fot. Giro d'Italia

Triumfatorem 11. etapu Giro d’Italia został Alberto Dainese. Włoch pokonał w sprinterskim pojedynku Fernando Gavirię oraz Simone Consonniego. Liderem wyścigu od czwartego dnia zmagań pozostaje Juan Pedro López.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale organizatorom udało się ułożyć aż tak płaski etap jak ten z Santarcangelo di Romagna do Reggio Emilia. Kolarze pokonując 203 kilometry do zaliczenia mieli ledwie 369 metrów przewyższenia, a główną trudnością dnia miały być potencjalne ranty, które wróżono w okolicach Bolonii.

Ucieczka dnia zawiązywała się niezbyt intensywnie, a ostatecznie do przodu ruszyła jedynie dwójka kolarzy. Byli to Luca Rastelli (Bardiani-CSF-Faizanè) i Filippo Tagliani (Drone Hopper – Androni Giocattoli). Tym samym pozostałych 163 kolarzy kręciło za plecami uciekinierów, bo tylu pozostaje w zmaganiach po wycofaniu się z rywalizacji Biniama Girmaya.

Spokojny peleton dotarł bez większych emocji do pierwszej lotnej premii, gdzie po wygraną sięgnął lider klasyfikacji właśnie tychże, czyli Filippo Tagliani. W głównej grupie po 6 oczek wyskoczył Mark Cavendish, 5 dla Giacomo Nizzolo, a 4 zdobył jadący w cyklamenowej koszulce Arnaud Démare.

Na kolejnych kilometrach jedyne emocje dawały nam pomniejsze kraksy i defekty – na asfalcie wylądował Matthias Skjelmose Jensen, pomocy mechanika potrzebowali Richie Porte czy Fernando Gaviria. 95km przed metą nastąpiło znaczące przyspieszenie w wyniku działania bocznego wiatru – momentalnie złapano dwójkę uciekinierów, a problemy z utrzymaniem się w peletonie miał Caleb Ewan (Lotto Soudal).

Zabawa trwała aż do drugiej lotnej premii, ale nie spowodowała porwania się grupy. Co ciekawe po 3 sekundy zafiniszował na niej Richard Carapaz (INEOS Grenadiers), dzięki czemu Ekwadorczyk awansował na podium klasyfikacji generalnej. Niedługo później nastąpiło rozluźnienie, a samotnie do przodu wyskoczył Dries De Bondt (Alpecin-Fenix).

Peleton niezbyt przejmował się samotnym uciekinierem, więc ten miał raz większą, raz mniejszą przewagę, acz oscylującą gdzieś w przedziale 0:30-2:00. 30-letni Belg skapitulował niespełna 1500m przed metą, w momencie gdy na czele oglądaliśmy już sprinterskie pociągi.

W pojedynku tychże najlepiej poradziła sobie ekipa Groupama-FDJ, która na ostatni kilometr wpadła na czele, idealnie wyprowadzając Arnaud Demare’a. Dobrze wyglądał także pociąg Quick-Step Alpha Vinyl Team wyprowadzający Marka Cavendisha, ale wszystkich ich uprzedził Alberto Dainese (Team DSM) i odnosi pierwszy włoski triumf w tegorocznej edycji La Corsa Rosa.

Wyniki 11. etapu Giro d’Italia:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments