fot. Trek-Segafredo

Przed 13. etapem Tour de France Mads Pedersen jasno zaznaczył, że nie ma już nadziei na to, że uda mu się dotrzeć do Paryża w zielonej koszulce.

Walka w tegorocznym Tour de France jest wyjątkowo zacięta. Nie dotyczy to jednak rywalizacji sprinterów. Dwa dni temu Jasper Philipsen już po raz czwarty wygrał etap Wielkiej Pętli. Jak do tej pory przegrał tylko jeden finisz – na nieco pagórkowatym odcinku z finiszem na niezbyt stromym podjeździe w Limoges. Kolarzem, który go wówczas pokonał, był Mads Pedersen.

Duńczyk w ciągu ostatnich 12 miesięcy zdołał wygrać etapy czterech wielkich Tourów. Jednak interesują go nie tylko pojedyncze skalpy. Regularnie stara się również walczyć o wygraną w klasyfikacji punktowej. W ubiegłorocznej Vuelcie nie dał w niej swoim rywalom żadnych szans – na koniec wyścigu zgromadził ponad dwa razy więcej punktów niż drugi Fred Wright. Z kolei podczas tegorocznego Giro d’Italia przez jakiś czas toczył zaciętą walkę o ten trykot z Jonathanem Milanem, która niestety zakończyła się przedwcześnie, gdy Duńczyk po 12. etapie musiał wycofać się z powodu choroby.

W tegorocznym Tour de France również dzielnie walczył o to, by w Paryżu wystąpić nie w kolorowej koszulce swojej ekipy, a zielonej dla zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Choć od dawna musi sobie zdawać sobie sprawę z tego, że na płaskich finiszach nie ma wielkich szans w starciach z Jasperem Philpsenem, to swoje szanse starał się maksymalizować w inny sposób – zabierając się w ucieczki i zbierając punkty na lotnych premiach. W tegorocznej edycji Duńczyka widzieliśmy w dwóch takich akcjach, dzięki którym uzbierał 37 punktów. Ostatnio widzieliśmy uciekającego na czwartkowym etapie i wiele wskazuje na to, że kolejnych okazji ku temu już nie będzie.

Lotne premie nie mają już dla mnie dużego znaczenia. Philipsen jest zdecydowanie zbyt daleko. Dziś będzie miał spokojny dzień

– mówił przed startem w Châtillon-Sur-Chalaronne Duńczyk, który na finiszu w Régnié-Durette okazał się szybszy od Mathieu van der Poela, zgarnął 20 punktów, następnie wrócił do peletonu.

Jego zniechęceniu trudno się dziwić. W końcu pomimo szczerych wysiłków nie jest w stanie walczyć z Jasperem Philipsenem. Owszem, zajmuje 2. miejsce, z minimalną, jednopunktową przewagą nad równie aktywnym, co on Bryanem Coquardem, ale strata do Belga jest ogromna. Wynosi aż 144 punkty. Tymczasem do zdobycia na lotnych premiach pozostało już zaledwie 180 oczek. Nic dziwnego, że Pedersen nie widzi możliwości wyprzedzenia 25-latka.

Koszulkę mógłby stracić tylko w przypadku wycofania się z wyścigu, ale nikt na to nie liczy. Pewnie kroczy w kierunku zwycięstwa w końcowej klasyfikacji punktowej

– konkluduje mistrz świata z 2019 roku, który podczas Grand Colombier niejako potwierdził swoje słowa czynem, nie angażując się w walkę o udział w ucieczce dnia.

 

 

Poprzedni artykułTour de Pologne 2023: Wielki nieobecny Tour de France na czele Soudal – Quick Step
Następny artykułTour de France 2023: Wielki dzień Michała Kwiatkowskiego!
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze