fot. Astana Qazaqstan

Trzeci tydzień Giro d’Italia nie jest dla Vincenzo Nibalego równie dobry, co poprzedni. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy mogą być kłopoty zdrowotne.

Gdy na dwóch ostatnich etapach drugiego tygodnia „Rekin z Mesyny” błyszczał formą – zwłaszcza na etapie z metą w Turynie, gdzie udało mu się nadrobić część strat do Joao Almeidy i Mikela Landy. Niestety w tym tygodniu dość regularnie widzieliśmy, że gdy tylko następuje poważna selekcja, on zostaje z tyłu. W rozmowie z „La Gazzetta dello Sport” doświadczony kolarz wyjawił możliwą przyczynę tego stanu rzeczy.

We wtorek dostałem opryszczki, co było reakcją mojego organizmu na stres. Miałem też lekką gorączkę. To wpłynęło na moją postawę – jedyne co mi pozostało, to minimalizacja strat. Wczoraj spisałem się lepiej, niż na poprzednich dwóch górskich etapach, co może świadczyć o tym, że wszystko wraca do normy, ale takie są wielkie toury. Są wzloty i upadki, a wygrywa ten, kogo ominą nieszczęścia. Ja i tak mogę być zadowolony z tego, co udało mi się tutaj osiągnąć

– mówił i trudno mu się dziwić. W końcu pomimo tej nieco słabszej dyspozycji nie tylko udało mu się utrzymać wysoką pozycję, ale także awansować. Kilku spośród jego konkurentów miało bowiem zdecydowanie więcej pecha. Joao Almeida zachorował na COVID-19, a Domenico Pozzovivo upadł na jednym z etapów. Z kolei Buchmann i Bilbao zostali poświęceni na rzecz swoich liderów – Landy i Hindleya.

W ten sposób Nibali z ósmego miejsca wskoczył na czwarte i jeśli dziś lub jutro nie wydarzy się jakaś katastrofa, w świetnym stylu zakończy swoją przygodę z największym rodzimym wyścigiem.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments