Debiut na igrzyskach olimpijskich jest dla sportowca wyjątkowym przeżyciem. Taylor Knibb co prawda ma już za sobą start w najważniejszej imprezie czterolecia w Tokio, jednak to w Paryżu po raz pierwszy wzięła udział w kolarstwie szosowym. Amerykanka upadła aż cztery razy, a dodatkowo zaliczyła defekt, przy którym przewrócił się jej mechanik. Dziś wystartowała w triathlonie.
Igrzyska olimpijskie piszą wiele niecodziennych historii. W te ramy z pewnością wpisuje się indywidualna jazda na czas Taylor Knibb, zawodniczki, która do tej pory startowała w dwóch wyścigach rangi Międzynarodowej Unii Kolarskiej − były to mistrzostwa Stanów Zjednoczonych w jeździe na czas. Przed rokiem była czwarta, a w tym sezonie zdobyła koszulkę z białymi gwiazdami, pokonując między innymi kolarki z kobiecego World Tour.
Dzięki tytułowi mistrzyni kraju, Taylor Knibb wywalczyła kwalifikację olimpijską i wystartowała w indywidualnej jeździe na czas. Początkowo jej wynik był imponujący − startując dość wcześnie, objęła prowadzenie na pierwszym pomiarze czasu, wyprzedzając między innymi Martę Lach. Później wszystko jednak się posypało, a Amerykanka upadła aż cztery razy. Dodatkowo zaliczyła defekt, przez co zmuszona była wymienić rower. Podczas podawania zapasowej maszyny, przewrócił się natomiast… jej mechanik. W ostatecznym rozrachunku kolarka z USA zajęła 19. miejsce, docierając na metę z takim samym czasem, jak wspomniana Marta Lach.
Można się spodziewać, że gdyby nie upadki, powalczyłaby nawet o miejsce w czołowej dziesiątce, w której znalazły się same specjalistki od indywidualnej jazdy na czas.
Podczas udzielania wywiadów, owiniętej w ręcznik i bandaże Taylor Knibb uśmiech nie schodził jednak z twarzy. Amerykanka żartowała, że sprawdziła jakość wody przed dzisiejszym triathlonem, w którym również startowała.
− Podzieliłabym tę czasówkę na trzy części − do pierwszego pomiaru, między pomiarami i końcówkę. Pierwsza − znakomita, druga − tam wszystko poszło nie tak, a w trzeciej chciałam już tylko przetrwać. Nic nie widziałam, a dodatkowo mój garmin wypadł mi przy pierwszej kraksie. Nie mam doświadczenia. Podczas mojej kariery triathlonowej nauczyłam się, że… szybko się uczę, więc jestem głodna kolejnych startów i chcę kontynuować jazdę w tej konkurencji
− mówiła grupce reporterów Taylor Knibb.
− Możemy policzyć − najpierw upadłam na rondzie, a potem od razu wpadłam w motocykl, więc to jeden upadek bądź dwa. Potem przewróciłam się dwa razy i jeszcze zmieniłam rower, a wtedy upadł mój mechanik. Przy upadku zepsuł mi się tylny hamulec i bałam się jechać. Na ostatnim zakręcie bardzo uważałam, obsługa w samochodzie zapewne mówiła: „jedziemy przez ten zakręt w zwolnionym tempie”, ale mój trener, jak na ironię, powiedział mi przed moją ostatnią czasówką: „Taylor, nie chcesz wjechać w zakręt zbyt szybko i się przewrócisz i ostatecznie będziesz wolniejsza”. Oczywiście… (śmiech)
− dodała.
Amerykanka wielokrotnie podkreślała swoje szczęście z powodu możliwości współpracy z Chloe Dygert i Kristin Armstrong. Pierwsza z nich to brązowa medalistka wspominanej indywidualnej jazdy na czas, dwukrotna mistrzyni świata w tej konkurencji. Kristin Armstrong również dwukrotnie zdobyła tęczową koszulkę i aż trzy razy zdobywała złoty medal igrzysk olimpijskich. Taylor Knibb już teraz nauczyła się od swoich rodaczek wiele i ma nadzieję, że będzie kontynuowała ten proces i na dłużej pozostanie na szosie.
− Przebywanie z Chloe Dygert i Kristen Armstrong było fantastyczne. Przeszłam przyspieszony kurs jazdy na czas z najlepszymi kolarkami w historii. To niezwykła szansa i mam nadzieję, że będę kontynuowała jazdę na szosie. Chcę się cały czas uczyć, to fajna zabawa. Kolarstwo jest niesamowite
− mówiła Taylor Knibb, która, w przeciwieństwie do Kristiana Blummenfelta, nie zapowiadała, że zamierza wygrać Tour de France. Biorąc pod uwagę jej wydolność i bardzo dobrą jazdę w olimpijskiej czasówki, można spodziewać się, że w przyszłości namiesza w tej konkurencji.
Nie zamierza jednak rezygnować ze zmagań w triathlonie. W Tokio wywalczyła srebrny medal w tej dyscyplinie, startując w sztafecie mieszanej. Dziś w Paryżu wzięła udział w indywidualnych zmaganiach i uplasowała się na 19. pozycji − tak samo, jak w jeździe na czas.
− Przetestowałam dzisiaj jakość wody i nie mogę się doczekać (śmiech). Czekam na przekroczenie linii mety na tym moście jeszcze dwa razy − w zawodach indywidualnych i sztafecie. Mam nadzieję, że będzie to dla mnie wyjątkowy most
− dodała Knibb.
Kontrola jakości wody w trakcie sobotniej czasówki być może wyszła pozytywnie. Kolorowo nie było jednak wczoraj − choć może w Sekwanie właśnie było (?) − gdy kontrolerzy World Triathlon przeprowadzili własne testy, po których zdecydowano się przełożyć rywalizację mężczyzn na środę na 10.30. Kobiety wystartowały zgodnie z planem.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk








