną, chcę wrócić do domu z dwoma krążkami. Gdy się obudziłam, wiedziałam, że jestem tu tylko po to, by zdobyć medal bądź pomóc w tym Chloe. Nie przyjechałam tu, żeby tylko uczestniczyć w wyścigu

− tłumaczyła Kristen Faulkner.

− Podczas ścigania kieruję się dwiema zasadami − nie ciesz się przed metą i nie patrz się do tyłu, chyba że słyszysz, że ktoś jest na twoim kole. Po przekroczeniu mety wiedziałam, że wygrałam, ale emocjonalnie było to dla mnie surrealistyczne. Przyjechałam tu po medal, ale trochę mnie to przytłoczyło

− dodała Amerykanka, która − ku zdziwieniu kibiców, dziennikarzy i w szczególności fotografów − nie podniosła rąk na mecie.

Kristen Faulkner jest doskonałym przykładem, że nigdy nie jest za późno, by zacząć uczyć się nowych rzeczy. Oczywiście nie każdy zostanie mistrzem czy mistrzynią olimpijską, ale, jak przyznaje świeżo upieczona złota medalistka z Paryża, ważna jest radość z tego, co się robi. Tę niewątpliwie było widać wczoraj na jej twarzy.

− Uwielbiam się uczyć, kocham nowe wyzwania i myślę, że kolarstwo przez te 7 lat pozwoliło mi się stale rozwijać, co bardzo mnie motywuje. Cały czas czuję, że uczę się od koleżanek z zespołu. Mogę robić to, co kocham i przy okazji się uczyć

− powiedziała Kristen Faulkner, która w przeszłości próbowała też pływania, wioślarstwa czy biegania.

Nigdy nie jest się za starym, żeby spróbować czegoś nowego. Jeśli ktoś tak mówi, to popełnia duży błąd 

− zakończyła Amerykanka, która takiego błędu nie popełniła. W jej przypadku ryzyko się opłaciło.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk 

Poprzedni artykułParyż 2024: Søren Wærenskjold nie ukończył wyścigu… przez brak radia?
Następny artykułVuelta a Burgos 2024: Pavel Bittner wygrywa chaotyczny sprinterski pojedynek
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Świętokrzyski Góral
Świętokrzyski Góral

Brawo!!!!
Utarłaś nosa tym wszystkim kopeckim i innym „gwiazdom”!!!!
Brawo Krysia 🙂

Stach
Stach

Taktyczny majstersztyk . Ale bez bardzo dobrej formy taktyka nie dałaby złotego medalu . No i bez szczęścia którego zabrakło naszym dziewczynom i choć osiągnęły najlepszy wynik w historii to pozostał niedosyt.