Tadej Pogačar nie potrafi usiedzieć w spokoju i było to bardzo widać pod koniec 17. etapu Tour de France. Senny w wykonaniu czołówki klasyfikacji generalnej odcinek, który faworyci jechali na remis nagle stał się szalenie interesujący, a po wszystkim Słoweniec mocno pochwalił zarówno Remco Evenepoela, jak i Team Visma | Lease a Bike.

Podczas 17. etapu Tour de France peleton odpuścił w sumie aż 52 uciekinierów, spośród których połowa zdołała dojechać do mety przed „peletonem”, a raczej tym co z niego zostało. Długo wydawało się, że faworyci wjadą na metę na remis – w głównej grupie przez wiele kilometrów pracował wyłącznie Nils Politt, a jej strata do ucieczki osiągnęła nawet 9 minut, ale na Col du Noyer (7,5 km; 8,1%) tempo nagle wzrosło, a po chwili Tadej Pogačar wystrzelił do przodu rozrywając grupę faworytów na strzępy.

Nie wiem, dlaczego zaatakowałem, czasami sam siebie nie rozumiem. Koniec końców zyskałem dwie sekundy do Jonasa i jestem z tego zadowolony. Do końca brakuje nam już tak niewiele. To był kolejny bardzo dobry dzień, start bardzo szybki jak na wyścigu juniorów. I tak przez 125 kilometrów. Potem przyszedł czas na rozprostowanie nóg przed ostatnią wspinaczką i chyba dlatego to uczyniłem. Piękny dzień

— opowiadał z szerokim uśmiechem Tadej Pogačar.

Słoweniec został dogoniony na zjazdach, a na SuperDévoluy (3,8 km; 5,9%) odjechał mu Remco Evenepoel. Kolarz UAE Team Emirates z kolei zafiniszował zrywając z koła Jonasa Vingegaarda, który jego zdaniem ma naprawdę mocny zespół i zawdzięcza mu to, że różnice na mecie były ostatecznie niewielkie.

Remco Evenepoel był dziś bardzo dobry, w finale wykonał dobry atak. Team Visma | Lease a Bike również wykonała świetną pracę zespołową. Gdyby Jonas nie wysłał swoich kolegów z drużyny do ucieczki, Remco i ja moglibyśmy wywrzeć na Jonasa jeszcze większą presję. Być może wynik byłby inny, ale poradzili sobie bardzo dobrze minimalizując straty Jonasa

— zakończył lider 111. Tour de France.

Dziś prawdopodobnie Tadej Pogačar nieco odpocznie jadąc spokojnie w peletonie, a już w weekend przed nim ostatnie 3 dni obrony żółtej koszulki. Najpierw czekają na niego 2 alpejskie etapy z takimi podjazdami jak Col de Vars (18,9 km; 5,6%), dach wyścigu Cime de la Bonette (23,1 km; 6,8%) oraz finałowe Isola 2000 (16,1 km; 7,1%) w piątek oraz sobotnie kolejno Col de Braus (10,2 km; 6,3%), Col de Turini (20,8 km; 5,7%), Col de la Colmiane (7,5 km; 6,9%) i meta na Col de la Couillole (15,8 km; 7,3%). W niedzielę na zawodników czeka niemal 34-kilometrowa czasówka z Monako do Nicei, gdzie poznamy zwycięzcę całej Wielkiej Pętli.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułPhilip Roodhooft: „Jeśli Mathieu zauważy dziś okazję to z niej skorzysta”
Następny artykułOstatnia szansa – zapowiedź 18. etapu Tour de France 2024
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Nickt
Nickt

„Nie wiem, dlaczego zaatakowałem, czasami po prostu roznosi mnie od tego koksu”