fot. Getty Images Sport/ INEOS Grenadiers

Więcej znaczy lepiej – chyba taka dewiza przyświecała organizatorom tegorocznej Tour de Suisse. W Szwajcarii zobaczymy arcytrudny wyścig, pełen gór, dużych wysokości i nie odpuszczający na prawie żaden moment.

Tour de Suisse to od zawsze trudna impreza. W kalendarzu World Tour ulokowana jest pomiędzy Giro d’Italia a Tour de France, co sprawia, że przyjeżdżają na nią kolarze schodzący już z formą po włoskiej trzytygodniówce oraz ci szykujący się dopiero do Wielkiej Pętli. Rok temu oglądaliśmy świetny pojedynek Richarda Carapaza i Rigoberto Urana zakończony wygraną tego pierwszego. W tym ponownie do głosu powinni dojść najlepsi górale świata.

Trasa
Wyścig otworzy liczący 178km etap ze startem i metą w Küsnacht. To będą takie miłe złego początki – niech jednak nikogo nie zmyli profil, albowiem wysokościówka obejmuje tylko dwie wysokości nad poziomem morza – 400 i 800 metrów. Nawet te hopki będą co najmniej odczuwalne dla kolarzy, a o wygraną powalczą silni puncherzy i dynamiczni górale.

Drugi dzień? Start ponownie w Küsnacht, a do mety poprowadzą podjazdy zakończone zjazdem i metą w Aesch. To z pewnością będzie ciekawy odcinek podczas którego niejeden kolarz będzie chciał zapolować na trykot lidera klasyfikacji generalnej by pojechać w nim choć jeden dzień, zanim zawodnicy wjadą w wysokie góry.

Niech nikogo nie zmyli profil trzeciego odcinka – to ponad 3200 metrów przewyższenia na 177km wyścigu. Teoretycznie wygląda to jak odcinek dla sprinterów, acz tych w Szwajcarii nie powinno być zbyt wielu, a ubiec może ich np. ucieczka.

Czwarty odcinek jako jedyny w tegorocznej edycji nie przekroczy 2000 metrów przewyższenia – zabraknie do tego jednak bardzo niewiele. Tuż przed finałem w Brunnen do pokonania będzie podjazd drugiej kategorii. Do mety zostanie z niego ledwie 15km – atakujący kolarze mogą spokojnie myśleć o obronieniu przewagi.

Piąty dzień to ponownie ponad 3000 metrów w pionie, ale na zawodników czeka pierwszy finisz pod górkę. Na początek będzie to jednak mała hopka w Novazzano – różnice nie powinny być duże, a faworyci klasyfikacji generalnej będą oszczędzać zapewne swoje dość zmęczone nogi przed królewskim etapem następnego dnia.

I wtedy przychodzi ona – królewska odsłona zmagań w Tour de Suisse. Szóstego dnia na zawodników czeka etap z Locarno do Moosalp o długości niespełna 180km z dwoma wielkimi górami – jedną mniej więcej pośrodku oraz drugą prowadzącą do mety. 4208 metrów przewyższenia, dwa dwutysięczniki – będzie gdzie się zmęczyć.

Ostatni etap ze startu wspólnego poprowadzi z Ambri do Malbun. Ponownie do pokonania będą dwie wysokie góry, a na mecie znalazła się górska premia ponadkategorii. Jedni będą myśleli o bronieniu różnic i szykowaniu się na jazdę indywidualną na czas, inni z pewnością spróbują zaatakować. Różnice na poziomie bardziej minut niż sekund między faworytami są prawie gwarantowane.

I wtedy wchodzi ona – cała na biało. Dość techniczna czasówka w Vaduz o długości 25,6km jest w stanie wpłynąć w jakimś stopniu na klasyfikację generalną, bowiem po poprzednich odcinkach istnieje niezerowa szansa, że na czele będą wybitni górale, acz niekoniecznie kochający tego typu próby. Mikel Landa (losowy typ, nie musi stanąć na starcie) na takich odcinkach nieraz tracił przecież 2-3 minuty.

Wyścig Tour de Suisse zostanie rozegrany w dniach 12-19.06.2022. Na starcie staną 23 ekipy – dzikie karty otrzymały Alpecin-Fenix, Team Arkéa Samsic, Human Powered Health, TotalEnergies i reprezentacja Szwajcarii.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments