fot. ASO / Charly Lopez

Drużyna Jumbo-Visma zmagała się podczas piątego etapu wyścigu Tour de France z wieloma przeciwnościami losu. Primož Roglič stracił ponad dwie minuty do Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates), a kłopoty mieli także Jonas Vingegaard i Wout van Aert. 

Roglič przewrócił się tuż przed sektorem bruku numer pięć – pomiędzy Erre a Wandignies-Hamage, niewiele mniej niż 30 kilometrów przed metą. Teraz zajmuje 44. miejsce w klasyfikacji generalnej i traci 2 minuty i 13 sekund do jednego ze swoich głównych rywali – Tadeja Pogačara.

– Na szczęście wciąż jadę w tym wyścigu. Nie widziałem tego dobrze, ale myślę, że motocykl dotknął chroniącego pęku słomy, który znalazł się na środku drogi i wjechałem w to. Doznałem przemieszczenia obojczyka. Nie mogłem go natychmiast przywrócić na miejsce, więc potrzebowałem usiąść na krześle kibica i wtedy to zrobiłem

– mówił na mecie Roglič.

Z kolei Wout van Aert, lider wyścigu, zaliczył upadek jeszcze przed pierwszym sektorem bruku. Pomimo że już do końca dnia nie wyglądał w stu procentach dobrze, to wykonał wspaniałą pracę zarówno dla samego siebie (bo obronił koszulkę lidera) oraz dla współlidera zespołu Jonasa Vingegaarda.

– Zdecydowanie nie był to dzień, na jaki mieliśmy nadzieję. Przez cały wczorajszy dzień walczyliśmy na czele peletonu, a dzisiaj na tyłach. Myślę, że każdy woli takie dni jak we wtorek, ale z kolei takie jak dziś trzeba przetrwać. Dobrze, że Jonas [Vingegaard] nie stracił zbyt wiele w klasyfikacji generalnej. Jestem dumny z wszystkich, którzy pomagali gonić. Walczymy dalej

– komentował wydarzenia na trasie do Arenbergu van Aert.

I jeszcze, jakby tego było mało, to Belg omal nie wjechał w samochód Team DSM podczas pogoni.

Z kolei Jonas Vingegaard zderzył się z jednym z kolarzem, a w wyniku tego zablokował mu się łańcuch. Podczas transmisji telewizyjnej było widać, jak nerwowo Duńczyk starał się zmienić rower. W sumie robił to łącznie trzy razy, ale ostatecznie zdołał zminimalizować straty i po środowym etapie traci do lidera wyścigu 40 sekund.
– Na szczęście straciłem tylko 15 sekund, więc nie jest tak źle. Oczywiście, byłem zdenerwowany, ale na szczęście cały mój wyścig nie poszedł z dymem
– mówił Duńczyk.

To na zakończenie zacytujmy jeszcze Grischę Niermanna, dyrektora sportowego drużyny Jumbo-Visma.
– Zdecydowanie nie planowaliśmy mieć dzisiaj tyle problemów. Możesz robić rekonesanse (widziałem ten etap chyba cztery razy), ale ponadto trzeba mieć trochę szczęścia. Jednak wciąż tutaj jesteśmy, wciąż walczymy
– powiedział.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
zbig
zbig

te lużne kostki słomy to jakiś absurd …