Po solowym długim ataku niesamowity Holender wygrał drugi rok z rzędu „Piekło Północy”. Zrobił to w swoim stylu i na dodatek w najszybszej edycji w historii.
Pięć wyścigów w tym sezonie i trzy zwycięstwa. Do E3 Saxo Classic i Ronde van Vlaanderen Mathieu van der Poel „dołożył” dzisiaj Paryż – Roubaix. Był faworytem i nie zawiódł siebie, ekipy i swoich kibiców.
Zaatakował już 59 kilometrów przed metą na trzynastej sekcji bruku (Orchies) i po chwili odjechał rywalom. Sukcesywnie powiększał swoją przewagę, która na mecie wyniosła równo trzy minuty.
– W to co się dzisiaj wydarzyło naprawdę trudno uwierzyć. Wygrałem Paryż- Roubaix ze swoją drużyną, która była jeszcze lepsza niż w ubiegłym roku. Jestem bardzo dumny z chłopaków, a dla mnie było to najlepszy dzień w tegorocznej kampanii klasyków
– mówił tuż po zwycięstwie MvdP.
Kolarz Alpecin – Deceuninck opowiedział o ostatecznym rozstrzygnięciu:
– Tak naprawdę nie planowałem ataku tak wcześnie. Chciałem po prostu, aby wyścig był trudny, bo to jest zazwyczaj moją przewagą. Nie było dobrej współpracy, grupa była zbyt duża, więc postanowiłem wziąć wszystko w swoje ręce. Jak wypracowałem sobie przewagę, to byłem już pewny triumfu. Moja dyspozycja dziś była świetna, a wiatr sprzyjał takiej akcji.
Mistrz świata nie ukrywa, że triumf rok po roku smakuje inaczej:
– To nie jest normalne, że taki wyścig wygrywa się dwukrotnie. Byłem bardzo zmotywowany, aby dokonać tego w koszulce mistrza świata. Jednak przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. Miałem sporą przewagę, więc mogłem się z tego cieszyć bardzo długo.
Mathieu van der Poel mówi także o swoim koledze z zespołu oraz kolejnych wyścigach:
– Jasper Philipsen po raz kolejny świetnie pojechał i wierzę, że może wygrać ten wyścig. Może już w przyszłym roku pojedziemy na niego? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to przede mną Liège-Bastogne-Liège. Chcę tam dać z siebie wszystko. Jak zawsze.







Najlepszy kolarz ever.