bennett kristoff gaviria eschborn frankfurt 2022
Lotto Soudal / Facebook

Choć nie pełnił w tym roku roli pierwszoplanowej to jednak ten sezon poniekąd należał do Danny’ego van Poppela. 29-letni Holender, którego trenerem w tym roku był Sylwester Szmyd, został jednym z najlepszych rozprowadzających świata, a jego radość na drugim planie różnych zdjęć udowadniała, że on sam nie musi wygrywać by czuć się szczęśliwym.

Danny van Poppel ma za sobą pierwszy w karierze sezon, podczas którego nie był nominalnym sprinterem swojej ekipy. Do BORA-hansgrohe trafił jako rozprowadzający Sama Bennetta i gdyby nie słabość Irlandczyka to moglibyśmy prawdopodobnie mówić o najlepszym duecie 2022 roku. Holender bowiem wykonywał swoją pracę w genialny sposób doprowadzając swojego sprintera raz po raz na genialnej pozycji do końcowej potyczki.

Miałem już podsumowanie sezonu z zespołem. Jako obie strony odbieramy go pozytywnie. Prawie nie byliśmy w stanie wymienić rzeczy, które poszły nie tak. To coś wyjątkowego, że zrobiłem taki progres w ciągu jednego roku. Byłem już w kilku najlepszych zespołach, ale na przykład metoda pracy w Jumbo-Visma w tamtym czasie nie była dla mnie. Kiedy przeszedłem do BORA-hansgrohe, zapytałem, czy robią obozy wysokościowe. Nie chciałem na nie jeździć. Powiedzieli: „Danny, po prostu rób, co chcesz”. Obóz treningowy odbyłem wtedy w moim rodzinnym mieście Monako. Wszyscy pojechali w góry, a ja siedziałem tam wygodnie i świetnie przygotowałem się do sezonu. Jestem tam szczęśliwy. Aspekt mentalny jest dla mnie bardzo ważny, w tym czas spędzony z moją dziewczyną, ponieważ ona również często przebywa poza domem [Stéphane Kox pracuje jako reporter w Formule 1 na Viaplay, przyp. red.]

— zaczął obszerną rozmowę z serwisem Wielerflits Danny van Poppel.

29-letni Holender rzeczywiście w swojej karierze zwiedził wiele dobrych ekip. Pierwsze seniorskie kroki stawiał w Rabobank Continental Team, następnie był rok w Vacansoleil – DCM, dwa sezony w Trek Factory Racing, tyleż samo w Team Sky, Jumbo-Visma czy Intermarché – Wanty – Gobert Matériaux. Czy w BORA-hansgrohe doświadczony sprinter, a właściwie teraz już rozprowadzający wreszcie zawita na dłużej?

Do Bory trafiłem dość nietypowo. Sam Bennett chciał mnie jako pomocnika. Nie znaliśmy się dobrze. Kiedyś rozmawiałem z nim jako zawodnikiem, kiedy startowałem jeszcze w Wanty. W Portugalii, podczas Volta ao Algarve 2021, dwukrotnie mnie pokonał i w pewnym momencie zainteresował mną włodarzy BORA-hansgrohe jako swoim pociągowym. Moi menedżerowie przyszli do mnie z tą wiadomością i od razu uznałem to za bardzo interesujące. Zawsze mówiłem mojej dziewczynie, że jeśli przyjdzie po mnie drużyna z najlepszym sprinterem, to jestem na to otwarty. W tej roli czuję się znacznie szczęśliwszy. Przyszedł zatem czas skorzystać z takiej oferty. Następnie wysłałem Samowi prywatną wiadomość, że chcę z nim pracować. Za dwa dni było po wszystkim. I nie sądzę, żeby zespół myślał, że będę aż tak dobry

— kontynuował Danny van Poppel.

W swoim pierwszym sezonie w barwach BORA-hansgrohe 29-latek aż 23-krotnie meldował się w pierwszej dziesiątce. Często bowiem kończył swoją pracę bardzo późno i obserwując finisz swojego sprintera nadal mógł przekroczyć linię mety na wysokiej pozycji.

To jest naprawdę świetne. To naprawdę sezon marzeń. Byłem zawodowcem od dłuższego czasu, ale nigdy nie byłem w stanie osiągnąć stałego poziomu. Aż do tego roku. Mentalnie jestem lepszy niż kiedykolwiek. Kiedyś był to problem, zwłaszcza z powodu kontuzji. Tylko mój lider w tym roku nie zawsze był na równym poziomie. Jestem pewien, że gdybyśmy mieli sprintera, który był lepszy ode mnie, wygralibyśmy dziesięć wyścigów. Z łatwością

— z dużą dozą pewności siebie zdradzał Holender.

Wielu ekspertów uważało, że największym problemem Danny’ego van Poppela był fakt, że rozprowadzanym przez niego kolarzem był Sam Bennett. Nieraz zdarzało się, że Irlandczyk nie wychodził nawet z koła swojemu pomocnikowi, jak np. podczas Ronde van Limburg, gdzie Holender był trzeci, a jego sprinter czwarty.

Sam jest facetem, który musi bardzo ciężko pracować, aby osiągnąć swój poziom. W zeszłym roku miał złą zimę. Potem musiał jeździć z wyścigu na wyścig, więc nigdy nie mógł naprawdę poświęcić się budowie formy. Tak naprawdę wolny czas dostał dopiero podczas Tour de France. W końcu miał spokój ducha, a to od razu opłaciło się w Vuelcie, gdzie do momentu złapania koronawirusa wygrał 2 etapy. Gdyby nie to moglibyśmy odnieść jeszcze kilka zwycięstw. To jedyna rzecz, której w tym roku żałuję. Jestem tym rozczarowany. W każdym razie Sam bardzo ciężko pracuje i jest profesjonalny. To super dobry facet, ale nie jest to typowy sprinter. W rzeczywistości wyglądamy bardzo podobnie

— rozwijał wątek swojej więzi z rozprowadzanym przez siebie kolarzem Danny van Poppel.

Współpraca z Samem Bennettem jest dla Holendra zupełnie inna niż z innymi sprinterami. Dla przykładu podczas Mistrzostw Europy 29-latek pracował na rzecz Fabio Jakobsena, który miał na końcówkę zupełnie inny pomysł niż jego irlandzki kolega z BORA-hansgrohe.

Sam za dużo myśli. Chociażby analizuje wysokość siodełka, tego typu rzeczy. Wiele osób nadal postrzega sprinterów jak Mario Cipolliniego… Sam to jednak dobry i poniekąd uroczy facet. Nigdy nie oleje mnie po finiszu. Moja praca jest zawsze doceniana, a on jest super profesjonalny, co bardzo mi się podoba. Na rowerze naprawdę trzeba się poznać i zgrać. Na Mistrzostwach Europy jechałem z Fabio Jakobsenem, który miał zupełnie inny pomysł na rozprowadzenie. Powiedział: „Do zobaczenia na ostatnim kilometrze, o ile się nie zgubimy”. My z Samem z kolei naprawdę dążymy do idealnego rozprowadzenia. Mamy do tego możliwości jako zespół. W przeciwnym razie nie robimy tego i czekamy na odpowiedni moment. To świetna zabawa

— kontynuował Holender.

Danny van Poppel dużo mówi o dobrej atmosferze, o tym, że fajnie się zgrał ze swoim sprinterem, a jednak nie zawsze było tak kolorowo podczas samych wyścigów. Co zawiodło?

Do sprintu można podejść w różne sposób i ważne by zrobić to tak, że to sprinter czuje się najlepiej. Cieszę się, że dobrze współpracuje mi się z Samem. W przygotowaniu do sprintu musicie się poznać. Co kto lubi, czy dużo krzyczy, czy też muszę sam to często robić. Każdy jest inny. Muszę się do tego przystosować i działa to świetnie. Będę szczery – właściwie to czekam, aż poznam kogoś, z kim mi się coś nie uda. Chciałbym dotrzeć do takiego momentu, że nie możemy się rozgryźć. Że mamy coś do poprawy. Może to głupio zabrzmi, ale to się nigdy nie zdarzyło w tym sezonie. Nie pamiętam, żebym pomyślał: „Tam utknęliśmy, to nie wyszło”. Zawsze było świetnie. Nawet z Fabio na Mistrzostwach Europy poszło dobrze. Ludzie czasami pytają mnie, jak to robię, ale ja też nie wiem. (śmiech) Przed ME bardzo się tym denerwowałem. Chciałem pokazać szerokiej publiczności, kto jest tam najlepszym rozprowadzającym na świecie. Nie wyszło podczas Tour de France, gdzie ekipa nie zabrała ze mną sprintera. Zaakceptowałem to, było jak było. Dlatego Mistrzostwa Europy były świetną okazją, aby coś udowodnić. To, że wszystko zadziałało jest oczywiście super fajne, acz przyznaje się – cokolwiek właśnie powiedziałem wychodzi samo z siebie, a ja nadal nie wiem jak to opisać

— kontynuuje wątek pracy nad swoją marką i rozwoju osobistego Danny van Poppel.

Holender musiał się w tym roku wdrożyć w nową rolę. Jak się okazuje niezastąpiony w tym okazał się być internet, w którym można znaleźć praktycznie wszystko. 29-latek dużo czasu poświęca na przygotowanie się do wyścigów jeszcze w domu.

Odkąd zostałem rozprowadzającym to analiza końcówek to tak naprawdę jest moja praca domowa. Dzięki YouTube znam wszystkie sprinty na pamięć. Naprawdę dużo. Naprawdę uważam to za moją pracę. Jestem tym tak zajęty, nawet kiedy leżę w łóżku… Potem moja dziewczyna czyta książkę, a ja oglądam sprinty. Wtedy zdaję sobie sprawę, że tego właśnie chcę

— podkreśla Holender.

Danny van Poppel sam był przez lata świetnym sprinterem, a jednak przez cały wywiad na każdym kroku podkreśla, że ta rola bywa bardzo męcząca, stresująca czy wręcz frustrująca. Dała mu jednak z pewnością ważne doświadczenie, które może wykorzystać w nowej roli.

Każdy sprinter ma presję. Kiedy wygrasz pięć, sześć, a nawet dziesięć finiszów jak Fabio Jakobsen czy Sam Bennett, odciąża cię to. Ja czasem wygrałem jeden lub dwa, no czasem trzy. A w następnych tygodniach również bardziej zrelaksowałem się w sprintach. Ale zawsze tego nienawidziłem, a w zespole był stres. Próbowałem tego przez osiem lat i wcale mnie to nie uszczęśliwiło. Teraz jestem tu bardzo zawodowlony. Ja też nie chcę niczego więcej. Niestety często musiałem znów sam finiszować w Tourze i Vuelcie, więc to robiłem. Niemniej ja po prostu chcę rozprowadzać

— zdradza Danny van Poppel.

29-latek z BORA-hansgrohe w tym sezonie wielokrotnie był porównywany do Michaela Mørkøva. Czy wywarło to na niego pewną presję w postaci próby przyklejania do niego łatwi „najlepszy leadout na świecie” przez dziennikarzy czy otoczenie?

To zupełnie inne uczucie. Tak tak tak – leadout różni się od sprintu. Dla mnie łatwiej jest zrobić naprawdę dobre rozprowadzenie niż wygrywać. Nie chcę wracać do finiszowania. Niektórzy kolarze wytwarzają sobie w głowie presję, że tylko finiszowanie na siebie jest tym właściwym, podczas gdy mogą być dobrymi rozprowadzającymi. Ja już tego uczucia nie mam. Dojrzałem

— podkreśla Danny van Poppel.

Ojciec Holendra był przez lata czołowym sprinterem świata. Dzięki temu Jean-Paul van Poppel może być teraz ważnym oparciem dla 29-latka, podobnie jak jego starszy brat Boy, który od lat poświęca się rozprowadzaniu.

Tato mi pomaga. Zwłaszcza na początku nie wiedziałem, jak działa rozprowadzenie, bo to znacznie więcej niż tylko ostatnie 200 metrów. Musisz dać swojemu sprinterowi pewność siebie. Trzeba opracować pomysł na finał, bo on musi skupić się na sprincie, a ja jestem jego sekretarką (śmiech). Niektórzy liderzy niejako nie chcą brać udziału w wyścigu, chcą tylko skupić się na tym sprincie. Ja daję im spokój, mówiąc im, jak się sprawy mają. Sam byłem w takiej sytuacji i dzięki temu nie wpadam w panikę na ostatnich kilometrach. To wynika z mojego doświadczenia. Zaliczyłem już dużo sprintów. Zachowaj spokój w finale to większość sukcesu. Czasem oczywiście nadal mam z tym problem, ale mam doświadczenie i tyle pewności siebie, że musi się udać nawet wtedy, gdy na ostatnim kilometrze jestem za daleko

— opowiada o swoich początkach w nowej roli Danny van Poppel.

Przed nami rok 2023. Liderem Holendra ponownie będzie Sam Bennett, a to sprawia, że plany startowe 29-latka będą w dużej mierze zależysz od planów, jakie zespół ma wobec Irlandczyka.

Zgadza się, acz nie rozmawialiśmy jeszcze o programie zawodów. Osobiście chcę po prostu zacząć naprawdę wcześnie i wygrywać. Z Samem. Zaskoczyło mnie to, ale jestem tak samo szczęśliwy, gdy wygrywam z Samem, jak wtedy, gdy wygrywam sam. To bardzo dziwne. Nie wiem dlaczego tak jest. Przyszły rok będzie bardzo interesujący, bo Sam czeka teraz na naprawdę dobrą zimę. Jest u niego wielka motywacja i to jest dla niego bardzo ważne. Tak więc w 2023 roku będzie to zupełnie inna historia. Rok temu było inaczej. Sam jeździł na rowerze przez miesiąc i od razu ruszył na UAE Tour, przez co był bardzo zły, ale wciąż prawie wygrywał. To również mówi coś o naszym sprinterskim pociągu. Fakt, że w tym roku nie wszystko się udało, sprawia, że ​​jestem bardzo głodny sukcesów. Jestem przekonany, że w przyszłym roku będzie lepiej

— mówił zbliżając się ku końcowi wywiadu dla holenderskiego Wielerflitsa Danny van Poppel.

W sezonie 2022 29-latek dopiero po raz drugi w karierze wystartował w dwóch Wielkich Tourach. Ba, zdarzało się, że przez 2 kolejne lata nie stawał na starcie żadnego. To z pewnością był dla Holendra przełom, nowe doświadczenie.

Mentalnie było wyzwaniem pojechać Tour i Vueltę w ciągu jednego roku. Pomyślałem, że fajnie by było raz to przetestować. Wszyscy w ekipie myśleli, że otworzę usta, aby powiedzieć, że będę miał zbyt wiele dni wyścigów. Ale nie, ja myślałem, że to w porządku. Byli tym zdumieni. Jestem gotów na dwa Wielkie Toury w roku. Oczywiście tylko wtedy, jeśli mam ze sobą dobrego sprintera. Fajnie jednocześnie jak mamy jakiegoś górala. Gdy pokonujemy etap Vuelty ze sprinterem, to zawodnicy myślący o klasyfikacji generalnej są znacznie bardziej zrelaksowani. Myślę, że oni chcą tak pracować. I szczerze mówiąc, w nadchodzących latach bardzo trudno będzie wygrać Tour, przeciwko Remco Evenepoelowi, Jonasowi Vingegaardowi i Tadejowi Pogačarowi… Więc tak, mam nadzieję, że zespół będzie nadal koncentrował się na sprintach i klasycznej pracy

— zakończył obszerny wywiad Danny van Poppel.

Czy marzenia Holendra się spełnią? Czas pokaże, acz ten wywiad z pewnością pokazał 29-latka od strony, od której wielu kibiców mogło go nie znać. Trenowany przez Sylwestra Szmyda zawodnik BORA-hansgrohe pokazał, że kolarstwo to nie tylko wygrywanie, a pełnię satysfakcji można osiągnąć także jako pomocnik u boku większej gwiazdy.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments