fot. UCI

Rok po czwartym miejscu na mistrzostwach świata we Flandrii, Sørenowi Wærenskjoldowi udało się sięgnąć po złoto.

Gdyby brać pod uwagę jedynie wyniki sprzed dwunastu miesięcy, Norwego byłby głównym kandydatem do złota. W końcu spośród trzech ubiegłorocznych medalistów, w tym sezonie wieku uprawniającego do startu w zawodach dla orlików nie przekroczył jedynie Luke Plapp, który odpuścił występy w tej kategorii wiekowej, by całkowicie skupić się na swoich zadaniach w elicie.

Jednak tego, jak poradzi sobie Norweg, nie mogliśmy być pewni. W tym roku nie przejechał on bowiem żadnej międzynarodowej czasówki. Jego jedyny test miał miejsce podczas mistrzostw kraju, które dość wyraźnie wygrał wówczas Tobias Foss. Nie był to jednak na pewno żaden wstyd. W końcu Foss od wielu miesięcy znakomicie radzi sobie na czas, a w niedzielę został mistrzem świata. Dzień później w jego ślady poszedł nieco młodszy rodak.

Jestem trochę roztrzęsiony. To mój ostatni rok w orlikach, więc wiedziałem, że muszę pojechać tu najlepiej, jak umiem. Czuję się pusty. Naprawdę się wyjechałem. No ale nie żałuję. Naprawdę bardzo zależało mi na tym sukcesie.

– mówił po wszystkim rozmowie z telewizją Norweg.

Początek w jego wykonaniu wcale nie wskazywał na to, że właśnie Wærenskjold zostanie zwycięzcą. Lepsze czasy notowali Leo Hayter i przede wszystkim rewelacyjny 19-latek – Alec Segaert – mistrz Europy sprzed kilku miesięcy. Po pierwszym pomiarze czasu Wærenskjold tracił do pierwszego z nich 6, a do drugiego 7 sekund. Później jednak różnica najpierw zaczęła stopniowo maleć, a później zwiększać się – tym razem na korzyść 22-latka.

Jak się okazuje, było to zaplanowane. Wærenskjold postanowił bowiem posłuchać wczorajszego triumfatora – Tobias podpowiadał mi po wczorajszych zawodach, że trzeba zachować sobie trochę energii na te podjazdy, bo ta moc będzie bardzo potrzebna – przyznawał. Chwilę wcześniej, gdy przeprowadzający wywiad dziennikarz pochwalił go, że jeździ technicznie jak narciarz lub kierowca Formuły 1 odparł – Gram dużo na playstation w Formułę 1. Można powiedzieć, że uczę się w ten sposób pokonywać zakręty (śmiech).

Możemy tylko domyślać się, jak bardzo emocjonujący był dla niego ten dzień. Tym bardziej, że wystartował dużo wcześniej niż rywalizujący z nim Segaert, więc ostatnie minuty upłynęły mu pod znakiem nerwowego i w zasadzie bezczynnego oczekiwania na to, co się dalej wydarzy. Zwycięstwo oznaczało wybuch radości (widoczny na nagraniu poniżej), jednak Norweg nie zamierza zbyt długo świętować sukcesu. – Może wypiję łyk szampana, ale nic więcej. Teraz najważniejszy jest wyścig ze startu wspólnego – zapowiedział.

 

 

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments