Czasówek nie lubi, nie pasowała jej trasa, a dodatkowo do wczorajszego wyścigu przystąpiła kilkanaście dni po kraksie na treningu – po takim opisie mogłoby się wydawać, że Dominika Włodarczyk nie powalczy o tytuł mistrzyni Polski orliczek w jeździe na czas. Było nieco inaczej. Zawodniczka MAT ATOM Deweloper Wrocław nie tylko o niego powalczyła, ale i go zdobyła, dokładając kolejną koszulkę mistrzyni Polski do swojej kolekcji.
Przed startem do wczorajszej czasówki, Dominika Włodarczyk napisała w mediach społecznościowych: „moja ulubiona odmiana kolarstwa, na ulubionym profilu trasy”. Patrząc na końcowe wyniki zmagań o mistrzostwo Polski orliczek, można było pomyśleć, że kolarka MAT ATOM Deweloper Wrocław pisała to z pełną powagą. Po płaskiej trasie w okolicach Wydmusów frunęła, ostatecznie pokonując drugą Annę Długaś (LARK Ziemia Darłowska) o niespełna minutę.
– Nie jest to może moja ulubiona konkurencja w jeździe na rowerze, ale to w sumie jazda na rowerze, więc… Kurczę, no nie będę oszukiwać, jakoś nie pałam do czasówek miłością. Pewnie dlatego, że od małego mi to nie szło, tym bardziej na takiej trasie, bo było płasko jak po stole. Jak Maja [Tracka] powiedziała mi po objeździe trasy, że w jedną stronę jest dokładnie 7 metrów przewyższenia, to pomyślałam: „petarda”
– powiedziała tuż po odebraniu biało-czerwonej koszulki Dominika Włodarczyk.
– Totalnie nie mój profil, totalnie nie moja trasa i tym bardziej się cieszę, bo gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że będę mistrzynią Polski na czas w U23, to bym go wyśmiała, tak że naprawdę jestem dumna z tego progresu. Miałam nadzieję, że namieszam trochę w elicie, jeszcze przed poznaniem trasy i tym co stało się dwa tygodnie temu, bo miałam wypadek na treningu i nie do końca mogłam trenować tak, jakbym chciała. Nie do końca mogłam leżeć dzisiaj w lemondce. To chyba jest jakaś mała tradycja, że mi się przed mistrzostwami Polski zawsze coś dzieje (śmiech). Wtedy myślałam, że jak nie ma wyścigu, to się ochronię, ale trening też mi wystarczył. Jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego, jak podniosłam swój poziom
– dodała Dominika Włodarczyk, która w kategorii open została sklasyfikowana na piątej pozycji. W ubiegłym roku Polka również przystąpiła do jazdy na czas kilka dni po ciężkiej kraksie. Wtedy zajęła 3. miejsce wśród orliczek.

Zawodnikom i zawodniczkom rywalizującym w wyścigach jazdy na czas szczególnie doskwierał upał, który w środę i czwartek nie odpuszczał.
– Wydaje mi się, że temperatura nie zrobiłaby mi aż tak dużej krzywdy, gdyby nie to, że grzać zaczęło dopiero tak naprawdę wczoraj. My też w hotelu mamy raczej chłodno, więc nie zdążyłam się do końca przyzwyczaić i faktycznie te waty, które dzisiaj pojechałam, powinny być troszkę wyższe, aczkolwiek tętno się zgadzało i wiem, że to raczej wynika właśnie z tego ciepła, bo tak reaguję na temperaturę. Wszyscy mieli takie same warunki, mi chyba bardziej przeszkadzał wiatr, który uniemożliwił mi jechanie w drugą stronę (śmiech)
– dodała zwyciężczyni zmagań orliczek.
Rok pełen zwycięstw
Trwający sezon jest dla Dominiki Włodarczyk bardzo udany – wczorajsza czasówka była jej piątym zwycięstwem w wyścigu UCI. Wcześniej 22-latka wygrywała po dwa etapy czeskich wyścigów – Gracia oraz Tour de Feminin. Wielokrotnie plasowała się także w czołówkach odcinków i klasyfikacji generalnych zmagań pierwszej i drugiej kategorii, godnie zastępując Agnieszkę Skalniak-Sójkę, która w ubiegłym roku była liderką jedynej polskiej, kobiecej formacji UCI, a obecnie ściga się w worldtourowym Canyon//SRAM Racing.
– Mogę powiedzieć, że pierwsza część sezonu w moim wykonaniu była całkiem okej i to, co sobie założyłam – zrealizowałam. Może nie powinnam tak mówić, ale te mistrzostwa Polski były jednak trochę dodatkiem i takim udowodnieniem samej sobie, że ja jednak potrafię
– powiedziała Dominika Włodarczyk.
– Wszyscy mówią że ja zrobiłam duży postęp, a ja uważam, że faktycznie, zrobiłam ten postęp i w cyferkach, które mi pokazuje Garmin i przede wszystkim w wynikach, aczkolwiek też cały czas podkreślam, że w tamtym roku byłam podporządkowana Agnieszce, cały czas jej pomagałam, byłam tak naprawdę na jej zawołanie, oddałam jej całe serce i tak naprawdę mój wynik się dla mnie nie liczył w tamtym sezonie, a od tego roku chciałam pokazać, że ja też potrafię wygrywać, i że robię to z całą drużyną i to dzięki niej tak naprawdę my robimy takie wyniki. To nie jestem tylko ja i długo, długo nic, tylko naprawdę dziewczyny robią wszystko co mogą, żeby mi pomóc i mega się też cieszę, że nie tylko ja wygrywam
– dodała.
Za przejęciem roli liderki i większymi możliwościami jazdy na własne konto idą też dodatkowe obciążenia, jak presja czy odpowiedzialność za wynik ekipy. Sama drużyna dla Dominiki Włodarczyk jest niezwykle istotna, co bardzo często podkreśla.
– Wydaje mi się – chociaż też dziewczyny trochę powinny to potwierdzić – że generalnie raczej sobie radzę z tą presją, bo nie ukrywam, po Gracii myślałam, że jest okej, że mnie to nie rusza, a w poniedziałek, jak przyjechałam z Gracii i zeszło ze mnie całe to ciśnienie narastające z etapu na etap, to sobie wtedy uświadomiłam, jak wielka to jest odpowiedzialność. Ja też brałam na siebie odpowiedzialność za wynik całej ekipy, to było dla mnie bardzo duże psychicznie obciążenie, ale później pojechałyśmy na kolejne etapówki, dziewczyny też mi bardzo w tym wszystkim pomagały, bo mówiły „Dominika, jest naprawdę super, nie masz z czym przejmować”, a ja też, jak gdyby w zamian, też podkreślam bardzo mocno ich wsparcie i rolę w tym wszystkim, bo to naprawdę jest nieocenione
– powiedziała Dominika Włodarczyk.
W wypowiedziach polskiej zawodniczki dotyczącej wyścigów i celów bardzo mało jest egoizmu, a słowo „ja” zastępowane jest „my”. Gdy w 2021 roku zajęła trzecie miejsce w wyścigu ze startu wspólnego elity, zdobywając złoto w kategorii U23, mówiła, że zdecydowanie bardziej wolałaby, gdyby ekipa zdobyła koszulkę w elicie – „nawet nie musiałabym to ja stać na tym podium, ale któraś z moich koleżanek”.
W ubiegłym roku trykot trafił do „Atomówek” – mistrzynią Polski została Wiktoria Pikulik. Cel na niedzielny wyścig jest prosty – obronić koszulkę.
– Przede wszystkim na pewno chcemy obronić koszulkę, to jest jasne, nie trzeba tego nikomu tłumaczyć. Nie byłam jeszcze na trasie startu wspólnego, aczkolwiek widziałam, że… nie jest do końca odpowiadająca moim predyspozycjom. Myślę że to, że jestem więcej, i że to na nas spoczywa ciężar wyścigu, jest akurat minusem, bo każdy się będzie znowu patrzył na nas. W tamtym roku udało nam się to rozegrać tak, że wygrałyśmy i ani na chwilę nie straciłyśmy kontroli nad tym wyścigiem, ale to jest tylko kolarstwo i wszystko się może stać, jeszcze tym bardziej na takiej trasie, z takim finiszem, z taką rundą po mieście na sam koniec. Tak naprawdę, jak wyścig jest płaski, to ktoś się może wieźć 140 kilometrów na kole i zafiniszować. Jeszcze o tym nie rozmawiałyśmy, ale będę podkreślać, że myślę, że naprawdę każda z nas może to wygrać. Mamy naprawdę takie karty, których może się nikt nie spodziewać i wydaje mi się, że na przestrzeni sezonu
– tłumaczyła Dominika Włodarczyk, podkreślając, że mogą rozegrać wyścig na różne sposoby.
– Niektóre dziewczyny nie pokazały jeszcze na co ich stać, czasami też przeze mnie, bo pracowały na mnie, i mam nadzieję, że na tych mistrzostwach Polski pokażemy siłę drużyny, tak, żebyśmy wspólnie mogły w niedzielę cieszyć się z tego wszystkiego.
Z Dominiką Włodarczyk rozmawiał Kacper Krawczyk
Dziennikarze Naszosie.pl są obecni na Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Ostrołęka 2023. Zachęcamy do śledzenia materiałów z tych zawodów, a także naszych relacji tekstowych, które towarzyszyć Państwu będą przez wszystkie dni zmagań o medale naszego krajowego czempionatu.
Zapowiedź Mistrzostw Polski – Ostrołęka 2023
Mistrzostwa Polski 2023 – wszystkie teksty









