fot. Intermarche-Wanty Gobert Materiaux

Biniam Girmay wygrał Gandawa-Wevelgem 2022. Na finiszu z czteroosobowego odjazdu ograł Christophe’a Laporte’a, Jaspera Stuyvena oraz Driesa Van Gestela.

Trasa 84. Gandawa-Wevelgem liczyła sobie 249 kilometrów. Jej pierwsza faza, jak zwykle, była stosunkowo płaska, później na drodze kolarzy pojawiało się mnóstwo „bergów”, by na ostatnich około 30 kilometrach znów się wypłaszczyć. Na liście startowej znalazło się miejsce dla czterech Polaków – Stanisława Aniołkowskiego (Bingoal), Filipa Maciejuka i Kamila Gradka (Bahrain-Victorious), a także Macieja Bodnara (TotalEnergies)

Na początku wyścigu od reszty stawki oderwała się ucieczka w składzie: Jelle Wallays (Cofidis), Johan Jacobs (Movistar), Aleksander Konyszew (BikeExchange), Nikias Arndt (Team DSM), Ludovic Robeet (Bingoal), Lindsay De Vylder (Sport Vlaanderen) i Lars Saugstad (Uno-X). Ewidentnie najmocniejszym zawodnikiem czołówki był Jacobs i na  65 kilometrów przed metą to właśnie on został doścignięty przez około 20-osobową grupę faworytów.

W tej ostatniej brakowało kilku kolarzy. Nie było części sprinterów, jak Elia Viviani, Fabio Jacobsen czy Tim Merlier. Nie było Brenta Van Moera, Kamila Gradka i Jhonatana Narvaeza, którzy ucierpieli w kraksach. Nie było wreszcie dwóch poprzednich zwycięzców – Madsa Pedersena i Wouta Van Aerta. Najbardziej zaskakujący mógł być brak tego ostatniego, który na kilka kilometrów przed utworzeniem się grupki jechał bardzo aktywnie – przyspieszał, atakował, a jednak nie znalazł się w groźnie wyglądającym odjeździe. W tym pozostawał tylko jeden kolarz Jumbo – Nathan Van Hooydonck.

Szybko przestało mieć to jednak znaczenie, bowiem po dogonieniu Jacobsa znów wszystko się zjechało. Na kolejnych kilometrach kolarze holenderskiej grupy byli zdecydowanie bardziej aktywni. W odjazdy zabierał się Laporte (do spółki z Turgisem i Campenaertsem), Tiesj Benoot (z Van Avermaetem) oraz sam lider formacji, ale długo nic z nich nie wychodziło. Na czele wciąż utrzymywała się stosunkowo duża, choć zmniejszająca się grupa, w której wciąż znajdował się m.in. Stanisław Aniołkowski.

Było tak aż do ostatniego dzisiejszego podjazdu – Kammelbergu. Tam mieliśmy sytuację, która niektórych mogła przyprawić o deja vu z piątkowego E3 Saxo Bank Classic. Tak samo jak wtedy zaatakował Van Aert. Tak samo jak wtedy na kole próbował usiąść mu Christophe Laporte. Teraz jednak rozwiązanie całej akcji było inne. Laporte w ogóle nie oderwał się od pozostałych, natomiast Van Aert oderwał się tylko na moment – później dołączyła do niego siedmioosobowa pogoń, w której, oprócz Laporte’a, znajdowali się także Benoot, Asgreen, Mohorič, Van Baarle, Pedersen, Kasper Asgreen oraz Soren Kragh Andersen.

Ich przewaga nie była jednak duża – wynosiła zaledwie kilka sekund. Wszystko znów się więc połączyło i nie zapobiegł temu nawet rozpaczliwy atak Van Aerta. Z przodu znów mieliśmy około 30-osobową grupę kolarzy, ale na krótko. Wtedy uaktywnił się drugi z piątkowych bohaterów. Laporte mocniej nacisnął na pedały, a Dries Van Gestel, Biniam Girmay oraz Jasper Stuyven wsiedli na jego koło i w ten sposób utworzyli kolejny odjazd.

W przeciwieństwie do poprzednich śmiałków, oni szybko zaczynali zdobywać sobie przewagę. Gdy na 10 kilometrów przed metą mieli już 37 sekund, właściwie stało się jasne, że dojadą do mety na czterech pierwszych miejscach. Mniej więcej wtedy do pracy wzięli się kolarze FDJ i różnica znów zaczęła maleć, ale nieznacznie i tylko przez moment. Dopiero w końcówce sytuacja odjazdu faktycznie zaczęła się psuć. Z tyłu coraz więcej kolarzy zaczynało pracować, zaś z przodu współpraca nieco siadła.

Różnica zaczęła więc maleć, ale było już za późno, by wszystko się połączyło. Ani peleton, ani odjeżdżający od niego Soren Kragh Andersen nie byli w stanie już dojechać do czołówki. Sprint po zwycięstwo padł łupem Biniama Girmaya i to on stał się zwycięzcą wyścigu. Drugi na metę przyjechał Christophe Laporte, zaś podium uzupełnił Dries Van Gestel.

Wyniki Gandawa-Wevelgem 2022:

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jan
Jan

I w taki to dziwny sposób dzięki zdobyciu przez Grmaya 500 pkt za wygranie tego wyścigu Erytrea przeskoczyła w klasyfikacji UCI reprezentację Polski o około 300 punktów … polscy pomagierzy w roku bieżącym we wszystkich startach uśpyrlali łącznie 275 pkt. Chyba już nikt nikomu nie będzie zadawał zagadki, co to jest: „Czarne na czerwonym zap…sza po zielonym?”

Jan
Jan

Coś na osłodę … nie nasi mistrzowie, ale Maciej Paterski, którego kiedyś chyba trener Wadecki lekką rączką skreślił z kadry CCCSprandi, zdobył dzisiaj jakieś pomniejsze punkty za wygranie wyścigu w Słowenii. Nie bawił się w pomaganie za kasę, tylko po prostu wygrał!