fot. Getty Images

Młody Norweg z drużyny Team DSM wygrywając drugi etap Tour de Suisse odniósł największy sukces w karierze. Tym samym spełnił po części cele drużyny, którymi w tym wyścigu są zwycięstwa etapowe. Oto, co miał do powiedzenia na mecie w miejscowości Aesch. 

Leknessund mocno przyspieszył na podjeździe drugiej kategorii Chellpass, gdzie coraz bardziej topniała już ucieczka dnia. W tym momencie jej przewaga nad peletonem wynosiła 90 sekund, a Norweg do szczytu zdołał ją powiększyć do około dwóch minut. Stamtąd zdołał „na solo” dojechać do mety, odnosząc bardzo ładne zwycięstwo.

– Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, to jest po prostu niewiarygodne. Bardzo się cieszę, że zdobyłem to zwycięstwo dla drużyny. Przez cały dzień jechaliśmy na full gas. Najtrudniej było na ostatnim podjeździe. Wiedziałem, że jeśli zdobędę tam jakąś przewagę nad peletonem, to będę w stanie utrzymać ją do mety. Na ostatnich kilometrach cierpiałem, ale także cieszyłem się z tego, co się dzieje. Przyjechaliśmy tutaj po etapowe zwycięstwo, a teraz mamy już jedno. Zobaczymy, jak wszystko się potoczy w następnych dniach. Jednak na pewno będziemy jechać agresywnie i miło by było ponownie zabrać się w ucieczkę i powalczyć o dobry wynik

– powiedział po drugim etapie Tour de Suisse 23-letni Norweg.

Tymczasem tak naprawdę z niczego cieszył się Alberto Bettiol (EF Education-EasyPost), który myślał, że wygrał finisz ze zredukowanego peletonu.

– Nie wiedziałem, co się dzieje. Moje radio nie działało. Teraz koledzy będę ze mnie żartować

– komentował swoją pomyłkę Włoch.

Pełne sprawozdanie z drugiego etapu Tour de Suisse wraz z wynikami znajduje się TUTAJ.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments