fot. Giro d'Italia

Po trzech węgierskich etapach liderem wyścigu wciąż jest ten sam zawodnik – Mathieu van der Poel. Jednak wszystko wskazuje na to, że Holender wkrótce pożegna się z Maglia Rosa.

Pierwsze dni wyścigu pozwoliły wywodzącemu się z przełajów kolarzowi uwypuklić większość swoich atutów. To, że dysponuje ogromną mocą, która przydaje się podczas trudnych finiszów, że gdy tylko ma odpowiednią motywację, potrafi świetnie pojechać na czas, natomiast gdy sam nie ma szans na dobry wynik, bezproblemowo jest w stanie poświęcić się dla dobra drużyny.

We wtorek stanie natomiast przed zdecydowanie trudniejszym testem – 4. etap zakończy się na Etnie – 23-kilometrowym podjeździe o średnim nachyleniu wynoszącym blisko 6%. Jak do tej pory Holender nie radził sobie z tak trudnymi podjazdami. W przeciwieństwie do swojego wielkiego rywala z przełajów – Wouta Van Aerta, nie był w stanie powalczyć z „góralami” na ich terenie.

Za sobą ma wiele wyścigów tygodniowych, z Tirreno-Adriatico i Tour de Suisse na czele – za każdym razem, gdy przychodziło do prawdziwie górskiego sprawdzianu – on zostawał za najlepszymi. Dlatego nic dziwnego, że nie jest optymistą przed wtorkowym etapem.

Nie wydaje mi się, żeby utrzymanie Maglia Rosa było prawdopodobne – faworyci musieliby podjechać ten podjazd bardzo spokojnie. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, ale… jeśli nie zdarzy się nic dziwnego, stracę koszulkę

– zapewniał w rozmowie z NOS kolarz, który ubiegłoroczne Tour de France zakończył po zaledwie dziewięciu etapach. Czy podobnie będzie w tym roku? Możemy oczekiwać, że nie. Po pierwsze, na horyzoncie nie majaczą tym razem Igrzyska Olimpijskie – po drugie, wnuk Raymonda Poulidora wciąż ma przed sobą zadanie do wykonania

– Chciałbym wygrać jeszcze kilka etapów – przede mną jeszcze mnóstwo szans. Jeśli je wykorzystam, będę z siebie bardzo zadowolony

– zapowiedział.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments