Tadej Pogačar nie zwalnia tempa podczas Tour de Suisse. Mistrz świata jest na świetnej drodze do końcowego triumfu. Wygrał etap jazdy indywidualnej na czas i ma olbrzymią przewagę w klasyfikacji generalnej.
Rywalizacja o zwycięstwo na czasówce była pasjonująca. Na punkcie pomiaru czas równy co do sekundy mieli Tadej Pogačar i Mathias Vacek. Czech osłabł w drugiej części dystansu. Cztery sekundy tracił Mathieu van der Poel. Holender rozpędzał się z każdym kilometrem, ale nie był pewny zwycięstwa. W fotelu lidera z niecierpliwością czekał na rezultaty rywali. Przegrali z nim wszyscy z wyjątkiem Pogačara. Słoweniec na liczącej prawie 24 kilometry trasie okazał się lepszy o jedynie 0,3 sekundy.
Bardzo cieszę się z tej wygranej. Było bardzo gorąco, a trasa była niezwykle szybka. Miałem dobre nogi. Nie wiedziałem, że walczę o zwycięstwo etapowe, więc dałem po prostu dałem z siebie wszystko. Na punkcie pomiaru słyszałem, że jest blisko, ale potem już nie było żadnych komunikatów. Wyszło dobrze. Jutro też powalczę o zwycięstwo. To piekielnie trudny etap, zupełnie inny niż poprzednie. Nie mogę się doczekać, bo jestem ciekawy, jak poradzę sobie w górach
– powiedział Słoweniec w wywiadzie na mecie.
W klasyfikacji generalnej Tadej Pogačar ma ponad 4 minuty przewagi nad Richardem Carapazem oraz Mathiasem Vackiem. Dodatkowo, trudna trasa ostatniego etapu dookoła Villars-sur-Ollon odpowiada kolarzowi UAE Team Emirates – XRG. Col de la Croix będzie do pokonania aż trzykrotnie, w tym dwukrotnie o długości ponad 19 kilometrów. Choć meta nie znajdzie się na szczycie tego podjazdu, to także będzie prowadzić pod górę.










Głupoty opowiada
Już naprawdę mógłby sobie darować te pr gadki.
Brednie w stylu tych, jak to było ciężko na pierwszym etapie, kiedy wygrał i nawet nie pierdnął. Widać uznał, że taka fałszywa skromność dobrze wypadnie marketingowo, dla mnie jest to przeciwskuteczne.