fot. Giro d'Italia

Ledwo zdążyliśmy ochłonąć po zakończeniu sezonu, a Włosi rozbudzili w nas emocje dotyczące przyszłorocznej edycji wyścigu Giro d’Italia. W poniedziałek w Mediolanie odbyła się oficjalna prezentacja trasy włoskiego wielkiego touru, która uosabia włoskość i zawiera domieszkę nowoczesności. Ręka do góry, kto nie może doczekać się maja? 

Giro 2023 głosami Vincenzo Nibaliego i Alberto Contadora

106. edycja wyścigu Giro d’Italia została zaprezentowana w Teatro Lirico Giorgio Gaber w centrum Mediolanu. Gwiazdami prezentacji byli dwaj byli wspaniali triumfatorzy tego wyścigu – Vincenzo Nibali i Alberto Contador, a także tegoroczny zwycięzca Jai Hindley, zdobywca maglia ciclamino Arnaud Demare oraz najlepszy góral Koen Bouwman. Nibali przybył do światowej stolicy mody jako świeżo upieczony emeryt i persona wielce zasłużona dla Corsa Rosa, ale także jako osoba pracująca dla nowego projektu Douglasa Rydera oraz jego marki odzieżowej q36,5. Contador również jest ważną dla Giro postacią, a dodatkowo występuje teraz jako menadżer drużyny drugiej dywizji EOLO-Kometa.

Obaj byli pod wrażeniem zaprezentowanej trasy. Contador wystawił jej „dziesiątkę”, czyli najwyższą ocenę w hiszpańskim systemie edukacji.

– Gran Sasso będzie bardzo ważne w pierwszej części trasy. Wyścig podtrzymuje swoją charakterystykę i atrakcyjność – jest mieszanką etapów górskich i jazdy na czas. Zobaczymy, jak zafunkcjonują pierwsze etapy w górach. Wystawiam tej trasie dziesiątkę. Ostatni tydzień zapowiada się fenomenalnie

– ocenił Contador.

Nibali zaś kreślił podobieństwa z edycjami 2013 i 2016, w których zwyciężył.

– Ta trasa jest bardzo dobrze zaprojektowana, przypomina mi edycje 2013 i 2016, w których zwyciężyłem. Bardzo ważne będzie to, aby być w wysokiej formie w drugiej części wyścigu. To będzie Giro trudne do rozegrania

– mówił „Rekin z Messyny”, brzmiący trochę tak, jakby wciąż się ścigał, czyż nie?

Nibaliemu chodziło o to, że na trzynastym etapie z Borgofranco d’Ivrea do Crans Montana kolarze zmierzą się z przełęczą św. Bernarda, która będzie Cima Coppi, czyli najwyższym punktem wyścigu (2465 m.n.p.m.), a łączna liczba metrów przewyższenia na tym etapie przekracza 5 tys. Kolejnego dnia zawodnicy zmierzą się z podjazdem Passo del Sempione, ale jego szczyt znajduje się na 55. kilometrze, więc według Sycylijczyka nie będzie on miał większego znaczenia. „Il Squalo” miał również na myśli zamykający drugi tydzień pagórkowaty etap z metą w Bergamo. Jak wiadomo, Lombardia jest bardzo trudnym do ścigania i kontrolowania rywalizacji terenem, a kto nie zna tamtejszych dróg, może wpaść w tarapaty. Jest również jasne, że taki dzień zupełnie inaczej funkcjonuje na wielkim tourze niż w „wyścigu spadających liści”.

Jazda na czas, dużo jazdy na czas

Niektórzy uważają, że Mauro Vegni i spółka planując ponad 70 kilometrów jazdy na czas rzucili rękawicę Remco Evenepoelowi – zwycięzcy Vuelta a España, który znakomicie czuje się w samotnej walce z czasem, a jego kolejnym celem w walce o wielkie toury logicznie powinno być Giro. 70,6 km to rzeczywiście dużo, zważywszy na fakt, że w tym roku zawodnicy ścigający się w Giro d’Italia pokonali tylko 26,2 kilometrów na czas. Z takiej wiadomości mogą cieszyć się jeszcze między innymi Primož Roglič czy Geraint Thomas, który przed zakończeniem kariery pewnie chciałby odnieść jeszcze jakiś prestiżowy sukces.

Pierwsza czasówka otworzy wyścig. Kolarze będą mieli do pokonania 18,4 kilometra po abruzyjskim wybrzeżu, ale – co najciekawsze – w większości będą poruszali się malowniczo położoną ścieżką rowerową Ciclovia dei Trabocchi. Na zakończenie będzie czekał kilometrowy podjazd.

Drugi etap jazdy na czas projektanci trasy umiejscowili w środku wyścigu – na dziewiątym etapie. Tym razem walka odbędzie się na całkowicie płaskim odcinku z Savignano sul Rubicone do Ceseny (siedziby firmy Technogym). Dystans to 33,6 km, a więc specjaliści w tej kolarskiej dyscyplinie zdecydowanie będą mieli okazję nadrobić nad rywalami sporo czasu.

Trzecia i ostatnia już wreszcie odsłona walki z czasem nastąpi przedostatniego dnia wyścigu. Kolarze nie zaznają więc wytchnienia po długiej i męczącej rywalizacji. Ich nogi będą musiały jeszcze znieść górską czasówkę z metą na nieznanym wcześniej szczycie Monte Lussari, nieopodal granicy włosko-słoweńskiej. W związku z tym, że pierwsze 4,5 kilometra tej wspinaczki ma 15% nachylenia, z pewnością będzie potrzebna zmiana roweru. Organizatorzy porównują fragment tego podjazdu do Monte Zoncolan.

Zatem nie dość, że będzie dużo jazdy na czas, to jeszcze będzie ona bardzo zróżnicowana – praktycznie dla kolarza o każdej charakterystyce. Do takiego układu najlepiej predestynowany wydaje się być Evenepoel, który potrafi wygenerować dużą moc zarówno na płaskim, jak i obronić się (a może nawet zaatakować) w górach. Tym bardziej, że po zakończeniu sezonu zapowiedział, że będzie kontynuował prace nad swoimi umiejętnościami wspinaczkowymi.

Powrót na Tre Cime di Lavaredo i Monte Bondone

Etna – nie ma. Blockhaus – nie ma. Fedaia – nie ma. Zoncolan – nie ma. Stelvio – nie ma. No jest na trasie wyścigu Giro d’Italia 2023 kilka nieobecnych podjazdów legendarnych dla włoskiego wielkiego touru. Są jednak inne, a w tym Tre Cime di Lavaredo, który w 1968 roku był świadkiem wspaniałego zwycięstwa Eddy’ego Merckxa jadącego wtedy w tęczowej koszulce. Z kolei w 2013 roku wygrał tam pamiętny etap rozgrywany w śniegu nie kto inny jak Vincenzo Nibali. Zresztą „Rekin” wspominał na prezentacji także deszczowy rok 2007, kiedy to w barwach Liquigasu pracował na rzecz Danilo di Luci. Wówczas również było tam epicko.

Jednak Tre Cime di Lavaredo to nie jedyna tego dnia wielka przełęcz. Będzie to bowiem tappone, czyli monumentalny górski etap z kilkoma wielkimi przełęczami: Passo di Campalongo, Passo Valparola, Passo Giau oraz Passo Tre Croci. W sumie w nogi kolarzy wejdzie 5400 metrów przewyższenia, a kolejnego dnia trzeba będzie jeszcze zmierzyć się ze wspomnianą jazdą na czas z podjazdem.

Jeszcze dłużej na powrót czekała również inna wielka góra – Monte Bondone. Ten podjazd wraca na „różowy wyścig”, a kolarze będą finiszowali na nim na szesnastym etapie, zaraz po drugim dniu przerwy. Poprzednio – dokładnie w 2006 roku – wygrał tam Ivan Basso. Poprzedzą je inne wysokie przełęcze, które także złożą się na 5 tys. metrów przewyższenia.

To nie jest Giro dla sprinterów, ale dla harcowników już tak 

Można powiedzieć, że sprinterskie finisze są zagwarantowane na etapach: 2. do San Salvo, 17. do Caorle oraz 21. do Rzymu. Można to jeszcze rozważać w przypadku odcinków numer 5 i 6 – odpowiednio do Salerno i do Neapolu – ale tutaj nadzieje są już o wiele bardziej płonne. Z kolei uciekinierzy będą mogli upatrywać swoich szans na etapie 3. do Melfi, 8. do Fossombrone, 10. do Viareggio, 11. do Tortony i 12. do Rivoli.

Moje ulubione miejsca na trasie Giro d’Italia 2023

Na zakończenie chciałabym podzielić się z Wami, Drodzy Czytelnicy, trzema miejscami z trasy 106. edycji wyścigu Giro d’Italia, które uważam za bardzo warte odwiedzenia podczas wyścigu. Zaznaczam przy tym, że jest to mój subiektywny wybór.

  1. Wielki finał w Rzymie

Kolarze i obsługa z pewnością nie będą się tak bardzo cieszyli z 700-kilometrowego transferu po 20. etapie, ale ja jestem ukontentowana, że Giro wraca do Wiecznego Miasta. Kolarze pokonają w nim dziesięć okrążeń po 11,5 kilometra, przejeżdżając obok największych zabytków jak Circus Maximus, Koloseum czy fora cesarskie. Osobiście mam nadzieję tam być i obejrzeć zakończenie włoskiego wielkiego touru w absolutnie niesamowitym mieście, jakim jest Rzym. Co ciekawe, Corsa Rosa zawita tam dopiero po raz piąty w historii.

2. 15. etap – „mini Il Lombardia”

Jak już zdążyli się zorientować ci, którzy śledzili moje relacje z tegorocznej edycji Il Lombardia bardzo lubię ten region Włoch i uważam go za tak samo piękny do ścigania, jak i trudny. Ten etap przypomina profilem „wyścig spadających liści” i jestem bardzo ciekawa, jak „zagra” w Giro 2023. W dodatku metę zaplanowano w Bergamo, skąd wyruszyła tegoroczna „Lombardia”.

3. Wizyta nad jeziorem Garda

Bardzo cieszy mnie, że na 16. etapie wyścig po raz kolejny odwiedzi malownicze jezioro Garda. Wspaniałym preludium do górskiej batalii nieco później będzie przejazd linią brzegową Lago di Garda – przez m.in. takie urzekające miasteczka jak Salò, Limone sul Garda czy Riva del Garda. Jeśli ktoś ma możliwość, to polecam polecieć do Bergamo na te dni. Stamtąd blisko jest zarówno do Bergamo, nad Gardę oraz w Dolomity. Ci, którym to nie przeszkadza mogą zdecydować się również na podróż samochodem. Kilkanaście godzin (z wahaniem w zależności od regionu Polski, w którym się mieszka) i jest się na miejscu.

Zanosi się na piękne Giro, które bez wątpienia jest powrotem do przeszłości z domieszką nowoczesności. Kolarz, który wygra przyszłoroczną edycję będzie raczej all-rounderem z dobrą nogą do „czasówek” i potrafiący obronić się w górach. Remco? Zobaczymy.

Ze wszystkimi profilami etapów Giro d’Italia 2023 można zapoznać się TUTAJ

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Piter
Piter

Oby nie Remco

Łukasz
Łukasz

Szkoda że nie ma etapów z szutrami. Zawsze to bardziej widowiskowe i promuje wszechstronnych kolarzy.