fot. Alpecin-Fenix

Czy można wygrać etap będąc zespołowym kolegą Mathieu van der Poela i jadąc z nim w jednej ucieczce? Stefano Oldani udowodnił dziś, że owszem – można.

Dwudziestoczterolatek to kolarz, który znakomicie odnajduje się zarówno wtedy, gdy trzeba się wspinać, jak i podczas płaskich lub płaskawych finiszów z ograniczonego peletonu. Wydawać się więc mogło, że dzisiejszy odcinek – przeznaczony dla ucieczki, z kilkoma wymagającymi pagórkami, będzie idealny dla niego. Tyle że nie tylko dla niego. Kolarzy o podobnej charakterystyce na trasie tegorocznego Giro nie brakuje. Ba, większość z nich znalazła się nawet w składzie dzisiejszej ucieczki dnia.

Razem z nimi był też Mathieu van der Poel. Gdyby na tego typu etapach liczyła się czysta moc – nie taktyka i wyczucie momentu, Oldani nie miałby pewnie żadnych szans na sukces. On oraz Riesebeek – inny Alpecinowiec w ucieczce, byliby podporządkowani Holendrowi. Być może nadawaliby mocne tempo na podjazdach, by zgubić co szybszych uciekinierów. Może rozprowadzaliby go na finiszu… Jednak specyfika kolarstwa sprawia, że obecność jednego z najbardziej spektakularnych kolarzy świata w ucieczce działała na korzyść młodego Włocha.

On był kluczowy. Wiedzieliśmy, że wszyscy będą zwracać uwagę właśnie na niego. A to była okazja dla nas, by spróbować pojechać na własną rękę. Chyba dzięki temu łatwiej było nam się oderwać od reszty.

– relacjonował kolarz, który mówiąc „nam”, miał na myśli siebie, Lorenzo Rotę oraz Gijsa Leemreize. Jak się miało okazać, trójka, która zaczęła się tworzyć na La Colletta rozstrzygnęła losy zwycięstwa na finiszu.

Znam Lorenzo. To mój przyjaciel. Wiedziałem, że również jest dość szybki. Trzeci z nas także chciał powalczyć o zwycięstwo – ale udało się to właśnie mi

– opowiadał o swoim zwycięstwie zawodnik, który zaledwie kilka miesięcy temu porzucił Lotto Soudal dla Alpecin-Fenix. Dziś zapewne uważa, że było warto.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments