fot. Giro d'Italia

Z czym Amerykanom kojarzy się Europa? Champs-Élysées i wille nad Como muszą zajmować wysokie miejsca, ale jeśli kierować się przebiegiem akcji filmów sensacyjnych, zdecydowanie wygrywają pędzące przez Alpy pociągi parowe. Uczestnicy Giro d’Italia będą zmuszeni polegać na mocy własnych nóg, kiedy w niedzielę staną na starcie najdłuższego etapu imprezy, prowadzącego znad Gardy do Livigno.

222 kilometry i 5724 metry przewyższenia to we włoskim słowniczku kolarskim tappone, i to niezależnie od tego, jak i gdzie taka trasa zostanie wyrysowana. W przypadku tej dzisiejszej, która prawdopodobnie nieprzypadkowo przypada na ostatni dzień drugiego tygodnia rywalizacji, dość konsekwentnie zmierza ona na północ, przy okazji pnąc się przez coraz wyższe góry. Obok predyspozycji do rywalizowania w tego rodzaju terenie, rolę będą zatem odgrywać zdolność regeneracji i brak wrażliwości na potencjalne zmiany warunków atmosferycznych.

Do 15. etapu Giro d’Italia kolarze wystartują z miejscowości Manerba del Garda, położonej na południowo-wschodnim brzegu jeziora i oddalonej od mety sobotniej jazdy indywidualnej na czas o niecałe 15 kilometrów. Na wspomnianym dystansie ponad 220 kilometrów droga wspina się nawet wtedy, kiedy wydaje się płaska, ale do pierwszych “prawdziwych” podjazdów peleton dotrze po pokonaniu 30 kilometrów. Położone w grzbiecie oddzielającym jeziora Garda i Iseo (jezioro z dużą wyspą, widoczne podczas lądowania w Bergamo), podjazdy pod Lodrino (7,6 km, śr. 4,4%) i Colle di San Zeno (13,7 km, śr. 6,7%) wpływ na losy odcinka będą miały o tyle, że to prawdopodobnie tam uformuje się mający spore szanse na sukces odjazd dnia. Na ten drugi z obu stron prowadzi wąska i kręta droga, ale pomnik na cześć Marco Pantaniego pozwala odnaleźć właściwy punkt na mapie.

Środkowa część niedzielnego odcinka to mozolna wspinaczka przez rozłożystą, zieloną i cichą Val Camonica, której górną część zawsze polecam jako alternatywę dla silnie uprzemysłowionej Valtelliny. Doprowadzi ona peleton włoskiego wielkiego touru do podnóża Passo del Mortirolo (12,6 km, śr. 7,6%), jednej z niewielu prawdziwie ikonicznych przełęczy tej edycji wyścigu, która w tym wariancie pokonana zostanie od łatwiejszej strony. Obiektywnie łatwym podjazdem ciągle oczywiście nie będzie, a wzmożonej uwagi wymaga również zjazd w kierunku Grosio – szczególnie jeśli sprawdzą się prognozy przewidujące popołudniowe opady.

W ostatniej części etapu uczestnicy Giro przemkną obok Bormio, mogąc z oddali spojrzeć na niedostępny Passo dello Stelvio, ale ich ostatecznym celem będą dziś wzniesienia wokół Livigno. W kombinacji Passo di Foscagno (14,6 km, śr. 6,5%) z Mottolino (4,7 km, śr. 7,3%) pierwszy jest szeroki i regularny, w stylu odcinków dojazdowych do alpejskich kurortów, podczas gdy drugi bardzo mocno dokręca śrubę na ostatnich kilometrach, tuż po minięciu Passo di Eira. To jedna ze sporadycznie używanych dróg pozornie prowadzących donikąd, póki krajobraz ponownie nie zmieni się na zimowy.

To nie są tereny typowe dla włoskiego wielkiego touru, głównie ze względu na wielość lepiej ogranych opcji dookoła, ale na tych stokach rozgrywane będą niektóre konkurencje Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano-Cortina 2026. Kiedyś, jako element analogicznej machiny promocyjnej, “wynaleziony” został podjazd pod Colle delle Finestre i został w kolarstwie już na zawsze, więc nazwy dzisiejszych finałowych wzniesień również warto na wszelki wypadek zapamiętać.

Oto, co na temat 15. etapu 107. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 15, 19 maja: Manerba del Garda > Livigno/ Mottolino (222 km | 5724 m)

Środkową fazę rywalizacji w 107. edycji Giro d’Italia zamknie odcinek, któremu charakterem zdecydowanie bliżej do tapponi typowych dla ostatniego tygodnia włoskiego wielkiego touru. Niedzielny etap znad Gardy do Livigno będzie najdłuższym i zawierającym najwięcej wspinaczki w całym wyścigu, licząc 222 kilometry i potężne 5724 metry przewyższenia.

Po rozgrzewce w niższych partiach gór oddzielających Gardę od Iseo, właściwą część rywalizacji wyznaczy Passo del Mortirolo (12,6 km, śr. 7,6%). Podjazd ten, choć ikoniczny, został włączony do trasy tego odcinka niejako w zastępstwie, a pokonywanie go od łatwiejszej strony (Monno) implikuje dwie rzeczy: możliwość dłuższego sycenia się najpiękniejszą częścią cichej Val Camonica oraz znacznie trudniejszy zjazd, szczególnie w niepogodę.

Wybór Passo di Foscagno (14,6 km, śr. 6,5%) i Mottolino (4,7 km, śr. 7,3%) na finał tak znaczącego etapu może dziwić, ale to już część machiny promocyjnej związanej z Zimowymi Igrzyskami Milano-Cortina 2026.

Pogoda

Ciepło i słonecznie podczas startu nad Gardą, ale temperatura będzie spadać wraz z przemieszczaniem się peletonu na północ, kształtując się na poziomie 10-15 stopni Celsjusza w dolinach i 7-10 stopni na przełęczach. Po południu możliwe przelotne opady deszczu i burze.

Faworyci

Odcinki jazdy indywidualnej na czas nazywa się etapami prawdy, ale ten dzisiejszy również do nich należy. W medialnych wypowiedziach obawy z nim związane wyrażał sam Tadej Pogačar (UAE Team Emirates), jednak wiadomo również, że tereny wokół Livigno są doskonale znane drużynie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kto dziś zaatakuje, a kto znajdzie się w defensywie?

Nie ulega wątpliwości, że Słoweniec jest najsilniejszym kolarzem celującym w klasyfikację generalną tegorocznego Giro d’Italia, ale dzisiejszy odcinek powinien odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo on sam czuje się mocny. Przed dniem przerwy Pogačar może sobie pozwolić na dowolne dysponowanie zasobami energetycznymi swoich pomocników, dlatego jeśli UAE Team Emirates zdecyduje się kontrolować ucieczkę i walczyć o etap, plotki o osłabieniu ich lidera będzie można ostatecznie włożyć między bajki. Jednocześnie defensywna jazda wcale nie musi ich potwierdzać, ponieważ 25-letni Słoweniec miewał w przeszłości momenty kryzysu na długich odcinkach prowadzących przez najwyższe góry i te doświadczenia mogą uzasadnić ewentualną ostrożność. Sama końcówka jest dla niego idealna.

Tego rodzaju etapy lubi też kontrolować INEOS, a Geraint Thomas otwarcie krytykował drużyny walczące już wyłącznie o miejsca na niższych stopniach podium. Mam jednak wątpliwości, czy brytyjska ekipa rzeczywiście może mieć taki plan zważywszy, że niemal wszyscy zdolni do mocnej jazdy w górach pomocnicy poszli wczoraj w trupa. Lepsza dyspozycja Thymena Arensmana otwiera dodatkowe możliwości taktyczne, ale tylko pod warunkiem, że Bahrain-Victorious zaufa Antonio Tiberiemu na tyle, by pozostawić UAE Team Emirates ewentualną pogoń.

Wiele uwagi poświęca się Danielowi Martinezowi (Bora-hansgrohe), który jako Kolumbijczyk powinien czuć się świetnie na takich wysokościach, ale w przeszłości niemal zawsze zdarzały mu się w wielkich tourach poważne kryzysy.

Jeśli w gronie najmocniejszych liderów szukać mniej oczywistego etapowego zwycięzcy, świetnie wygląda Ben O’Connor (Decathlon AG2R La Mondiale), a morale jego drużyny jest wyższe niż Stelvio.

Ucieczka dnia ma potencjał, ale jest problematyczna, ponieważ Giro d’Italia wchodzi w decydującą fazę, podczas której zawodnikom pukającym do najlepszej dziesiątki nie można już “za darmo” oddawać czasu. Teoretycznie odpadają więc dotychczas mocni Einer Rubio (Movistar), Michael Storer (Tudor Pro Cycling) czy Jan Hirt (Soudal-Quick Step).

Ponownie zaatakować może Valentin Paret-Peintre (Decathlon AG2R La Mondiale), samodzielnie lub z bratem Aurelienem, podobnie jak Romain Bardet (dsm-firmenich PostNL), Simone Velasco (Astana Qazaqstan), Nairo Quintana (Movistar), Andrea Piccolo, Georg Steinhauser (EF Education-EasyPost), Simon Geschke (Cofidis), Nick Schultz, Marco Frigo (Israel-Premier Tech), Damiano Caruso (Bahrain-Victorious) czy Attila Valter (Visma | Lease a Bike).

A gdyby tak mały prezent dla Rafała Majki (UAE Team Emirates)?

Poprzedni artykułTrophée Centre Morbihan 2024: Patryk Goszczurny wygrywa pierwszy etap!
Następny artykułTrophée Centre Morbihan 2024: Patryk Goszczurny piąty przed ostatnim etapem
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Lance
Lance

Dlaczego nie dodajesz o której godzinie wystartują zawodnicy i przewidywany czas zakończenia? Jakieś informacje odnośnie transmisji też by się przydały.

Wojtas
Wojtas

Hej błędny tytuł 🙂

Jacek
Jacek

Ufff, jest Pani Ola, bo już się martwiłem… I, jak zwykle, czyta się z zaciekawieniem, i z tym niepowtarzalnym smaczkiem. Dziękuję Pani 🤗