Giro d'Italia 2024 / RCS Sport

Wczorajszy etap włoskiego wielkiego touru udowodnił, że nie ma Giro bez zawirowań pogodowych i Mauro Vegniego wcielającego się w rolę małomiasteczkowego szefa grupy przestępczej. Ponad wszelką wątpliwość dowiódł też jednak, że wyścig ma swojego wielkiego bohatera, a do ostatecznego namaszczenia go ekstremalne warunki atmosferyczne nie są konieczne. Dziś na trasie Dolomity, przelotne burze i podjazd, za sprawą którego różową koszulkę do Luksemburga zabrał Anioł Gór.

Dyskusjom wokół przebiegu wtorkowego odcinka towarzyszyły zdjęcia przejazdu peletonu przez Gavię w 1988 roku. Tamta śnieżyca, obok niechęci zawodników wobec organizatorów Giro d’Italia, zrodziła również pomysł pokonywania w zastępstwie położonego nieopodal Passo del Mortirolo, chociaż znaleźli się również tacy, których zdaniem zrobienie czegoś bardzo głupiego raz powinno legitymizować takie rozwiązanie.

Co ciekawe, wątek heroicznych dokonań na rowerze podkręcanych przez niekorzystną aurę będzie kontynuowany również w środę, ponieważ w finale 17. etapu włoski wielki tour powróci po 68 latach na Passo Brocon. Tamtego dnia 1956 roku, Charly Gaul stanął na starcie etapu w Merano ze stratą 17 minut, by po wielu godzinach jazdy w śnieżnej zamieci założyć maglia rosa na Monte Bondone, i już jej nie oddać. Już wtedy był Aniołem Gór, choć taki przydomek oficjalnie nadano Luksemburczykowi dopiero dwa lata później.

Czy historia Gaula może przynieść otuchę kolarzom, którzy na początku trzeciego tygodnia rywalizacji tak mocno odstają od lidera wyścigu? A może jest dowodem, jak bardzo zmieniło się kolarstwo szosowe i podejście do pracy, jaką jest profesjonalne uprawianie sportu?

Przechodząc do kwestii mniej dyskusyjnych, dziś przed uczestnikami Giro d’Italia trasa licząca 159 kilometrów i 4087 metrów przewyższenia, co oznacza dzień pełen intensywnej rywalizacji w górach, bez zbędnych przestojów. Wspinaczka rozpocznie się od startu w Val Gardena, z której peleton wyjedzie przez Passo Sella (5,5%, śr. 6,8%). Podjazd ten dość niespodziewanie stał się Cima Coppi tegorocznej edycji włoskiego wielkiego touru, co da ucieczce dnia dodatkowego kopa, choć ta tak czy inaczej najprawdopodobniej uformowałaby się na jego zboczach.

Zjazd z Selli w dół Val di Fassa oznacza, że uczestnicy wyścigu bezboleśnie miną przełęcze Pordoi i Fedaia, a na trasie nie zabraknie dobrze kojarzącego się polskim kibicom sportów zimowych Predazzo. Środkowa część etapu prowadzi przez długi, ale niespecjalnie wymagający Passo Rolle (19,8 km, śr. 4,8%) oraz Passo Gobbera (5,7 km, śr. 6,0%).

W finale środowego odcinka kolarze dwukrotnie zmierzą się z zapomnianym Passo Brocon, który pokonany zostanie w dwóch różnych wariantach. Północna strona jest łatwiejsza (13,3 km, śr. 6,5%), a zjazd do doliny szeroką, główną drogą może okazać się wybawieniem w przypadku mokrej nawierzchni. Drugie podejście ujawni bardziej selektywną stronę przełęczy (11,9 km, śr. 6,5%), a odcinek rozpoczynający się tuż za półmetkiem powinien przyczynić się do decydujących podziałów w grupach uciekinierów i liderów na klasyfikację generalną wyścigu.

Oto, co na temat 17. etapu 107. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 17, 22 maja: Selva di Val Gardena > Passo Brocon (159 km | 4087 m)

Aby tradycji stało się zadość, swój “królewski” etap Giro muszą mieć także Dolomity, chociaż jego przebieg wpisuje się w ogólną charakterystykę tegorocznej edycji imprezy: ikoniczne podjazdy są jedynie ozdobą, podczas gdy kluczowe role przypadają mniej znanym wzniesieniom.

W ramach środowego odcinka z Selva di Val Gardena na Passo Brocon, uczestnicy wyścigu pokonają 159 kilometrów i 4087 metrów przewyższenia, w pierwszej części rywalizacji wspinając się na relatywnie łatwe Passo Sella (8,9 km, śr. 7,4%) i Passo Rolle (19,8 km, śr. 4,8%).

Finał na Passo Brocon zapowiada się już ciekawiej – tym bardziej, że kiedy ostatni raz peleton Giro d’Italia gościł w tych stronach, triumfował niezapomniany Charly Gaul. Podjazd pokonany zostanie w dwóch wariantach: najpierw od wschodu (13,3 km, śr. 6,5%), a następnie od południowego zachodu (11,8 km, śr. 6,6%).

Pogoda

Temperatura od ok. 10 stopni Celsjusza w okolicach startu do 16 stopni w dolinach, przelotne opady deszczu i burze prognozowane na całe popołudnie.

Faworyci

W głowach ekipy UAE Team Emirates najprawdopodobniej to dzisiejszy odcinek miał być okazją do sięgnięcia po kolejny piękny triumf, a wtorkowy paść łupem odjazdu dnia. Mówi się, że w kolarstwie nie ma prezentów, choć trudno nazwać wczorajszą pracę Movistaru inaczej niż podarunkiem dla niezagrożonego lidera Giro d’Italia, który bez większego entuzjazmu sięgnął po nisko wiszący owoc. Giulio Pellizzari zapewne wolałby etap w swoim domowym wielkim tourze niż zestaw gadżetów od sympatycznego Słoweńca, ale po upływie wielu lat nabiorą one mocy bardziej namacalnej pamiątki, a sukcesy jeszcze przyjdą. Być może już dzisiaj?

Wiele wskazuje na środowy sukces ucieczki dnia, a 20-letni Włoch z VF Group-Bardiani CSF-Faizanè niemal na pewno spróbuje się w niej znaleźć, ale on sam jeszcze nie wie, kiedy młody organizm powie dość. Póki walka o rolę strażnika maglia azzurra trwa, w akcji powinniśmy zobaczyć Simona Geschke (Cofidis) i Christiana Scaroniego (Astana Qazaqstan) – tym bardziej, że odcinek otwiera wspinaczka na podwójnie premiowaną Cima Coppi. Wiele znaków wskazuje też, że po etap w tegorocznym Giro prędzej czy później sięgnie Nairo Quintana (Movistar), i choć zwycięstwo Kolumbijczyka na Monte Grappa byłby lepszą historią, ta ostatecznie pisze się sama.

O etapowy triumf z ucieczki powinni też dziś walczyć Michael Storer (Tudor Pro Cycling), Georg Steinhauser (EF Education-EasyPost), Valentin Paret-Peintre (Decathlon AG2R La Mondiale), Attila Valter (Visma | Lease a Bike), Damiano Caruso (Bahrain-Victorious), Jan Hirt (Soudal-Quick Step), Nicola Conci (Alpecin-Deceuninck), Juan Pedro Lopez (Lidl-Trek), Ewen Costiou (Arkea-B&B Hotels), Pelayo Sanchez (Movistar), Domenico Pozzovivo (VF Group-Bardiani CSF-Faizanè), Davide Piganzoli (Polti Kometa) czy Alessandro De Marchi (Jayco AlUla).

Jeśli ekipa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zechce sięgnąć po ten etap, nikt ich nie powstrzyma, ale przypilnowanie ucieczki będzie dziś trudne i energochłonne ze względu na rozpoczynający się od samego startu podjazd pod Passo Sella. Daniel Martinez (BORA-hansgrohe) znajduje się aktualnie w natarciu, ale w kontekście różnic czasowych w klasyfikacji generalnej wisi w próżni, która nie uzasadnia kontrolowania wydarzeń na trasie przez jego drużynę.

Gorszy dzień Gerainta Thomasa (INEOS Grenadiers) może przerodzić się w stopniowy spadek formy, a wówczas konieczna będzie roszada i przedefiniowanie roli Thymana Arensmana. Na zmiany aktualnego układu sił za plecami Tadeja Pogacara zareagować powinny też ekipy Decathlon AG2R La Mondiale z Benem O’Connorem, choć Australijczyk nie wyglądał w ostatnich dniach najlepiej, i walczący z Holendrem o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca Antonio Tiberi (Bahrain-Victorious).

Poprzedni artykułGiro d’Italia 2024: 3. tydzień w rozsypce? Trasy 18. i 20. etapu zagrożone
Następny artykułSzlakami Jury 2024 za nami
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek
Jacek

Rafaaaaał!
Niepokoją mniej jednak dwie rzeczy: Pani Ola nic o nim nie wspomniała (chyba że nie chciała zapeszać – ja nie jestem przesądny 🙂 ), a zna się na rzeczy jak mało kto, no i zimno, za którym (jeśli dobrze pamiętam) Zgred nie przepada. Jednak, jak to piszą prawnicy: podsumowując wnoszę jak na wstępie.

Alek
Alek

Skoro Predazzo, to może właśnie Rafał i nie anioł gór, lecz Polski Archanioł który sfrunął w Predazzo w 2003 :)? Może i sfrunie w 2024…