fot. Trek-Segafredo

Po samotnej, około 30-kilometrowej szarży, Elisa Longo Borghini zwyciężyła w drugiej edycji wyścigu Paryż-Roubaix kobiet. Tym samym mistrzyni Włoch sprawiła, że drużyna Trek-Segafredo triumfuje w „Piekle Północy” drugi rok z rzędu. 

Wstęp

W sobotę 16 kwietnia rozegrano drugą edycję wyścigu Paryż-Roubaix kobiet. Panie po raz pierwszy ścigały się na kocich łbach północnej Francji wiosną – tym razem także przy słonecznej i stosunkowo ciepłej pogodzie. Start odbył się w miejscowości Denain, a po 125 kilometrach nastąpił jeden z najbardziej rozpoznawalnych finiszy w kolarstwie – na welodromie w Roubaix. Zawodniczki zmierzyły się z 17 brukowanymi sektorami, które w sumie dały nieco ponad 29 kilometrów piekła. Dwa z tych sektorów oznaczono pięcioma gwiazdkami, czyli największym stopniem trudności – to Mons-en-Pévelè (49 kilometrów przed metą) oraz Carrefour de l’Abre (17 kilometrów przed metą).

Na starcie stanęły dwie Polki: Marta Lach w drużynie Ceratizit-WNT Pro Cycling oraz Karolina Kumięga (Valcar Travel & Service).

Do wyścigu nie przystąpiła jedna z największych faworytek wyścigu Marianne Vos (Jumbo-Visma), która rano uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa, a także Maeva Squiban (Stade Rochelais Charente-Maritime). Oznaczało to, że na starcie w Denain peleton liczył 139 zawodniczek.

Wczesna faza wyścigu

Start ostry opóźniono z powodu defektu Marty Bastianelli (UAE Team ADQ). Już na pierwszym okrążeniu wokół Deinan zaatakowały cztery zawodniczki, a po chwili dojechała do nich kolejna – Tanja Erath – i tak utworzyła się pięcioosobowa ucieczka dnia w następującym składzie: Leonie BOS (Parkhotel Valkenburg), Katie CLOUSE (Human Powered Health), Tanja ERATH (EF Education-Tibco SVB), Gaia MASETTI (AG Insurance-NXTG Team) oraz Amalie LUTRO (Uno-X Pro Cycling Team).

W momencie, gdy prowadzący kwintet dojechał do pierwszego brukowanego sektora przewaga nad peletonem prowadzonym przez drużynę Trek-Segafredo wynosiła tylko około minuty. Ponadto uciekinierki zaczęły się dzielić na pierwszych fragmentach bruku. Tam tempo mocno podkręcała mistrzyni Europy Ellen van Dijk, która spowodowała także podzielenie peletonu, redukując pierwszą grupę do zaledwie około 30 zawodniczek.

Od początku wyścigu było nerwowo i zdarzały się kraksy. W jedną z nich była zamieszana Marta Cavalli, która upadła wraz ze swoją koleżanką z drużyny FDJ Eugénie Duval oraz Abi Smith (EF Education-Tibco SVB). Nieco później kraksę zaliczyła także młoda Belgijka Julie De Wilde z drużyny Plantur-Pura, która musiała się po tym incydencie wycofać.

Pierwszymi uciekinierkami, które wróciły do peletonu były Clouse i Bos. Wreszcie około 70 kilometrów przed metą na czele wyścigu pozostała samotna Tanja Erath z przewagą wynoszącą tylko około 20 sekund.

Po pierwszych nerwach i pierwszej selekcji 

Wjeżdżając na 14. sektor bruku, czyli 65 km przed metą, główny peleton liczył zaledwie 25 zawodniczek. Problemy techniczne zdążyły już także zaliczyć Van Dijk oraz Emma Norsgaard z Movistaru, która zmieniała rower.

53 km przed metą, na jednym z brukowanych sektorów, zaatakowała Lotte Kopecky, która pociągnęła za sobą Martę Bastianelli (UAE Team ADQ) oraz Lucindę Brand (Trek-Segafredo). Ta mocna trójka wjechała razem na ikoniczny sektor Mons-en-Pévelè.

Tymczasem gumę przebiła mistrzyni świata Elisa Balsamo, która chwilę później została zdyskwalifikowana przez sędziów za nieprzepisowe dochodzenia do peletonu. Chodziło o nazywany z angielska sticky bottle, czyli holowanie za pomocą podawanego z samochodu bidonu.

Brand, Kopecky oraz Bastianelli zostały doścignięte na ósmym sektorze. Natychmiast po tym zaatakowała Elisa Longo Borghini. 30 kilometrów przed metą mistrzyni Włoch miała 30 sekund przewagi nad drugą grupą.

Gdzieś w trakcie całego zamieszania defekt miała także Marta Lach, która z tego powodu odpadła od peletonu. Realizator transmisji pokazał przez chwilę byłą mistrzynię Polski, która w trzeciej grupie wzięła w sprawy w swoje ręce, próbując połączyć obie grupy.

Elisa Longo Borghini kontra cała reszta

Wraz z atakiem Włoszki z drużyny Trek-Segafredo sytuacja w wyścigu nieco się wyklarowała. Wiadomo było, że rywalki amerykańskiego zespołu muszą gonić mocną i potrafiącą jechać samotnie Longo Borghini. Próbowały to robić kolarki mocnej drużyny SD Worx w osobie między innymi Chantal van den Broek-Blaak. Oprócz Holenderki w grupie pościgowej znajdowało się jeszcze 7 zawodniczek: Lucinda Brand (Trek-Segafredo), Marta Bastianelli (UAE Team ADQ), Emma Norsgaard (Movistar), Pfeiffer Georgi oraz Floortje Mackaij (Team DSM), Marta Cavalli oraz Grace Brown (FDJ Nouvelle-Aquitaine Futuroscope).

Na ostatnim najtrudniejszym sektorze, czyli Carrefour de l’Abre Longo Borghini utrzymała przewagę na poziomie 20 sekund, a na kolejnym – Gruson- jej przewaga wzrosła do około pół minuty. Tymczasem w grupie goniącej, której skład nieco się zmienił, goniły tylko Lotte Kopecky i Marta Cavalli.

Ostatnich 10 kilometrów

10 kilometrów przed metą samotnie prowadząca w wyścigu Elisa Longo Borghini miała około pół minuty przewagi nad siedmioma goniącymi zawodniczkami – Van den Broek-Blaak, Chabbey, Mackaij, Brand, Van Dijk, Kopecky oraz Cavalli.
Floortje Mackaij (Team DSM) oraz Elise Chabbey (Canyon-SRAM) dołączyły wcześniej do czołówki.

Mistrzyni Włoch utrzymywała stabilną przewagę nad grupą goniącą, w której odpowiedzialność za zniwelowanie straty do Longo Borghini spadła wyłącznie na kolarki SD Worx.

Tymczasem Longo Borghini wjechała na historyczny welodrom w Roubaix z przewagą rzędu pół minuty, co oznacza, że ta znakomita zawodniczka w jeździe na czas popisała równą i bardzo mocną jazdą w „Piekle Północy”. Włoszka znakomicie skorzystała również z pracy swoich koleżanek i dobrej taktyki opracowanej na ten start. Kolarki Trek-Segafredo po raz kolejny pokazały, że potrafią odnaleźć się w drużynie pełnej gwiazd i zrobić użytek z wielkich nazwisk.

Drugie i trzecie miejsce zostało rozdane w sprincie na welodromie. Na drugim stopniu podium stanęła Lotte Kopecky, zaś wspaniały dzień dla Trek-Segafredo ukoronowała trzecia Lucinda Brand, ciesząca się na kresce z sukcesu koleżanki.

Przypomnijmy, że rok temu Elisa Longo Borghini była w Paryż-Roubaix trzecia. Warto również odnotować, że Lizzie Deignan, nieobecna w tym roku z powodu tego, że spodziewa się dziecka, także wygrała po samotnym ataku – z tym, że dłuższym.

Wyniki:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments