fot. Giro d'Italia / RCS Sport

Po dniu przerwy włoski wielki tour osiąga swój punkt zwrotny, rozpoczynając podróż powrotną w kierunku bardziej kolarskiej północy. Na krótkiej trasie wtorkowego etapu nie zabraknie miejsc prawdziwie i domniemanie niefortunnych zdarzeń, a finał w starym Cusano Mutri – gdzie kiedyś ukrywali się rebelianci – powinien przypaść do gustu harcownikom. Tylko czy wyspani i najedzeni kolarze ekipy UAE Team Emirates zamierzają choć na chwilę zwolnić tempo?

Peleton Giro d’Italia wyruszy dziś z Pompejów, jednego z najbardziej znanych miejsc historycznych katastrof, które i dziś powinno być lekcją. Wbrew wyobrażeniom z dzieciństwa, w mgnieniu oka rozegrał się tam dopiero ostatni akt dramatu, a prowadzące do niego ostrzeżenia i znaki zostały zignorowane przez tych, którzy dysponowali największą wiedzą i władzą.

Być może w ten wtorek Wezuwiusz będzie świadkiem skuteczniejszej ucieczki, ponieważ licząca zaledwie 142 kilometry trasa nie pozwala tracić czasu. Pierwsza lotna premia w Arpai zlokalizowana została tuż po nieklasyfikowanym podjeździe (5,6 km, śr. 3,4%), ale prowadzący do niej 52-kilometrowy odcinek jest niemal w całości płaski, co trochę komplikuje sprawę. Najlepsi górale spoza ścisłej czołówki klasyfikacji generalnej mogą potrzebować dodatkowych pomocników by odskoczyć, co sugeruje bardzo liczny odjazd, albo jego skład będzie mniej predestynowany do utrzymania przewagi po wjeździe w góry. Jeśli walka o udział w ucieczce będzie się nadmiernie przedłużać, wmieszać mogą się także ekipy sprinterskie, licząc na rozegranie między sobą finiszu o największe punkty na pierwszej premii.

W okolicy półmetka uczestnicy wyścigu znajdą się w położonym na zachód od Benewentu (to te domniemane katastrofy) Parco Regionale del Taburno, co oznacza wjazd w bardziej pagórkowaty teren, ale też szosy o wątpliwej jakości nawierzchni. Dotyczyć to będzie przede wszystkim podjazdu pod Camposuaro (6,1 km, śr. 7,8%) i trudnego technicznie zjazdu.

Końcówka wtorkowego etapu to już region Matese i bardzo malownicza miejscowość Cusano Mutri, którego historia sięga czasów samnickich. Choć finałowy podjazd nazywa się Bocca della Selva (18,0 km, śr. 5,6%), kolarze długo wspinać się będą w dość odsłoniętym terenie, a profil nieco przeszacowuje realną skalę trudności. To długie wzniesienie z wieloma odcinkami, gdzie można zaczerpnąć tchu, przy czym największe wyzwanie rozpoczyna się 4 kilometry od mety i może zaskoczyć tych, którzy wolno wchodzą na najwyższe obroty po dniu przerwy.

Oto, co na temat 10. etapu 107. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 10, 14 maja: Pompeje > Cusano Mutri/ Bocca della Selva (142 km | 3029 m)

Po dniu przerwy peleton Giro wyruszy z Pompejów, które wyznaczają najdalej wysunięty na południe punkt na mapie tegorocznego wyścigu, i wróci w Apeniny. Łagodna natura pokonywanych na 142-kilometrowej trasie podjazdów może wskazywać na uciekinierów, chociaż płaskie 50 kilometrów otwierające ten etap utrudni wyłonienie odpowiedniej grupy. Odcinek zamknie wspinaczka na Bocca della Selva (18,0 km, śr. 5,6%).

Pogoda

Nawet aura sprzyja Pogačarowi w tym Giro d’Italia? A może tylko szykuje podwójnie dramatyczny zwrot akcji w finałowym tygodniu? Dopiero się przekonamy, ale póki co pogodowa sielanka trwa, a kolarzom przyjdzie dziś rywalizować w pełnym słońcu* i przyjemnej temperaturze do 23 stopni Celsjusza.

* prognoza dla regionu Matese zakłada przelotne opady deszczu wczesnym popołudniem, z prawdopodobieństwem poniżej 25%.

Faworyci

Ucieczka czy Tadej Pogačar (UAE Team Emirates)? Chyba trudno inaczej sformułować pytanie dotyczące możliwych ścieżek rozwoju akcji na wtorkowym etapie Giro d’Italia.

Morale w drużynie UAE Team Emirates ewidentnie jest bardzo wysokie i na pewno nie spadło po dniu wolnym od pracy. Etap odpowiada ich liderowi idealnie, przyznał to sam Słoweniec, a trasa licząca zaledwie 142 kilometry oznacza relatywnie krótką pracę, nawet jeśli będzie ona intensywna. Nie bez znaczenia jest również fakt, że czasu na regenerację w kolejnych dniach będzie sporo. To wszystko przemawia za triumfem aktualnego lidera włoskiego wielkiego touru na Bocca della Selva.

Jeśli doszukiwać się problemów, ponownie mogą one przyjść już na etapie formowania się ucieczki dnia, choć dotąd ekipa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich radziła sobie nieźle z kontrolowaniem tej fazy rywalizacji. Tym razem najprawdopodobniej rozegra się to w płaskim terenie, co nie jest dla tego konkretnego składu optymalne, a zaangażowane w odjazd powinno być jeszcze więcej drużyn – nawet ścisła czołówka klasyfikacji generalnej może sobie pozwolić na wysłanie w górę szosy mocnych pomocników. Rozumiem też argument, że Słoweniec nie może atakować bez przerwy, ale pamiętać trzeba, że jego domeną są właśnie średnie góry, a nie najwyższe alpejskie przełęcze.

Przechodząc już do zawodników potencjalnie zainteresowanych walką o etap z ucieczki, należą do nich Valentin Paret-Peintre, Alex Baudin (Decathlon AG2R La Mondiale), Romain Bardet (dsm-firmenich PostNL), Georg Steinhauser, Andrea Piccolo (EF Education-EasyPost), Einer Rubio (Movistar), Attila Valter (Visma | Lease a Bike), Michael Storer (Tudor Pro Cycling), Alessandro De Marchi (Jayco AlUla), Alessandro Verre (Arkea-B&B Hotels), Nick Schultz, Marco Frigo (Israel-Premier Tech), Jan Hirt (Soudal-Quick Step) i Damiano Caruso (Bahrain-Victorious).

Poprzedni artykułGiro d’Italia 2024: 3 sprinterów opuszcza wyścig po dniu przerwy
Następny artykułTadej Pogačar: „Dzięki przewadze mogę jeździć bardziej defensywnie”
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze