fot. Vuelta a Espana

Regionalne władze Andaluzji zdecydują, czy piętnasty etap tegorocznej edycji hiszpańskiej Vuelty zakończy się na podjeździe Pico Veleta, położonym na 2805 metrach nad poziomem morza. Powodem wątpliwości jest fakt, że wyścig wjechałby na teren parku narodowego.

Pierwotnie finisz piętnastego etapu Vuelty, który zostanie rozegrany 4 września zaplanowano 300 metrów niżej. Jednak jak donosi lokalna hiszpańska gazeta „IDEAL”, organizatorzy hiszpańskiego wielkiego touru chcą usytuować metę na rekordowej wysokości 2805 metrów. Nigdy wcześniej żaden wielki tour nie finiszował wyżej, chociaż najwyższej przełęczy Tour de France – Bonette-Restefond – brakuje tylko trzech metrów.

Pico Veleta jest drugim co do wielkości szczytem w paśmie górskim Sierra Nevada. Poprzednio wyścig odwiedził te rejony w 2017 roku, kiedy to etapowy łup zdobył Miguel Angel Lopez.

Jednak w Parku Narodowym Sierra Nevada obowiązuje zakaz rozgrywania sportowych imprez. Vuelta po raz pierwszy odwiedziła Sierra Nevada w 1979 roku, ale – jak wiadomo – nigdy nie znajdowała się na „czarnej liście”, ponieważ nie pojawiała się tam rokrocznie.

Firma Unipublic ma ochotę dodać trzy kilometry do piętnastego odcinka, co oznaczałoby wyniesienie kolarzy na 2805 metrów nad poziom morza, a wszystko to z użyciem wspinaczki o dość stałym średnim nachyleniu wynoszącym 7 proc. Ta „atrakcja” stoi co prawda pod znakiem zapytania, ale według „IDEAL” lokalne władze raczej pozwolą zrobić wyjątek. Jak donosi gazeta, przeciwnicy tego pomysłu uważają, że obecność wyścigu mogłoby zagrozić walorom szczytu oraz jego bioróżnorodności, o której zachowanie władze parku dbają.

Ostatecznej decyzji można spodziewać się nie wcześniej niż w połowie lipca.

guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Zieloni terroryści przytulą kilka banknotów i problem zniknie

WegeSzmege
WegeSzmege

Swoją drogą ekologia jako legalny terroryzm to świetny pomysł na życie. Jesteś buntownikiem i jeszcze ci za to płacą 🙂

klm
klm

No tak, bo przecież park narodowy potrzebuje kolumny wyścigu i tłumu gapiów. Po to go stworzono.

Michal
Michal

Tylko że ci „buntownicy” nad Wisłą to biegają po kaskę do jednej albo drugiej ambasady. A najczęściej płacą obie…