W tę niedzielę peleton Tour de France osiągnie najdalej wysunięty na północ punkt tegorocznej edycji wyścigu, pokonując nieco mniejszą pętlę po szosach i szutrach na wschód od Troyes. To odcinek, którego obawiało się wielu liderów na klasyfikację generalną, a dziewiątka w numerologii największej z imprez etapowych nieraz okazywała się liczbą chaosu. Dziś, największą przeszkodą na blisko 200-kilometrowej trasie może być jednak sam strach.
Potencjalny zwycięzca Wielkiej Pętli musi być wszechstronny, takie są zasady tej gry. O ile jednak można ścigać się na różnych wysokościach, rowerach i w kaskach o coraz bardziej fantazyjnych kształtach, próby manipulowania przy nawierzchni każdorazowo budzą skrajne emocje. Czy bruki i szuter należą do tego, relatywnie hermetycznego, świata? Nie mieszczą się w najbardziej dosłownie pojmowanej definicji kolarstwa szosowego, ale stanowią element tradycji i pamiątkę po czasach, kiedy gładki asfalt był na bocznych drogach rzadko spotykanym luksusem.
Bruki rzeczywiście są problematyczne, ponieważ wysokiej liczby defektów zupełnie niezależnych od stopnia przygotowania nie sposób na nich uniknąć, a do tego wymagają specyficznych umiejętności. Dziś uczestników Tour de France czekają natomiast niewinnie wypadające na tym tle szutry, które łatwo jest oswoić, przypominając sobie pozbawioną umownych granic i służącą głównie eksploracji jazdę na rowerze z czasów dzieciństwa.
Niedzielny etap rozpocznie się i zakończy w Troyes, historycznej stolicy Szampanii, która może się pochwalić dwoma rywalizującymi ze sobą klubami kolarskimi i całym klanem bardzo utytułowanych szosowców (rodzina Simon). Licząca 199 kilometrów i ponad 2000 metrów przewyższenia trasa stanowi więc pętlę, w pierwszej części odcinka prowadząc między innymi przez malowniczy (choć sztucznie utworzony) Parc naturel régional de la Forêt d’Orient.
To, co interesuje dziś wszystkich najbardziej, a więc szutry, mają wymiar 14 sektorów o łącznej długości 32,2 kilometra. Numerowane są w sposób charakterystyczny dla wyścigów jednodniowych, a zatem jako pierwsza pokonana zostanie “czternastka” (49,9 km od startu), a “jedynka” jako ostatnia (189,4 km).

Pomijając otwarcie, szutrowe odcinki są równomiernie rozłożone na całej trasie, ale te najbardziej wymagające przypadają na jej środkową część. Dystans i nachylenie najlepiej łączą sektory 13. (Baroville), 11. (Polisy–Celles-sur-Ource), 10. (Loches-sur-Ource–Chacenay) i 8. (Thieffrain–Magnant). Pozostałe wydają się zbyt krótkie i nieurozmaicone pod kątem rzeźby terenu, by poza zdarzeniami czysto losowymi móc zrobić różnicę, a pokonywanie nieutwardzonych sekcji trasy dodatkowo ułatwi nagromadzona w poprzednich dniach wilgoć.
Ostatni sektor kończy się 6,5 kilometra od mety w Troyes. Końcówka etapu jest płaska.
Oto, co na temat 9. etapu 111. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 9, 7 lipca: Troyes > Troyes (199 km | 2033 m)
Jeśli niedziela nie może być górska, to powinna być chociaż szutrowa? Czy raczej gravelowa, pardon my French. Tego dnia peleton 111. edycji Tour de France dotrze najdalej na północ, a więc w okolice (niegdyś) szampańskiego Troyes, a głównym punktem programu będzie właśnie 14 szutrowych sektorów (łącznie 32 km) rozmieszczonych na liczącej 199 kilometrów i 2033 metry przewyższenia trasie. Pierwsza część dystansu jest bardziej pagórkowata, w drugiej zagęszczenie nieutwardzonych odcinków rośnie, a sweet spot, w którym spotykają się wymagające nachylenie i nawierzchnia, znajduje się gdzieś w okolicy półmetka.
Trzymając się podstawowych schematów, powinien to być dzień dla ucieczki pełnej Alberto Bettiolów, chyba że Pogacar zbyt wiele razy usłyszał “now f— him” od Grishy Niermanna podczas seansu netfliksowego serialu.



Pogoda
Temperatura do 22 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, bez deszczu, wiatr z kierunku SW do 16 km/h. Sektory szutru powinny być wilgotne po opadach w poprzednich dniach, co ułatwi ich pokonywanie.
Faworyci
Choć aura nie powinna dziś utrudniać życia czwórce liderów walczących o tytuł w tegorocznym Tour de France, ich drużyny na pewno będą dziś nerwowe, a tego rodzaju atmosfera szybko udzieli się sporej części peletonu. Najniebezpieczniej będzie nie tyle na szutrowych sektorach, co podczas walki o pozycje przed każdym z nich, i właśnie w takich miejscach może dochodzić do kraks.
W związku z tym, w interesie większości czołowych kolarzy klasyfikacji generalnej będzie wypuszczenie mocnej ucieczki z na tyle dużą przewagą, by pogoń w końcówce stała się mało realną perspektywą. Listę potencjalnych harcowników w tę niedzielę otwiera Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck), który być może przebudzi się po kontakcie z bardziej interesującą nawierzchnią. Zainteresowani powinni być również Alberto Bettiol (EF Education-EasyPost), Toms Skujiņš, Jasper Stuyven (Lidl-Trek), Paul Lapeira (Decathlon AG2R La Mondiale), Matej Mohorič (Bahrain-Victorious), Stefan Küng, Valentin Madouas (Groupama-FDJ), Maxim Van Gils (Lotto Soudal), Krists Neilands (Israel-Premier Tech), Oier Lazkano (Movistar), Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility) czy Anthony Turgis (TotalEnergies).
Przy wielu wybitnych specjalistach od rywalizacji na tego rodzaju nawierzchni stoi znak zapytania, związany z ich obowiązkami wobec liderów. Pozwolenie na próbę odjazdu może dostać Michał Kwiatkowski lub Tom Pidcock, ale w ekipie INEOS Grenadiers pierwszym wyborem musi być Brytyjczyk. Wout van Aert (Visma | Lease a Bike) na tego typu odcinkach nie dostawał wolnej ręki nawet w formie, która pozwalała mu z łatwością wygrywać, więc dziś raczej też się tak nie stanie. Podobny los najpewniej spotka ścigających się w tych samych barwach Tiesja Bonoota i Christophe’a Laporte’a. Sprawa wydaje się bardziej otwarta w przypadku Nilsa Politta (UAE Team Emirates) – jeśli Tadej Pogačar uzna, że ten etap nie jest dla niego wystarczająco selektywny, może zrezygnować z opieki wysokiego Niemca. Jego rower i tak na nic by mu się nie przydał.
Scenariusz na niedzielę uzależniony będzie głównie od tego, jak na ten odcinek zapatruje się drużyna UAE Team Emirates i jej słoweński lider. Na papierze szutrowe odcinki, szczególnie te w decydującej fazie rywalizacji, nie wydają się wystarczająco trudne, by móc za ich sprawą zdystansować głównych rywali. Z Pogačarem nic nie wiadomo jednak na pewno, a kluczowe decyzje mogą zostać podjęte dopiero w oparciu o wydarzenia na trasie. Jeśli w końcówce dojdzie do ataków z peletonu, aktualny lider Tour de France może być nimi zainteresowany, nawet jeśli skazany będzie na porażkę w sprincie z szybszymi od siebie zawodnikami.
Jeśli ucieczka dnia zawiedzie lub ponownie, wbrew powszechnym oczekiwaniom, nikt poza Jonasem Abrahamsenem nie okaże wystarczającego entuzjazmu, możemy zobaczyć finisz ze zredukowanego peletonu. Na podstawie rozegranych już etapów, faworytami takiego rozstrzygnięcia będą Arnaud De Lie (Lotto Dstny), Biniam Girmay (Intermarche-Wanty), Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck), Marijn van der Berg (EF Education-EastPost) czy wymieniony już wcześniej Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck).
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji pobocznych
- Najnowsze artykuły

Pogoda







Ten tekst powinien być zamieszczony TUŻ po wczorajszym etapie! Tak trudno to ogarnąć?????
Nie wiem czy autorka jechała kiedyś po mokrym szutrze, ale zapewniam, że taka nawierzchnia, zwłaszcza na szosowej oponie, wcale nie ułatwia pokonywania trasy, a wręcz przeciwnie. Suchy ubity szuter jest znacznie korzystniejszy. To nie piach, który wilgotny i zbity umożliwia dość swobodną jazdę na grubszym kapciu.
Jak widać w transmisji okropnie mokro jest na tych szutrach. Kurz idzie taki, że niewiele widać.
Do komentarzy: dodatkowo dorzucę:
„Jeśli niedziela nie może być górska, to powinna być chociaż szutrowa? Czy raczej gravelowa, pardon my French”
Gravel tłumaczone jest jako żwir, a nie szuter. To co innego.