fot. Paris-Roubaix/A.S.O.

Zwycięzcą niesamowitej, 119. edycji wyścigu Paryż-Roubaix został Dylan van Baarle. Holender przeszedł do legendy po ataku na przełomie Camphin-en-Pévèle i Carrefour de l’Arbre, po których samotnie pomknął w stronę mety.

Wszystko o trasie zostało powiedziane przez ostatnie dni, tygodnie i miesiące, a także w naszej zapowiedzi wyścigu, niemniej w skrócie – Piekło Północy Anno Domini 2022 to prawie 260km, 31 sektorów brukowanych rozpoczynających się po niespełna 100km od startu i meta na welodromie w Roubaix. Trasa niewiele różniła się od tej znanej z poprzednich edycji.

Co dość wyjątkowe nie obejrzeliśmy dziś klasycznej ucieczki dnia. Znaleźć się w niej próbowali m.in. Stanisław Aniołkowski (Bingoal Pauwels Sauces WB) i Szymon Sajnok (Cofidis), ale wszystko łączyło się przez długie kilometry, aż do dość sensacyjnego rozstrzygnięcia – na 210km przed metą peleton podzielił się na dwie mniej więcej równe części, a z tyłu zostali wielcy faworyci – Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix) i Wout van Aert (Jumbo-Visma).

Lista nieobecnych na czele była zresztą znacznie dłuższa, niemniej co dla polskich kibiców ważne akcję z przodu napędzały głównie dwie ekipy – INEOS Grenadiers z Michałem Kwiatkowskim obecnym w odjeździe oraz TotalEnergies, które pracowało na Nikiego Terpstrę, a czynił to m.in. czujnie jadący Maciej Bodnar.

Różnica między grupami długo wahała się na poziomie 0:45-1:15, współpracę mocno rozbił dopiero defekt Filippo Ganny u progu bruków. Wówczas brytyjska formacja przestała dawać zmiany, a zmotywowana druga grupa zaczęła likwidować różnicę czasową.

Pierwsze bruki
Już od 31. sektora (te numerowane są malejąco w miarę zbliżania się do mety) zaczęło dziać się sporo – niestety Troivilles à Inchy nie zostanie zapamiętany pozytywnie, bowiem poważna kraksa praktycznie wyeliminowała Madsa Pedersena (Trek-Segafredo). Niedługo później solowego ataku na czele spróbował Niki Terpstra, acz Holender 2 sektory później został ponownie złapany przez większą grupę.

Podczas pokonywania Haussy (25. sektor) na czele kręciła około 20-osobowa grupa, w której znaleźli się m.in. Mike Teunissen (Jumbo-Visma), Filippo Ganna i Dylan van Baarle (INEOS Grenadiers), aż 4 kolarzy Quick-Stepu (m.in. Florian Sénéchal), trójka z TotalEnergies (w tym Maciej Bodnar) czy Sebastian Langeveld (EF Education-EasyPost). Niewiele traciła do nich kolejna trzydziestka zawodników, a „peleton” z głównymi gwiazdami wyścigu tracił prawie półtorej minuty. W wyniku kraksy to w głównej grupie kręcił niestety Michał Kwiatkowski.

Podczas Saulzoir à Verchain-Maugré dwie czołowe grupy połączyły się ponownie w większą czołówkę, a grupa „Vanów” traciła już prawie 2 minuty. Ataku z czołówki na 130km przed metą spróbował Jens Reynders (Sport Vlaanderen – Baloise) i 23-letni Belg przez dłuższy czas zaznaczał swoją obecność na trasie Piekła Północy. Jego przygoda przed ucieczką zakończyła się na sektorze Maing à Monchaux-sur-Écaillon – złapał tam gumę.

W peletonie z kolei współpraca momentami nie wyglądała najlepiej – głównie stratę niwelować próbowali zawodnicy Alpecin-Fenix, wspierani okazyjnie przez Oliviera Le Gaca (Groupama – FDJ) czy kolarzy AG2R Citroën Team. Nieważne są jednak walory estetycze – w pewnym momencie różnica wreszcie zaczęła maleć. Co istotne druga grupa była mniej więcej dwukrotnie większa niż odjazd – liczyły one około 50 i 100 sportowców.

Wyścig w ten sposób zbliżał się do chyba najbardziej legendarnej trudności – La Trouée d’Arenberg. Słynny lasek poprzedzał jeszcze 4-gwiazdkowy sektor Haveluy à Wallers, u progu którego wszystko zaczęło się zjeżdżać – różnica między grupami spadła poniżej minuty. Te połączyły się dosłownie tuż przed Transzeją Arenberg – z przodu pozostali jedynie Davide Ballerini (Quick-Step), Matej Mohorič (Bahrain), Casper Pedersen (DSM), Tom Devriendt (Intermarché) i Laurent Pichon (Arkéa) oraz goniący ich ze stratą 50 sekund Nils Politt (BORA) i Connor Swift (Arkéa). Peleton tracił około 1,5 minuty.

Na początku Lasku gumę złapał uciekający Włoch Ballerini, toteż na czele została czwórka. W peletonie słabo wyglądał Wout van Aert (Jumbo-Visma), tymczasem wprost frunęli nad nierówną kostką brukową Jasper Stuyven (Trek) oraz Michał Kwiatkowski (INEOS). Do Belga i Polaka dołączył jeszcze m.in. Filippo Ganna (INEOS) i siedmioosobowa grupka urwała się przed przerzedzony peleton, otrzymując od realizatora numer „3” – przed nimi były bowiem nadal dwie „ucieczki”.

Kolarze szybko przemykali przez kolejne sektory – Wallers à Hesmes (17.) i Hornaing à Wandignies (16.). W międzyczasie kolejni faworyci doskakiwali do grupy Michała Kwiatkowskiego – znaleźli się w niej m.in. Mathieu van der Poel (Alpecin), Mike Teunissen (Jumbo), Stefan Küng (Groupama), Dylan van Baarle (INEOS), Kasper Asgreen (Quick-Step), John Degenkolb (DSM) czy Alexander Kristoff (Intermarché). Najpóźniej doszedł Wout van Aert – mistrz Belgii miał jednak defekt w Lasku, toteż dlatego został nieco z tyłu.

U progu Tilloy à Sars-et-Rosières (15.) na czele pozostawała już tylko trójka w składzie Matej Mohorič, Tom Devriendt i Laurent Pichon, mieli oni około 2 minut przewagi nad coraz liczniejszym peletonem. Bardzo spokojnie upłynął także sektor Beuvry à Orchies (14.), gdzie problemy lekkie miał uciekający Francuz z Arkei, a w grupie faworytów rządy objęła ekipa INEOS Grenadiers.

Nic nie wydarzyło się także podczas Orchies (13.), gdzie na 60km przed metą w głównej grupie nadal kręciło około 40 kolarzy. Podziały nastąpiły dopiero podczas pięciogwiazdkowego Mons-en-Pévèle – Matej Mohorič i Tom Devriendt zgubili swojego towarzysza, ale i ich przewaga zaczęła dynamicznie spadać – w pogoni za nimi znaleźli się Mathieu van der Poel (Alpecin), Wout van Aert (Jumbo), Stefan Küng (Groupama) i Dylan van Baarle (INEOS).

Za faworytami gonić próbowali jeszcze Ben Turner (INEOS), Yves Lampaert (Quick-Step), Jasper Stuyven (Trek) i Adrien Petit (Intermarché). W sumie w walce o zwycięstwo pozostawało już jedynie kilkunastu kolarzy.

40km przed metą kolejny defekt miał Wout van Aert – na sektor Pont-Thibault à Ennevelin (9.) wpadł tym samym ponownie ze stratą do swoich głównych rywali. Niedługo później gumę złapał także Matej Mohorič – tym samym na czele znalazł się samotny Tom Devriendt, który miał około pół minuty przewagi nad goniącą go dziesiątką rywali (grupy złączyły się).

Po pokonaniu Templeuve (8.) Belg miał już tylko 20 sekund przewagi i było praktycznie wiadomo, że jego pobyt na czele zbliża się ku końcowi. U progu Cysoing à Bourghelles (7.) jechał już z nim Matej Mohorič i Yves Lampaert, a gonić próbował ich Dylan van Baarle. U progu Bourghelles à Wannehain (6.) czołowa czwórka miała już 40 sekund przewagi nad goniącą ich siódemką, a do mety pozostawało ledwie 25km.

Niedługo później druga grupa podzieliła się na dwie części – odskoczył Jasper Stuyven, a doskoczyli do niego Wout van Aert i Stefan Küng. W trudnym położeniu znalazł się tym samym Mathieu van der Poel – Holender nie miał z kim współpracować by dogonić swoich rywali, został z nim bowiem jedynie szalenie zmęczony Laurent Pichon, a także mający swoich kolegów z przodu Ben Turner i Adrien Petit.

Tuż przed Camphin-en-Pévèle (5.) defekt miał Jasper Stuyven i tym samym pogoń za czołową czwórką znów osłabła. Jeszcze przed Carrefour de l’Arbre (4.) na czele zaatakował Dylan van Baarle, mocno osłabł z kolei Tom Devriendt. Przeszło 40 sekund tracili Wout van Aert i Stefan Küng, a z ponad minutową stratą jechali Jasper Stuyven i Mathieu van der Poel. Wyścig wszedł w finałową fazę zmagań.

Holender swoim śmiałym atakiem zaczął powiększać swoją przewagę – 10km przed metą miał 20 sekund nad duetem Lampaert-Mohorič, kolejna grupka traciła już prawie minutę i praktycznie nie miała perspektyw na włączenie się do walki o zwycięstwo.

7km przed metą paskudny upadek zaliczył Yves Lampaert, przez co Belg wypadł z walki o podium. Słoweniec został z kolei dogoniony przez Wouta van Aerta, Stefana Küng i Toma Devriendta, ale ich strata do jadącego na czele Holendra to była przeszło minuta. Tym samym można było stwierdzić, że grupa ta walczy o miejsca 2-5.

Holender sam wpadł na welodrom i mógł świętować swój najważniejszy sukces w dotychczasowej karierze. Za plecami Dylana van Baarle rozegrała się walka o drugie miejsce – w niej najlepiej poradził sobie Wout van Aert. Rywali oszukać z połowy okrążenia próbował Stefan Küng, ostatecznie dało mu to trzecie miejsce – o włos przed Tomem Devriendtem. 5. był wyraźnie zmęczony Matej Mohorič, kolejną grupę przyprowadził z kolei Adrien Petit – dla niego i 8. na mecie Laurenta Pichona obecność w pierwszej dziesiątce to z pewnością spełnienie marzeń.

Najlepszy z Polaków – Stanisław Aniołkowski zajął 46. miejsce.

Wyniki 119. Paryż-Roubaix:

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Tajfun
Tajfun

Gratulacja dla zwyciężcy, ale mnie wyścig nie porwał, nie wiem czemu, ale wydawał mi się strasznie nudny.

Andy
Andy

jazda po kamieniach to nie jest kolarstwo