fot. Szymon Gruchalski/Tour de Pologne

Michał Kwiatkowski zajął dziś 3. miejsce na być może najtrudniejszym etapie na trasie tegorocznego Tour de Pologne. Świetnym występem w Karpaczu zasygnalizował, że będzie liczącym się graczem w walce o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.

Pomimo naprawdę dobrego wyniku, Polak nie jest z siebie w stu procentach zadowolony – fajnie byłoby wygrać etap albo chociaż przyjechać z takim czasem, jak prowadząca dwójka – mówił dziennikarzom w mixed-zonie. To się nie udało – w końcówce stracił 4 sekundy do duetu Mohoric-Almeida i po dodaniu bonifikat traci do prowadzącego w „generalce” Słoweńca 10 sekund. Sam dostrzega jednak błędy, które mogły go kosztować jeszcze lepszy wynik.

Najlepiej czułem się na te 3 kilometry przed metą na tej krótkiej, 1,5-kilometrowej ściance, natomiast w samej końcówce naprawdę było kilka skoków. Ja byłem trochę za bardzo z przodu, więc musiałem na nie reagować, co kosztowało mnie sporo sił. Orlinek zazwyczaj wygrywa się na 200-300 m przed metą, więc przyspieszenia na 500 metrów i trochę wcześniej, nie ułatwiają walki o zwycięstwo. A musiałem to robić, bo byłem wysoko ustawiony, więc jakbym ja nie pociągnął, to mógłby nam odjechać ktoś groźny, kogo trzeba byłoby później gonić. Jest to co jest – wygrał Mohoric, który miał w końcówce świetne wsparcie od Damiano Caruso

– relacjonował, co dla tych widzów, którzy skupili się na obserwacji samego finiszu, mogło być zaskakujące. Ten bowiem 33-latek rozpoczynał trochę z tyłu, stopniowo przesuwając się coraz wyżej. W momencie ataku Mohoricia, był za plecami Eddiego Dunbara i gdy Irlandczyk nie był w stanie odpowiedzieć na ruch Słoweńca, Polak również momentalnie stracił do niego i Almeidy kilka metrów. Wygląda jednak na to, że nie było to skutkiem braku czujności, a raczej zmęczenia.

Nie byłem zaskoczony. Też szykowałem się na tę końcówkę, no ale ten kwas mlekowy w pewnym momencie uderzył i utrudnił mi zadanie. Chwilę wcześniej był atak kogoś z Groupama-FDJ [Lenny Martinez – przyp. red.] i to był dla mnie trochę taki zabójczy cios. Odpowiedziałem na ten atak i później potrzebowałem chwili, żeby odzyskać swój rytm

– przyznawał Polak, którego jutro, podobnie jak rywali, czeka ciężki dzień.

Etap kończy się bowiem w Dusznikach Zdroju, na ściance nieopodal Tauron Duszniki Arenie, goszczącej w niedalekiej przeszłości choćby zawody biathlonowe. Kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 8,7% i przede wszystkim poprzedzające go wspinaczki nie będą dla Polaka niczym nowym. „Kwiato”, zapytany o to, czego spodziewa się po środowym etapie, odpowiada:

– Znam te trasy. W Walimiu często ścigałem się jeszcze w kategoriach młodzieżowych, podczas Górskich Mistrzostw Polski. Początek etapu znam więc bardzo dobrze. Byłem też na kilku zgrupowaniach w Zieleńcu. Na pewno dzisiaj będę jeszcze analizował przebieg etapu, ale już teraz wiem, że będzie ciężko. Tych podjazdów, metrów przewyższenia, będzie dużo więcej, niż dzisiaj. Dużo większe zmęczenie całego peletonu, więc miejmy nadzieję, że będzie jeszcze większa selekcja w końcówce.

– Dziś można było zyskać sobie przewagę i nawet praktycznie wygrać wyścig również po ataku na 2-3 kilometry do mety – to czego zresztą próbował Rafał Majka. Tu tego raczej nie będzie. Podjazd w Zieleńcu jest bardzo trudny, ale bardziej pod zrobienie selekcji. Jeśli ktoś tam zaatakuje, raczej nie wróżę mu sukcesu. Myślę, że wszyscy będziemy czekali na tę finałową ściankę w Dusznikach-Zdroju.

Poprzedni artykułTour de Pologne 2023: Matej Mohorič nowym królem Orlinka!
Następny artykułMatej Mohorič: „Kusiło mnie, żeby pojechać za Majką”
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Tadeusz
Tadeusz

„Orlinek zazwyczaj wygrywa się na 200-300 km przed metą, więc przyspieszenia na 500 metrów i trochę wcześniej, nie ułatwiają walki o zwycięstwo” – czy ktos to czyta przed publikacją? Co rusz jakieś głupie niedopatrzenia w artykułach.

Jakier
Jakier

Niestety, ewidentnie nikt tego nie czyta przed publikacją. Błędy (literówki i gramatyka) można znaleźć w prawie każdym artykule. Rzeczy, które podkreśla na czerwono zwykły Word. Jest to irytujące, ale jak widać ani autorzy ani Redakcja nie wyciąga z tego żadnych wniosków.