Tadej Pogačar, Wout van Aert, Poggio di Sanremo
fot. UAE Team Emirates

Kolarstwo to taki piękny sport, że prawie 200 osób walczy, a miejsc na podium starcza dla ledwie trzech. Mediolan-San Remo 2022 miało jednak wielu bohaterów, a dzięki ich walce zobaczyliśmy wspaniałe widowisko. Co mieli do powiedzenia ci, dla których zabrakło miejsca w pierwszej trójce?

Przed wyścigiem wróżono, że będzie to wielki pojedynek pt. Tadej Pogačar kontra Jumbo-Visma z Woutem van Aertem na czele. Gdzieś tam wspominano, że atakować z daleka lubi Søren Kragh Andersen, a dwa razy na podium był już Michael Matthews. Każdy z tej czwórki był blisko osiągnięcia swoich celów, a jednak skończyło się „tylko” w pierwszej dziesiątce. Mimo wszystko należy się im wielki szacunek za odnalezienie się w tej walce, bowiem było to najprawdopodobniej najtrudniejsze Mediolan-San Remo od lat.

Cieszę się, bo pokazaliśmy się świetnie jako cały zespół jadąc bardzo aktywnie. Gratulacje dla moich kolegów z drużyny i wielkie brawa dla Mateja Mohoriča, który zasłużył na zwycięstwo – przed wyścigiem powiedział mi, żebym nie próbował podążać za nim na zjeździe, a ja odpowiedziałem, że mam świadomość, że byłoby bardzo trudno, bo wiem, że jest szalony, gdy droga idzie w dół, a także zauważył, że ma regulowaną sztycę, aby jeszcze lepiej wystartować. W rzeczywistości, kiedy wyprzedził mnie na zjeździe, zobaczyłem, że już podejmuje duże ryzyko, driftuje, a nawet wypada z drogi, więc nie odważyłem się pojechać za nim. To, co zrobiliśmy dzisiaj jako zespół, jest doskonałym znakiem na kolejne wyścigi i edycje Mediolan-San Remo, w których będziemy ścigać się w ciągu najbliższych kilku lat. To był bardzo fajny klasyk. Teraz czekają mnie trzy dni odpoczynku, potem zacznę przygotowywać formę na kolejne starty

— opowiadał po pierwszym monumencie sezonu 2022 5. na mecie Tadej Pogačar.

Jak widać wiedzę o tym co zrobi Matej Mohorič rywale mieli jeszcze przed startem, a i tak faworyzowany przez wielu Tadej Pogačar nie było w stanie odpowiedzieć na atak swojego rodaka. Mało brakowało, a na czele znalazłby się jednak inny kolarz, bowiem Poggio di Sanremo z przodu kończył Søren Kragh Andersen. Zawodnik Team DSM nie dał rady jednak obronić się na zjazdach i monument zakończył na 7. miejscu.

Szczerze mówiąc jestem bardzo szczęśliwy, walczyłem o pełną pulę i pokazałem, że jestem wśród najlepszych na świecie. To kolarstwo i czasem trudno wygrać, ale jestem zadowolony z występu mojego i zespołu. Umiejscowienie się na Cipressie było dzisiaj najważniejszą rzeczą, drużyna wykazała się dużym zaangażowaniem w doprowadzenie mnie tam. To było dla mnie trochę zaskakujące, że ekipa mogła nadać Cipressie tak wysokie tempo i dokonać w ten sposób selekcji. Dla mnie było to idealne rozwiązanie, ponieważ dobre pozycjonowanie i atak na Poggio było wówczas łatwiejsze

— podsumował po Mediolan-San Remo 7. na mecie Søren Kragh Andersen.

Jeśli ktoś ma czuć się przegranym w dzisiejszym wyścigu to może to być z pewnością Wout van Aert. Wydawało się, że wszystko układało się na korzyść Belga – jego koledzy podyktowali dobre tempo, następnie sprinterzy odpadli w wyniku pracy UAE Team Emirates. Na Poggio di Sanremo z przodu pozostawał nadal pomagający wydatnie zwycięzcy z 2020 roku Primož Roglič. A jednak to nie dało nic. Wout van Aert skończył „dopiero” ósmy, ostatni z pierwszej grupy na mecie.

Zmarnowałem dużo energii na ataki Pogačara. Dlatego nie udało mi się z nim być, gdy Mohorič zaatakował. Wiedziałem, że jest niebezpieczny. Nie możesz dać mu dziesięciu metrów, bo już go nie złapiesz. Ścigałem go, żeby wygrać. Wydaje mi się, że inni byli już zajęci próbami zdobycia miejsca na podium. Oczywiście mają do tego pełne prawo. Nie sądzę, że powinniśmy traktować ten wyścig inaczej. Jestem zadowolony z pracy, jaką zespół wykonał dzisiaj. Jeśli nie mogę wygrać, wolę przestać walczyć. Chyba właśnie to się stało na końcu

— opowiedział o 113. edycji Mediolan-San Remo 8. na mecie Wout van Aert.

Nieco żalu może mieć też czwarty na mecie Michael Matthews. On sam przed startem przyznawał, że cieszyłoby go już miejsce na podium, ale gdy odpadali kolejni sprinterzy to dla Australijczyka z pewnością otwierała się furtka do walki o zwycięstwo. Starczyło w końcu tylko by dojechała grupka na Via Roma, bez atakującego Mateja Mohoriča…

Na Cipressie było zdecydowanie szybciej niż w poprzednich latach, tak jak się spodziewaliśmy, UAE chciało, aby był to trudny finał. Wyglądało na to, że to zrobili, myślę, że zostało nas z 30 osób po Cipressie, a na Poggio Tadej po prostu kontynuował atak. Gdy Mohorič wjeżdżał na zjazd, miałem może cztery długości roweru do niego, ale zrobił lukę, a dalej pociągnęły go motocykle. Ja niestety pozostałem w towarzystwie reszty chłopaków. Kiedy masz wszystkich faworytów w tej dużej grupie, oczekiwałem, że będą gonić i spróbują doprowadzić tę grupę z powrotem do walki o zwycięstwo, ale w dzisiejszych czasach w kolarstwie nigdy nie wiesz, co zrobią inni. W końcu było trochę bałaganu, nikt tak naprawdę nie chciał w pełni zaangażować się w dogonienie Mohoriča

— podsumował ściganie we włoskim monumencie nieco rozżalony, acz 4. na mecie Michael Matthews.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Ale gwiazdeczka z tego van Aercika. Finiszować mu się nie chciało, obrażony Belgus.